Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Dlaczego w sobotę pójdę pod Sejm

| 08.04.2016, aktualizacja: 08.04.2016 | 0

Agnieszka Szczepańska jest przeciwna aborcji, ale mimo to przyłączy się do sobotniego protestu kobiet, które na wieść o planach, by zaostrzyć ustawę aborcyjną, wychodzą na ulicę. Po to, by głośno powiedzieć, że chcą odzyskać wybór. Przeczytaj, co na to mama trójki dzieci!

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(3)

Znam Agnieszkę Szczepańską. To mądra i myśląca kobieta. Cenię sobie jej zdanie i to, że rozumie, iż protest przeciwko zaostrzeniu ustawy aborcyjnej, to nie jest głos wyłącznie feministek, tylko kobiet w ogóle, które chcą mieć wybór (co nie znaczy, że z tego wyboru będą bezrefleksyjnie korzystać). Oto, co napisała na facebookowym profilu grupy "Dziewuchy dziewuchom", która zawiązała się w dniu, kiedy Beata Szydło, szefowa rządu, stwierdziła, że jest za całkowitym zakazem aborcji. Przeczytaj list Agnieszki Szczepańskiej.

Dlaczego w sobotę pójdę pod Sejm

<<Jestem przeciwna aborcji. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym usunąć ciążę tylko dlatego, że nie mieści się ona w moich planach życiowych. Jestem dorosła i wiem, że stosunek z mężczyzną może potencjalnie zakończyć się ciążą. Mogę starać się temu zapobiec, ale 100% pewności może dać mi tylko “szklanka wody zamiast”. Uważam, że moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka i nie zgadzam się z podejściem typu “moja macica – moja sprawa”. Bo w przypadku ciąży mamy do czynienia z drugim człowiekiem – dzieckiem, które nie jest po prostu pasożytem, naroślą w narządach wewnętrznych kobiety. Jest nowym życiem.

Świat jest jednak dużo bardziej skomplikowany, niż byśmy sobie tego życzyli. W życiu mają miejsce takie sytuacje, wobec których czuję się zupełnie bezradna. Których mój intelekt nie ogarnia. Jedną z takich sytuacji jest przypadek, gdy ciąża lub poród zagrażają życiu matki. Gdy noszenie dziecka to wyrok dla matki. Podziwiam i ogromnie szanuję kobiety, które zdecydowały się donosić dziecko pomimo ryzyka śmierci. Są dla mnie bohaterkami. Ale równocześnie uważam, że nie mam prawa zmuszać kogokolwiek do heroizmu. I że takiego prawa nie ma też nikt inny: polityk, biskup, lekarz czy nawet ojciec dziecka. To są tak graniczne sytuacje, wobec których kulę się w sobie i dziękuję losowi, że mnie nimi nie doświadczył. W takiej sytuacji decyzję – oddać życie dla dziecka, czy nie, powinna podjąć sama kobieta. I w przypadku, gdy wybierze swoje życie, nie mam prawa jej oceniać. Zakazując w tym przypadku aborcji opowiadamy się przeciwko życiu matki, Dokonując aborcji, zabijamy dziecko. Moim zdaniem żaden człowiek nie może arbitralnie zdecydować, jak postąpić w tej sytuacji, poza matką dziecka. Bo to jej życie jest na szali.

Pozwólmy zdecydować matce

Czytałam ostatnio artykuł opisujący przypadek zroślaków – bliźniąt połączonych ze sobą i dzielących niektóre organy wewnętrzne. Przypadek miał miejsce w Stanach Zjednoczonych. Jedno z dzieci było dużo słabsze, nie miało szansy na samodzielne przeżycie, drugie natomiast mogłoby – po rozdzieleniu z bratem i po licznych operacjach – w miarę normalnie funkcjonować. W przypadku pozostawienia dzieci zrośniętych – szanse przeżycia obu maluchów były niewielkie. To dla mnie bardzo podobna sytuacja do matki, której życiu zagraża ciąża i połączonego z nią dziecka – jeśli ich pozostawimy razem, w imię nie zabijania nienarodzonych, prawdopodobnie oboje umrą. Jeśli ich rozdzielimy – umrze dziecko. Co jest w tej sytuacji słuszne? Nie wiem. Pozwólmy zdecydować matce.

Co robić, gdy dziecko i tak umrze?

Drugą sytuacja, której nie jestem w stanie intelektualnie ani emocjonalnie “ogarnąć” jest przypadek, gdy przyszli rodzice dowiadują się, że ich dziecko jest nieodwracalnie chore i że prawdopodobnie umrze krótko po narodzinach, ewentualnie będzie żyło, cierpiąc przez całe życie. Tu również spuszczam głowę i mówię – nie wiem, co jest dobre, co jest mniejszym złem. Nie wiem, jak sama postąpiłabym w takiej sytuacji. Lubię myśleć, że urodziłabym takie dziecko i potem z miłością opiekowałabym się nim do śmierci, jego lub mojej. Ale nie wiem tego na pewno. “Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. Wiem natomiast, jak ciężkie jest życie osób głęboko niepełnosprawnych w Polsce i ich rodzin, jak często matki zostają z takimi dziećmi same, porzucone przez ojców swoich dzieci, którzy “nie wytrzymali”. Wiem, jak mało robimy dla takich rodzin my wszyscy, jako społeczeństwo, nie wyłączając mnie.

Czytałam niedawno wywiad z rodzicami chłopca z bezmózgowiem, tego samego, którego aborcji zakazał lekarzom ze “swojego” szpitala prof. Chazan. Mówili oni, że ten “obrońca życia” nie odwiedził ich po porodzie, nie porozmawiał z nimi, nie zaoferował pomocy. W żaden sposób nie pochylił się nad cierpiącymi rodzicami.

Mieć dziecko z gwałtu?

Trzecia sytuacja, która mnie przerasta, to sytuacja kobiety noszącej w sobie dziecko będące wynikiem gwałtu. Nie mogę sobie nawet wyobrazić co taka kobieta czuje. Myślę jednak, że w tej sytuacji aborcja jest kolejnym złem dodanym do zła, jakim jest gwałt. Moim zdaniem, takie kobiety powinny być otoczone jak najlepszą opieką, przede wszystkim psychologiczną, pełną empatii i delikatności. Powinny mieć prawo oddać dziecko do adopcji. Bez oceniania. Straszenie jej więzieniem jest koszmarnym pomysłem. Spowoduje, że jeszcze więcej, niż dotychczas, gwałconych kobiet nie zgłosi gwałtu ze strachu przed byciem przymuszoną do urodzenia ewentualnie poczętego dziecka.

Wiem – dzięki cudownej kobiecie, która prowadzi w Demokratycznej Republice Konga ośrodek dla zgwałconych kobiet – że w przypadku dzieci pochodzących z gwałtu miłość bardzo często wygrywa z traumą, że takie dzieci mogą być kochane i akceptowane przez matki. Wiem też, że takie dzieci są często odtrącane przez otoczenie tych kobiet – ich mężów, teściów, rodziców, sąsiadów. Wierze, że jeśli udałoby się z miłością i empatią pomóc zgwałconym kobietom, które noszą w sobie dziecko swojego oprawcy, wiele z nich zdecydowałoby się je urodzić. Ale powtarzam – tu potrzebna jest pomoc i współczucie, a nie prokurator i więzienie.

Dla wszystkich to trauma

Mój wujek jest ginekologiem-położnikiem. Obecnie już na emeryturze, przez wiele lat był ordynatorem oddziału położniczego w jednym z dużych warszawskich szpitali. Jest dobrym, ciepłym człowiekiem. Katolikiem. Nigdy nie rozmawiałam z nim o aborcji, nie pytałam o jego pracę w szpitalu. Nie miałam odwagi, nie sprzyjała temu beztroska atmosfera rodzinnych spotkań. W ostatnich dniach dużo myślę o Jego pracy i o pracy innych lekarzy, położnych i pielęgniarek z oddziałów ginekologiczno-położniczych. Jestem pewna, że dla nich sytuacja, gdy życie pacjentki jest zagrożone, gdy dziecko jest mocno uszkodzone, gdy zajmują się ofiarą gwałtu jest też dużą trauma. Nie wyobrażam sobie, żeby ich ręce były związane całkowitym zakazem aborcji narzuconym przez ludzi, którzy najprawdopodobniej nigdy nie będą dotknięci skutkami takiego zakazu. Życzę im i sobie, żeby nadal mogli rzetelnie informować pacjentki o możliwych procedurach medycznych i by mogli w zgodzie z wolą pacjentki i z własnym sumieniem podejmować niezbędne decyzje.

Nie ma wątpliwości – trzeba iść

Dlatego w sobotę zamierzam demonstrować pod Sejmem RP przeciwko zaostrzeniu ustawy aborcyjnej. Nie jestem “wściekłą feministką”, nie chodzi mi o prawo do “puszczania się z każdym i usuwania ciąży tak, jak się wyciska pryszcz”. Uważam po prostu, że w pewnych kwestiach człowiek powinien mieć wolną wolę i tylko Bóg może go rozliczyć z podjętych decyzji

Do zobaczenia w sobotę!>>

Uwaga! Śródtytuły są od redakcji.
 
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?