Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Co robić, żeby nie chorowało – mówi prof. Kamil Hozyasz z IMiD

| 15.01.2016, aktualizacja: 30.11.2016 | 0

W kształtowaniu się odporności nie ma drogi na skróty. To nie witaminowe kropelki są potrzebne małym dzieciom, ale zdrowa dieta – mówi prof. Kamil Hozyasz, pediatra, kierownik Kliniki Pediatrii w Instytucie Matki i Dziecka.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
Jak wzmocnić odporność dziecka? - to pytanie zadaje sobie wielu rodziców. Zapytaliśmy o to prof. Kamila Hozyasza, pediatrę, kierownika Kliniki Pediatrii w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie i konsultanta w piśmie „Twoje Dziecko”.

Jak wzmocnić odporność dziecka - rady eksperta

Panie Profesorze, dlaczego dzieci tak często chorują?

– Żeby układ immunologiczny człowieka zaczął dobrze działać, najpierw musi zdobyć doświadczenie w rozpoznawaniu i zwalczaniu mikrobów. Dorośli mają już wytrenowaną odporność, maluchy dopiero przez ten trening przechodzą. Mówiąc kolokwialnie, dziecko musi swoje przechorować i chociaż nie możemy u niego lekceważyć nawet kataru, to warto do dziecięcych infekcji nabrać nieco dystansu. Nie starajmy się ustrzec dziecka przed wszystkimi chorobami, bo raczej nam się to nie uda.

Dlaczego jednak niektóre dzieci chorują raz w roku, a inne łapią katar za katarem?

– W głównej mierze to geny. Znamy np. zjawisko wrodzonego opóźnionego wytwarzania immunoglobulin A (IgA), czyli mówiąc prościej, przeciwciał odpowiadających za odporność w jamie ustnej i w nosie. Większość dzieci już w okolicy 1. urodzin wytwarza odpowiednią ilość tych przeciwciał, jednakże część maluchów ma z tym problem i to właśnie one będą częściej łapać przeziębienia czy anginy.

Geny to chyba nie wszystko?

– Oczywiście, że nie. Rodzicom, którzy do mnie przychodzą zawsze radzę, by strzegli dziecko przed dymem tytoniowym, bo ekspozycja na dym sprawia, że maluchy łatwiej łapią infekcje i gorzej je przechodzą. Zwracam też ich uwagę na higienę, bo wiele infekcji dróg oddechowych przenosi się przez dotyk. Nie trzeba dziecku kichnąć w twarz, żeby sprzedać mu wirusa: wystarczy, że będzie się huśtało na huśtawce, na której wcześniej siedział jego kolega z katarem. Młode mamy namawiam do dłuższego karmienia piersią i do tego, by w okresie laktacji bardzo zwracały uwagę na to, co same jedzą, bo od tego też zależy odporność ich dzieci.

Jak wygląda ta zależność?

– Kiedy mama ma prawidłową dietę, pozbawioną produktów wysoko przetworzonych, to ma prawidłową florę bakteryjną jelit – a ta z kolei rzutuje na florę skóry i gruczołów mlecznych. Dawniej uważano, że pokarm matki jest jałowy, ale już od kilku dobrych lat nie podlega dyskusji to, że znajdują się w nim szczepy bakteryjne, które korzystnie mogą oddziaływać na zdrowie i układ odpornościowy niemowlęcia.

Co jeszcze jest ważne?

– Dbanie o odpowiedni komfort termiczny dziecka. Łapię się za głowę, gdy słyszę od rodziców, że w ich mieszkaniach jest 26–27 stopni C. Już noworodek, nie mówiąc o starszym dziecku, powinien przebywać w pomieszczeniach o temperaturze 21–22 stopni C – nie większej. Tak samo jednak nie wolno przesadzać w drugą stronę i np. wychodzić z dzieckiem – nawet kilkuletnim – na spacer, gdy temperatura powietrza spadnie poniżej –10o stopni C, a z niemowlęciem do 6. miesiąca – poniżej –5 stopni C.

Chodzi o odmrożenia?

– Też, ale głównie o to, że drogi oddechowe dzieci są jeszcze relatywnie krótkie, i powietrze, przepływając przez nie, nie ma możliwości odpowiedniego ogrzania się i oczyszczenia. U dorosłych nie ma tego problemu, ale u dzieci tak. Kiedy zaś zimne powietrze dotrze do płuc, to działa niszcząco na tkankę płucną, co sprzyja infekcjom dróg oddechowych. Błędem jest też zabieranie dziecka w sezonie zwiększonej zapadalności na infekcje do miejsc, gdzie jest dużo ludzi. Pamiętajmy, że tam, gdzie są ludzie, tam są i zarazki – lepiej nie narażać dziecka.

A co pomoże maluchowi, gdy zachoruje? Witamina C?

– Piśmiennictwo naukowe mówi, że podawanie witaminy C w żaden sposób nie wpływa na przebieg infekcji.

Skąd więc jej popularność?

– To zaszłość z dawnych czasów. Dawniej rzeczywiście wiele dzieci miało niedobory witaminy C, ale dziś, w czasach łatwo dostępnych warzyw i owoców, maluchom one już nie grożą. W mieszankach dla niemowląt też jest bardzo dużo witaminy C, tak samo w pokarmie naturalnym. Powiem stanowczo: nie ma żadnego sensu podawać dzieciom dodatkowej dawki tej witaminy – ani w chorobie, ani między chorobami.

Dlaczego nadal lekarze ją zapisują chorym dzieciom?

– Podejrzewałbym, że chodzi tu o wywarcie efektu psychologicznego na rodzicach, a mówiąc serio, spokój rodziców jest bardzo ważny w procesie leczenia dziecka. Poza tym być może lekarzom chodzi o to, by skłonić rodziców do tego, by okazywali dzieciom większą troskę i atencję? Są badania wykazujące, że regularne podawanie choremu dziecku preparatów, nawet tych, które nie mają udowodnionego działania leczniczego, może samo w sobie przyśpieszać proces zdrowienia. Podobny mechanizm zachodzi też w przypadku leków homeopatycznych.

O homeopatię też chciałabym zapytać…

– Naczelna Rada Lekarska jest przeciwna wykorzystywaniu leków homeopatycznych, natomiast faktem jest, że rodzice sięgają po nie na własną rękę. Jeżeli jednocześnie stosują standardowe leczenie zalecone przez pediatrę, to jest to do zaakceptowania. Tak jak mówiłem, okazywanie troski choremu, nawet poprzez podawanie mu kropelek homeopatycznych, sprzyja w pewien sposób zdrowieniu – zresztą nie odnosi się to tylko do dzieci, lecz także do chorych tatusiów i mam. Chciałbym jednak jeszcze raz podkreślić, że jeśli chodzi o aktualne wytyczne, to lekarze nie powinni przepisywać tego typu leków.

Co bezdyskusyjnie pomaga wzmacniać dziecięcą odporność?

– Zdrowa, pełnowartościowa dieta. Tylko tyle i aż tyle. Rodzice często oczekują, że pediatra przepisze im jakiś cudowny preparat, tymczasem w kształtowaniu odporności nie ma drogi na skróty. Najważniejsze jest zdrowe jedzenie i dobre nawodnienie, z którym też nie jest najlepiej u polskich dzieci. Już od pierwszego roku życia warto wpajać dziecku nawyk picia wody. To nie są żarty – w swojej praktyce spotykam zadbane dzieci troskliwych rodziców, które jednak piją bardzo mało, praktycznie na granicy wytrzymałości organizmu. A nawodniony organizm dużo lepiej radzi sobie z zarazkami. Poza tym woda może być istotnym źródłem magnezu, a u dzieci w wieku poniemowlęcym niedobory magnezu są często spotykane. Wybierając wodę, warto zwracać uwagę na zawartość tego pierwiastka: na rynku są wody, gdzie jest kilka miligramów w litrze, ale są i takie, gdzie jest i 50 mg w litrze.

W jaki sposób magnez wpływa na zdrowie?

– U osób z niedoborami tego pierwiastka gorzej funkcjonuje układ oddechowy i częściej występuje astma. Można też przypuszczać, choć nie ma na to wiarygodnych badań, że braki magnezu mogą wpływać na występowanie zapaleń oskrzeli czy płuc.

W kontekście odporności dziecka dużo mówi się też o suplementy kwasów tłuszczowych omega. Dlaczego warto je podawać?

– Rodzice moich małych pacjentów też mnie o to pytają. Przekonują, że to tylko moda i że w Polsce nigdy nie jedzono masowo ryb, które są źródłem kwasów tłuszczowych. Odpowiadam im: a właśnie że jedzono. Nie mówię tylko o przysłowiowych beczkach śledzi z Bałtyku, lecz także o występujących w naszych rzekach rybach wędrownych: certach, łososiach czy jesiotrach. Dzisiaj łososie sprowadzamy ze Skandynawii, a o jesiotrach czy certach połowa rodziców nawet nie słyszała, dlatego suplementowanie kwasów tłuszczowych poprzez preparaty z kwasami omega-3 jest dziś uzasadnione i to u wszystkich dzieci, nie tylko tych ze słabszą odpornością.

Natomiast dzieciom ze słabszą odpornością pomoże…

– Dzieciom, które naprawdę często chorują, czyli więcej niż 6–8 razy w ciągu roku, może pomóc podanie szczepionek zawierających lizaty bakteryjne wielu szczepów. U kilkuletnich dzieci można też wypróbować preparaty z jeżówką, przy czym pamiętajmy, że wolno ją stosować tylko przez kilka dni, a nie przez kilka tygodni. Przewlekłe stosowanie jeżówki może wywołać efekt odwrotny do oczekiwanego i przyczynić się do obniżenia odporności. Coraz większą popularnością w Polsce cieszy się też olej z pestek czarnej porzeczki – szeroko stosowany przez rodziców w Skandynawii. To świetne źródło kwasów tłuszczowych, które wpływają na odporność i zmniejszają ryzyko alergii pokarmowej.

Czemu olej, a nie same porzeczki?

– Ależ bardzo chętnie polecałbym same czarne porzeczki, gdyby tylko były łatwiej dostępne. Trzymam kciuki za powrót polskich porzeczek i innych owoców jagodowych. Bardzo się cieszę np. z popularności żurawiny: jest nie tylko smaczna, ale też skutecznie przeciwdziała infekcjom dróg moczowych.

Kiedy polecałby Pan dzieciom preparaty multiwitaminowe?

– Rzadko. Preparaty wielowitaminowe mają bardzo ograniczone wskazania, np. dla dzieci ze stwierdzonym ograniczonym wchłanianiem witamin. Ogólnie zdrowe niemowlę powinno czerpać witaminy ze zdrowych, ekologicznych produktów. Troska o jakość żywienia to podstawa. Proszę się zastanowić: dlaczego jeszcze 30 lat temu nie było aż tylu dzieci uczulonych na mleko? Prawdopodobnie dlatego, że tamto mleko miało zupełnie inny skład. Jajka też dziś są inne, warzywa, owoce… Są badania, np. brytyjskie, że pół wieku temu jedzenie było zupełnie inne.

Ekologiczne znaczy: droższe.

– Na pewno dla wielu rodziców jest to problem, ale powiem tak: zdrowe żywienie to pewna filozofia w życiu. Albo szukamy lepszych jajek, jabłek i ryb, albo wydajemy pieniądze na leki. 

Prof. Kamil Hozyasz - pediatra, kierownik Kliniki Pediatrii w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie, konsultant w piśmie „Twoje Dziecko”. Jego zainteresowania naukowe obejmują zdrowe żywienie dzieci oraz wpływ środowiska na zdrowie i odporność najmłodszych pacjentów.

Zobacz też:
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?