Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Opowieści Wigilijne naszych Czytelniczek

| 21.12.2015, aktualizacja: 21.12.2015 | 0

Święta to magiczny czas, choć ta magia nie musi mieć nic wspólnego z wizją, jaką serwują nam filmy familijne albo reklamy, którymi rok w rok raczy nas telewizja. Ważne, by umieć ją dostrzec!

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
święta niemowlę
fot. Fotolia
Co sprawia, że święta są wyjątkowe i mają niepowtarzalny klimat? Każdy odpowie na to pytanie inaczej, ale jedno jest pewne: Boże Narodzenie z dzieckiem nabiera nowego wymiaru!


Było magicznie - opowieść Karoliny

Na te święta czekaliśmy prawie cały rok. W Boże Narodzenie miał się urodzić nasz syn. Zdążyliśmy już oswoić się z wizją świąt spędzonych w szpitalu, los jednak sprawił nam niespodziankę.

Był początek grudnia, za oknem prószył śnieg, a ja kończyłam dekorować ciasteczka i pierniczki. Chciałam zrobić jak najwięcej przed porodem. Zaczynałam właśnie 37. tydzień ciąży, więc odetchnęłam z ulgą. Byłam w ciąży wysokiego ryzyka i cały czas miałam w głowie słowa lekarki: „Będzie dobrze, jeśli uda nam się wytrzymać do 37. tygodnia”. Mój maluszek chyba to zapamiętał, bo kilka godzin później wylądowaliśmy w szpitalu. Poród trwał zaledwie trzy godziny i – o dziwo – było dużo łatwiej, niż myślałam. Do tego dzidziuś dostał wymarzone 10 pkt w skali Apgar!

Kacperek urodził się w przeddzień Mikołajek, dlatego też na drugie imię ma Mikołaj. Niestety, kilka dni po powrocie do domu znów trafiliśmy do szpitala. Na szczęście 22 grudnia wróciliśmy na dobre do domu.

To były najbardziej niezorganizowane i tym samym najbardziej wyjątkowe święta w naszym życiu. Szybkie ubieranie choinki, pakowanie prezentów, pieczenie ciast do późna w nocy…
Biegaliśmy bez ustanku, usiedliśmy dopiero przy wigilijnym stole. Wielu rzeczy nie zdążyliśmy załatwić, dokończyć. Ale to nie miało znaczenia. Byliśmy razem, cali i zdrowi. Dzieliliśmy się opłatkiem.
Gdy dziś zamykam oczy, widzę, jak mój trzytygodniowy synek zasypia przy dźwiękach kolęd. Padał śnieg, migotały lampki na choince, a my wpatrywaliśmy się z mężem w nasze dzieciątko. Magię tych świąt zapamiętamy na zawsze.

Przeczytaj także: Poród w święta - zupełnie inny niż myślisz

Wigilijny cud - opowieść Asi

Nigdy nie zapomnę świąt sprzed kilku lat. Miałam wtedy 25 lat, byłam (i ciągle jestem!) w szczęśliwym związku a – co najważniejsze – pod moim sercem biło malutkie serduszko.

Termin porodu wyznaczono na 29 grudnia. Zapowiedziano mi, że urodzę synka, co bardzo uszczęśliwiło przyszłego tatę. Ja czekałam tylko na to, żeby już mieć maluszka przy sobie. Zwłaszcza, że pierwszej ciąży nie donosiłam.

Całe dziewięć miesięcy minęło mi w stresach, m.in. dlatego, że rodzice nie akceptowali mojego młodszego o cztery lata partnera. Myśleli, że Mariusz nie podoła roli ojca. Ja wierzyłam, że będzie dobrze. W końcu już stanowiliśmy rodzinę.

Do szpitala trafiłam wcześniej, niż było to planowane. Okazało się, że Darek (bo tak miał nazywać się nasz synek) jest w niebezpieczeństwie. Miałam małowodzie, a maluch był kilkakrotnie owinięty pępowiną. Bałam się jak nigdy wcześniej... Że nie będę mogła go zobaczyć, przytulić. Że nie poczuję jego cudownego dzidziusiowego zapachu. Mariusza odesłano do domu, więc o tym, że już za chwilę czeka mnie cesarskie cięcie, powiadomiłam go telefonicznie. Kazał nam się trzymać, powiedział, że nas kocha. Przed operacją myślałam o tym, jak codziennie przed wyjściem do pracy całował mój brzuch, jaki był szczęśliwy, gdy dowiedział się, że będziemy mieć synka.

O godz. 12.10 w Wigilię przyszła na świat nasza córeczka. Właśnie tak: córeczka! Najpiękniejsza, najsłodsza istotka na świecie. Nasza malutka, zdrowa i śliczna niespodzianka.
Kolejna: pierwszymi naszymi gośćmi byli tatuś z dziadkiem. Razem! Do dziś są dobrymi kumplami.
Nasz mały cud ma już siedem lat, jest wspaniałą dziewczynką i starszą siostrą. A Mariusz jest najlepszym tatą i mężem, jakiego mogłam sobie wymarzyć!


Nasza najważniejsza Wigilia - opowieść Agnieszki

Nasza najpiękniejsza Wigilia wielu osobom mogłaby wydać się dziwna: nieperfekcyjna, odbiegająca od powszechnie panujących standardów.

Nasz syn urodził się 21 grudnia. W Wigilię otrzymaliśmy wypis ze szpitala i pojechaliśmy do domu.

Oczekując na wyjście ze szpitala, nie myślałam o tym, czy mam ubraną choinkę, sianko i wigilijne potrawy. Zaledwie tydzień wcześniej, tuż przed porodem, udało nam się przeprowadzić w nowe miejsce. Gdy o godz. 13 przyjechaliśmy do domu i ustawiliśmy na kanapie nasz najpiękniejszy „prezent”, świąteczne detale nie miały dla mnie znaczenia. Mój mąż postanowił jednak zadbać przynajmniej o odrobinę świątecznego nastroju: ustawił pożyczoną choinkę, wyciągnął ze słoików wigilijne przysmaki...
Mimo propozycji, nie pojechał do rodzinnego domu na kolację. Powiedział, że to najważniejsza Wigilia w jego życiu i nie zostawi nas w tym czasie nawet na godzinę.

Kacper jest już duży. Boże Narodzenie kojarzy mu się z wizytami u rodziny. Dla nas jednak już zawsze najpiękniejsze będzie wspomnienie tych pierwszych chwil, które spędziliśmy tylko we troje.

Polecamy także: Przepis na udaną Wigilię
 
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?