Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Nos ponad wszystko


Wyglądam, jakby mnie ktoś pobił na ulicy. Nos mam poharatany, strupy jak plamy w obrazach Pollocka układają się w abstrakcyjne wzory. Nie napadł mnie Łomiarz z ulicy Mokrej, tylko mój własny jedenastomiesięczny syn – Kubuś Pogromca Nosów. Właściciele kotów chodzą z podrapanymi do krwi rękoma, a jak się okazuje – co poniektórzy mało asertywni rodzice padają ofiarą żądnych krwi bobasów.

Producenci zabawek wydają zapewne miliony euro na badania psychologiczne i rynkowe. Tymczasem nie wiem jak Państwa dzieci, ale mój syn z siłą miotacza kulą rzuca w kąt każdą zabawkę, by natychmiast zacząć pełzać i wspinać się w kierunku nosa osoby chodzącej w okularach. Żywy nos, nos przyklejony do właściciela niespodziewającego się ataku w formie miłosnej szarpaniny połączonej z gryzieniem. Nos ponad wszystko. Najfajniejszą zabawką jest upolowany nos: drapać nos, ściskać nos, aż ofiara zaczyna się dusić i spazmatycznie oddychać przez usta, a drugą ręką ściągać jej okulary. Słoneczne, optyczne, zerówki – każde okulary na nosie są lepszą zabawą niż książeczki, samochody, grzechotki, edukacyjne melodyjki itp.

Oprócz tego, że mój nos jest w opłakanym stanie, to jeszcze błądzę po mieszkaniu, ciągle czegoś szukając i mrużąc oczy. Gdy Kubuś Pogromca Nosów ściągnął mi okulary i ze strachu przed ich zniszczeniem, zapluciem, zjedzeniem gdzieś je schowałam. A bez okularów nie mogę ich znaleźć. Pani Hilaryca.

Rozum podpowiada mi: nie daj się sterroryzować. Nie pozwalaj bachorowi wchodzić sobie na nos. Gdy kilka razy w obronie własnej podniosłam na dziecko głos („Przestań, masz 15 zabawek, a ja tylko te okulary, zostaw mi je!”), to natychmiast inni członkowie rodziny albo niania, albo koleżanki mówiły: „Nie krzycz na niego, on jeszcze nie rozumie”.

Czy na pewno? A może właśnie nie jest taki głupi i dobrze wie, że eleganckie okulary to więcej niż gadżet. To podstawa wizerunku, narzędzie niezbędne do pracy i jazdy autem. A może już chce pozować na okularnika? Wygląda na to, że dzieci od zawsze chcą mieć te same przedmioty co rodzice. A rodzice na siłę obdarowują dzieci egzotycznymi rzeczami, które mają tych młodych ludzi zatrzasnąć w świecie dziecięcym. Mnie też moje okulary podobają się bardziej niż plastikowe auto z wyłupiastymi oczami. To dlaczego własnemu dziecku nie chcę ich dać „na pożarcie”? A może podświadomie nie chcę go dopuścić do świata moich skarbów, nie chcę się dzielić wszystkim i tworzę sztuczne granice?

Agaty Passent
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?