Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

"Nienawidzę tego życia, nienawidzę macierzyństwa" – żadna mama nie przyzna się do takich myśli

| aktualizacja: 22.06.2016 | 31

"Pomimo moich ciemnych myśli, w tym, co robiłam, zawsze była miłość" – wyznaje mama, która po 10 latach odważyła się powiedzieć całą prawdę o macierzyństwie. Bez udawania, bez strachu, bez kolorowej otoczki.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(2)
Mama płacze przy wózku z dzieckiem
fot. Fotolia
To wyznanie jest smutne, przerażające, ale przede wszystkim szczere. Nie każda kobieta zdobyłaby się na odwagę, żeby coś takiego wyznać – autorka tego listu (nie podała imienia i nazwiska) czekała 10 lat, by podzielić się swoimi uczuciami i myślami po narodzinach dziecka. Przeczytajcie – ten tekst chwyta za serce i pokazuje, że macierzyństwo to nie to, co widzimy w filmach czy w reklamach.

"Popełniłam błąd" – szczere wyznanie o początkach macierzyństwa

"Pierwszy rok po narodzinach mojego syna był niesamowicie trudny. Właściwie, "trudny" to spore niedomówienie: to było piekło. To, co myślałam o sobie, o moim życiu, o moim dziecku, były tak okropne, że trzymałam to dla siebie przez 10 lat. Nie byłam w stanie wyznać tego nikomu, nawet mężowi czy terapeucie. Właściwie, nie byłam w stanie tego zrobić aż do wczorajszej nocy. Gdy rozmawiałam z żoną mojego brata, wyznałam jej wszystko, te wszystkie pełne nienawiści myśli sprzed wielu lat. Wydaje mi się, że w pewnym momencie musisz dać upust emocjom, zwłaszcza wtedy, gdy ta popaprana prawda może pomóc komuś poczuć się odrobinę lepiej.

Choć w życiu chciałam tylko jednego, bycia mamą, po narodzinach mojego pierwszego syna, żałowałam tego z całego serca – dosłownie w każdej sekundzie, każdego dnia. Marzyłam o tym, żeby go zapakować i wepchnąć do macicy na trochę. Chciałam mojego starego życia. Ciągle myślałam: zrobiłam potworny błąd, chcę to cofnąć, nie chcę tego, nie chcę nic z tych rzeczy, nienawidzę tego życia, nienawidzę macierzyństwa, nienawidzę ciebie.

Nie zrozumcie mnie źle, nigdy nie chciałam skrzywdzić mojego dziecka i nie wyobrażałam sobie, że to robię, ale był czas, kiedy myślałam, że jeśli stanie się najgorsze – jeśli wejdę do pokoju, a on nie będzie oddychał – przeżyję to. Nic mi nie będzie. Wrócę do poprzedniego życia.

Każdy rodzic ma swoje największe obawy. Dla wieku młodych rodziców, te najgorsze obawy dotyczą choroby czy nagłej śmierci dziecka. Dla mnie, moją najgorszą obawą było to, że utknę w życiu, którego wcale nie chcę, że popełniłam największy błąd. Moim najgorszym strachem było to, że ciemność moich własnych myśli obnaży, jaką matką jestem, ze te czarne myśli oznaczają, że nie kocham swojego dziecka. Jaka matka myśli coś takiego i jest to dla niej zupełnie normalne? Jaka matka marzy, żeby nie być matką? Jaki rodzic ma myśli pełne nienawiści w stosunku do własnego dziecka?

Dopiero teraz wiem, że te wszystkie okropne myśli wynikały z braku snu, małego piekiełka po porodzie, depresji poporodowej. Dopiero teraz rozumiem, że te paskudne myśli nie sprawiają, że ktoś jest złą matką. Jestem w stanie wytłumaczyć sobie samej, że pomimo moich ciemnych myśli, w tym, co robiłam, zawsze była miłość. (...) Może przez moją szczerość o tych brzydkich myślach i ciemnych miejscach, możemy zmienić wizję macierzyństwa – od tej pięknej, wymuskanej wersji do tej brzydkiej, prawdziwej.

Tak naprawdę, nasze niemiłe czy nawet nienawistne myśli nie mają znaczenia, bo miłość to coś więcej niż uczucie czy myśl. To działanie, to sposób troszczenia się, gdzieś pomiędzy dobrym a złym."

Macierzyństwo nie jest łatwe

Choć większość mam nie ma takich myśli, są też takie, dla których pierwsze miesiące macierzyństwo to piekło. Zgadzam się z autorką tekstu – nie można nazywać kogoś złą matką przez jego złe myśli. Najważniejsze, by przestać pokazywać wyidealizowany obraz macierzyństwa i zachęcać mamy do mówienia o baby bluesie czy depresji poporodowej. Żadna mama nie powinna czuć się złą matką!

Jesteście w stanie zrozumieć mamę, która ma takie myśli? A może znacie kogoś, kto też cierpiał na depresję poporodową?

Czytaj także: Wzruszający list mamy cierpiącej na depresję poporodową
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (31)
avatar

3 :-) tygodnie
3 :-) tygodnie | 2017-07-22 13:25 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Jak ja dobrze to znam. Z nikim sie nie dzielilam moimi uczuciami, myslami... urodzilam syna 3 tygodnie temu - cesarka. Pobyt w szpitalu jak i opieka nade mna i dzieckiem to byla tragedia. Polozne nie pokazaly nawet jak przystawic dziecko do piersi dodatkowo nie mialam pokarmu. Koszmarn juz w szpitalu zaczelam płakać, po powrocie do domu zostalam sama po operacji i z malym dzieckiem Maz od razu wrocil do pracy. Cale dzie spedzalam sama. Bylam nie wyspana, przemeczona i obolalan dodatkowo Malutki caly czas plakal bo byl glodny. W koncu zdecydowalam calkowicie przejsc na mm, przez to spotkałam sie z ostra krytyką - położnej i tescuowej, bo jak mozna nie karmic piersia tylko butelka. Zalamaam sie jeszcze bardziej. Coraz wiecej plakalam, nie mialam sily wstac do dziecka. Pomimo tego ze to byla jak bajbardziej planowana ciaza i Maluszek byl wycsekiwany, brakuje mi dawnego życia. Bliskosci męża, rozmów. Wszystko kreci sie teraz wokół dziecka. Sa dni ze żałuję ciąży, ale usmiech dzieckabzwraca mi wszystko. Do dnia dzisiejszego zastanawiam sie czy nie pojsc z tym do psychologa bo zdaje sobie sprawe ze to moga byc poczatki glebszej depresji, ale nawet nie mam z kim o tym porozmawiać

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

Kd
Kd | 3 :-) tygodnie | 2017-07-22 21:58 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Może że zacznij od rozmowy z mężem :) miałam bardzo podobą sytuację. Minęło po 2-3 miesiącach. Teraz mały ma 7miesięcy nie jest kolorowo ake nie narzekam tylko czasami gdy zdarzy się gorszy dzień.

Odpowiedz

zagubiona
zagubiona | 2017-02-11 12:01 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Jejku jakie to wszystko podobne do moich myśli... mam dwóch synów -3 lata i 1,5 roku. Całe dni jestem z nimi sama, mąż w pracy. Nie pamiętam już nawet kiedy przespałam całą noc, jak są tylko 2 pobudki to uważam noc za udaną. Zresztą chyba już nawet nie potrafię zasnąć tak naprawdę głęboko, wiecznie jestem w trybie czuwania. Mąż zmęczony po pracy nie słyszał by nawet pociągu przejeżdżającego przez środek pokoju a co dopiero płaczu któregoś z chłopców. Starszy był złotym niemowlęciem, spokojnym, radosnym i mimo, że przeżyliśmy z nim ciężkie chwile w związku z ciężką chorobą po jego urodzeniu to był to piękny okres. Cieszyłam się w tedy każdym dniem, każdym jego uśmiechem, minka itp. Szybko się zdecydowaliśmy na drugie dziecko bo myśleliśmy, że nic się nie zmieni, że będzie co najwyżej jeszcze piękniej. Ale rzeczywistość chyba mnie przerosła. Młodszy od urodzenia był trudny, nieumiejętność prawidłowego ssania (nieważne czy z piersi czy z butelki - ten sam krzyk, dławienie się, denerwowanie, prężenie), mega silne kolki, spanie po 3 godz na dobę i to z przerwami. Jak młodszy trochę się uspokoił starszy zaczął odreagowywać okres gdy nie miał poświęcanego przeze mnie tyle czasu co przedtem - pojawił się bunt, z którym sobie zupełnie nie radzę. Ostatnio pomimo moich powtórzeń żeby nie rzucał w domu piłką, mimo że mu tłumaczyłam czym to grozi, ze może coś potłuc i się pokaleczyć, ze proponowałam inną zabawę i tak musiał zrobić po swojemu (jak zawsze zresztą) i stłukł witrynę w meblach. To co w tedy czułam było straszne. Przez głowę galopowały mi takie myśli że było mi później za nie strasznie wstyd. Myślałam "Po co ja o ciebie tak walczyłam ty mały gnojku,, na co mi to wszystko było, po co ja to wszystko robię" Byłam tak wściekła, że płakałam razem z nim. Nawrzeszczałam na niego, nie wiem jak się powstrzymałam żeby go nie uderzyć bo miałam na to wielką ochotę. Boję się ze kiedyś się nie powstrzymam. Młodszy patrzy na starszego i zachowuje się tak samo a we mnie coraz częściej coś po prostu wyje jak dzikie zwierzę. Wyje za chwilą spokoju, ciszy, za ładem w mieszkaniu przez dłużej niż godzinę, za zjedzonym ciepłym obiadem, za wysikaniem się w samotności, za wypiciem ciepłej kawy bez wyrzutów sumienia, że w tym czasie mogę zrobić milion innych rzeczy które "muszę". Coraz częściej wieczorami łzy ciekną mi sama nie wiem z jakiego powodu. Mąż nie nie rozumie, próbowałam z nim rozmawiać, tłumaczyć co czuje ale twierdzi że wymyślam i powinnam się cieszyć z tego co mam. Owszem powinnam. Więc czemu się nie cieszę? I przez to czuję się jeszcze gorzej. Z mama czy teściowa też nie pogadam bo i bez moich narzekań często słyszę historię jak to kiedyś był i jak to teraz kobiety maja dobrze. Zresztą ktoś też to już tu napisał. Owszem są teraz udogodnienia typu pampersy, pralki, szumisie itp. Ale kiedyś nikt nie wymagał od matki aby oprócz prowadzenia domu była tez pedagogiem, psychologiem, aby każdą wolną chwilę poświęcała na koniecznie jakaś "kreatywną" działalność z dzieckiem. Pamiętam jak moja mama po wygotowaniu już tych pieluch młodszego brata brała go pod pachę (umorusanego, tak jak stał, bez szykowania się, sama zresztą tez się nie szykowała, nie malowała itp bo też nikt nie oczekiwał ze MUSI wyglądać super i sexi) i szła do cioci kilka domów dalej na ploty. My starsi (7-8 lat i 9-10) mogliśmy iść z nią ale często też zostawaliśmy w tedy w domu sami. Nie przejmowała się ze coś się nam stanie bo mieliśmy być grzeczni bo jak nie to byśmy dostali w skórę i tyle. Mama wracała zadowolona, z porcja ciekawych ploteczek, nieraz z jakimś nowym wykrojem z burdy albo czymś takim i nie miała wyrzutów sumienia, ze w tym czasie mogła z nami ćwiczyć angielskie słówka, lepić z jakiejś tam masy czy coś w tym stylu. A teraz oczekuje się od matek, że nie dość ze będą mieć dom jak z reklamy żeby przeszedł test białej rękawiczki, to jeszcze będą wiecznie uśmiechnięte, zadbane, umalowane, modnie ubrane itp, to jeszcze koniecznie każdą wolną chwilę (pytanie kiedy ma być ta wolna chwila) poświęca rozwijaniu swojego dziecka. Jak nie spełniasz powyższych wymagań to jesteś do d... matką i tyle. Bombarduje sie nas tym i ja niestety dałam się wkręcić w ten schemat że MUSZĘ to, to, tamto i siamto. Że muszę być idealna. Gdy próbuję się z tego wyrwać czuję się winna. A gdy próbuje temu sprostać czuję się bezradna, zmęczona, bezsilna, przytłoczona. Czyli sytuacja bez wyjścia, tak źle a tak nie dobrze. Jak długo da się tak żyć... Jak długo wytrzymam... Nie wiem....

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

aaa
aaa | zagubiona | 2017-07-22 16:18 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Spokojnie...też tak miałam. Minie w końcu ten okres tzw. cycusiowy , dzieci pójdą do przedszkola, usamodzielnią się troszkę i Ty odpoczniesz...

Odpowiedz

Milena
Milena | 2017-02-10 11:01 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Moim skromnym zdaniem każda z nas ma prawo czasem być zwykle po ludzku zmęczona. Ja mam dwóch synów i kocham ich nad życie ale czasem potrzebuje chwili dla siebie. Krótki spacer czy dłuższa kąpiel mogą zdziałać cuda

Odpowiedz

Gosia
Gosia | 2017-02-09 21:45 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Ja chyba jestem najszczesliwsza mama na swiecie! Moja 5-mziesieczna corcia po 3 miesiacu przestala przesypiac noce i potrafi sie budzic co godzine, czasem co pol dlatego spi z nami bo nie mam sily wstawac. Wiadomo z dzieckiem nie śpi sie w komfortowych warunkach ale przy kazdym przebudzeniu nawet jak mam ochote zakryc sobie glowe poduszka i udawac ze jej nie slysze, gdy tylko na nia spojrze wiem ze nie pragne nic innego jak szczescie mojego dziecka. Przeciez te pobudki nie beda wieczne! Jestem szczęśliwa ze moge z nia byc caly dzien i spedzic te najwazniejsze miesiace w jej zyciu. Jedyne co mnie przeraza to oddanie jej do zlobka za pol roku. Bardzo bym chciala zostac w domu i moc byc mama caly dzien ale niestety nie stac nas na to zebym nie wrocila do pracy, dlatego jak slucham tych marudzacych kobiet ktore sa takie nieszczesliwe ze musza siedziec w domu z dziecmi to naprawde radze zastanowic sie czy naprawde wolaybyscie sluchac narzekajacego szefa czy jednak dziecka ktore po chwili marudzenia usmiechnie sie i przytuli?

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

pja
pja | Gosia | 2017-02-10 12:08 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Jestem mamą dwoch synów. Kiedy dowiedzialam sie ze jestem w ciązy z pierwszym dzieckiem bylam szczęsliwa do momentu skonczenia 3 miesiąca życia młodego. Wtedy dostałam pierwszy atak paniki, tak obudziła sie we mnie nerwica lękowa, nie wiem skąd nie wiem jak...to bylo piekło nie mogłam sie na niczym skupic byłam bo byłam jak to sie mówi obecna a nieprzytomna. Nikt mi nie pomagał, wszystko musialam robic sama od zajmowania sie dziecikiem po sprzatanie pranie itd w drugiej ciąży to była męczarnia nie dośc ze źle sie czułam w pierwszych tyg to jeszcze dzień w dzien przez 3 miesiące ciąży ryczałam..po ciązy tez nie bylo łatwo młody mial
Kolki w dzien nie chcial spac trzeba bylo
Go nosic itd jak skonczył tydzien, moj facet wyjechal do pracy za granice i zostalam sama z dwojką dzieci, bylo cieżko nie mialam pomocy od nikogo, moja tesciowa kocha swoje wnuki jak ich nie widzi a mOja mama niestety nie zdążyła ich poznac :( bylo ciężko ale dalam rade chociaz czasem mialam takie mysli ze lepiej nie mówic.,. dlatego niech nie mówią o tym że macierzynstwo to są same piękne chwile bo wcale tak nie jest.

Odpowiedz

taka ja
taka ja | pja | 2017-02-10 12:54 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Całkowicie się z Tobą zgadzam.

Odpowiedz

Marta
Marta | Gosia | 2017-02-11 01:26 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Popieram w 100% !!!

Odpowiedz

Nata
Nata | 2017-02-09 21:37 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Dlatego 0o macierzyńskim wróciłem do pracy. Moja starsza cora już zauważyła różnice jestem zmęczona ale tak inaczej tak z bananem na twarzy:)

Odpowiedz

Mama
Mama | 2017-02-09 20:42 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Czasem mam tak samo..!! Kocham moje dzieci ale mam ich już dość... I czasem mam ochotę wyjść i już nie wrócić... Może dlatego że przebywam z nimi 24g na dobę a mąż tylko od 16 wieczorem do 20 aż pójdą spać i w niedzielę... Mało kto do nas wpada bo uciekli za granicę... A ja jedyne kiedy odpoczywam to na fotelu u dentysty...

Odpowiedz

Kasia
Kasia | 2017-02-09 19:45 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Szok😳 Niestety rośnie pokolenie egoistycznych rozpieszczonych histeryczek. Ciekawe co mają powiedzieć matki z dawnych czasów które nie miały dostępu do tych wszystkich dogodności, pampersów, szumisiów, samo kołyszących bujaków, dostępu do leków, psychologów o specjalistek od laktacji nie wspomnę..prały sterty pieluch tetrowych, o ile były, gotowały po nocach przeciery, bo o gotowych słoiczkach można było zapomnieć..Znam to co prawda z opowieści ale uważam że w dzisiejszych czasach matki naprawdę mają wszystko..a że niestety robią się leniwe i nie chce im się wstać w nocy do WŁASNEGO dziecka...cóż, nie wiem czego się spodziewały, że dziecko przyniesie im jeszcze rano kawę do łóżka??😉 Jestem matką i fakt, nie jest łatwo, ale już nie przesadzajcie i nie róbcie z siebie męczennic.

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

as
as | Kasia | 2017-02-09 20:42 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

wstaje do swojego dziecka co godzinę czasem dwie od 6 miesięcy i mimo tych wszystkich "dogodności" mam prawo czuć się jak wycieraczka, nie wszystkim się tak powodzi

Odpowiedz

Kasia
Kasia | as | 2017-02-10 11:27 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Jak kazda mama, nie jest Pani jakas wyjątkowa. Ja czasami czówałam całą noc z dzieckiem na brzuchu bo plakal i zyje, dzieci rosną i to wszystko z czasem mija. Jeszcze bedzie Pani za tym tęsknić.

Odpowiedz

Gosc
Gosc | Kasia | 2017-07-02 09:30 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Zawsze robi mi sie smutno nad stanem czlowieczenstwa kiedy widze komentarze tak pozbawione empatii jak ten Pani Kasi.
Miejmy nadzieje ze jej dzieci nigdy nie beda mialy nastoletniej depresji czy problemow emocjonalnych bo wtym to im mama taka mama raczej nie pomoze.Strach sie bac

Odpowiedz

Honia
Honia | Kasia | 2017-02-09 20:49 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

zgadzam się. jestem mamą dwójki dzieci a nie długo trójki i nigdy nie miałam złych myśli w stosunku do moich dzieci mimo że niekiedy brakowało sił. tak jak Pani pisze mamy wszystkie udogodnienia więc czego chcieć więcej. zawsze powtarzam ze dzieci rosną i stają się co raz bardziej samodzielne. czas nieprzespanych nocy kiedyś mija. jedno dobre ze może poprzez ten list ta kobieta dała upust swoim emocja które klebily się od wielu lat ale i tak nie pójdę jak można mieć czarne myśli w stosunku do własnych dzieci. przykre.

Odpowiedz

matka
matka | Kasia | 2017-02-10 12:45 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Tak mogła napisać tylko osoba, która nigdy nie zmagała się z depresją, a w dodatku jest bardzo nietolerancyjną i zapatrzoną w siebie osobą. Depresja poporodowa to nie wymysł czy wyraz egoizmu, ale prawdziwy problem, a kto jej nie doświadczył mógłby chociaż spróbować zrozumieć doświadczenia inne od swoich. Nie każdy po porodzie zalewa się miłością i rozpływa się w zachwycie nad swoim dzieckiem, niektóre matki zmagają się z myślami, o które nigdy by siebie nie posądzały. Ja przeszłam przez te piekło, chociaż kocham swoją córkę, wstawałam do niej w nocy, opiekowałam się najlepiej jak mogłam. Najlepiej niech na takie tematy wypowiadają się osoby, które mają o tym jakiekolwiek pojęcie, a swoje domysły czy teorie inni niech schowają do kieszeni.

Odpowiedz

Xxxxx
Xxxxx | Kasia | 2017-02-10 17:13 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Mam nadzieję, że będzie Pani kiedyś miała epizod depresyjny lub nawet ciężką depresję i ktoś wtedy tak Pani powie. Tego Pani życzę.

Odpowiedz

bajka
bajka | 2017-02-09 19:29 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

też tak miałam :/ dwa razy :/ pierwsze półtora roku koszmar jakiś, ten płacz, ciąganie za cycka, zaparcia, kolki, słabe spanie, momentami miałam ochote wyrzucić dziecko po czym płakałam i chciałam wyrzucić siebie. Mąż i teściowa uważali że "wydziwiam" a mnie to po prostu przerosło - nie spanie, nie jedzenie, płacz. Obecnie dzieci starsze trochę ale czasami też mnie tak zdenerwują że jak nie zaklnę to w ogole mnie nie słuchają. Wstyd mi tych wszystkich "kur*f" ale jezeli mam zabrac jedno dziecko na reke, drugie sie czepia za bluzkę, jeszcze muszę zabrać kubek, butelkę i dwie piżamy a mąż z uśmiechem sobie idzie z pustymi rękami to nerw mnie bierze :(

Odpowiedz

Bllo
Bllo | 2017-02-09 19:24 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Przeżywam dokładnie to samo, każdego dnia budzę się i myślę ojej znów dzień jak codzień uwięziona w domu z dzieckiem. Myślę, że jestem dobra matka, staram się jak mogę by 4 miesięczne dziecko było uśmiechniete ale czasami juz nie daje rady mam ochotę uciec jak najdalej, nie mogę pogodzić się z tym ze nie mam czasu dla siebie, nie mogę robić rzeczy które mogłam robić dawniej :( myślę że to depresja, nie potrafie się cieszyć chociaż zawsze chciałam mieć dziecko i chciałabym mieć następne, ale jak pomyślę co mnie czeka...

Odpowiedz

pw
pw | 2016-06-25 09:38 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Ja jestem w stanie zrozumiec. Tez to przeżyłam. Dwa razy. Po kazdej ciąży. Drugi raz był trudniejszy. Mpcniejszy. Bylo ze mna na prawde źle. Mialam myśli samobójcze, snilo mi sie ze sie znecam nad dziecmi ze je ranie!to bylo straszne! Nikomu nie mialam pkazji tego powiedziec...po jakims czasie wykrzyczalam to mezowi w twarz. Tetaz jest lepiej.

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?