Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Paczka

Co Państwo sądzą o anglosaskiej tradycji tzw. baby shower? Świeżo upieczonego noworodka rodzice prezentują przyjaciołom i znajomym, zapraszając ich do domu. Taki wernisaż jednego dzieła, powitanie nowego człowieka wśród nas.
 
Lubię ten obyczaj, ale jako rodzic i bywalczyni tego typu okazji zauważyłam, że goście popełniają kardynalny błąd przy wymyślaniu prezentów. Miesięczne dziecko naprawdę nie potrzebuje pięciu różnych srebrnych łyżeczek, będąc bowiem bezzębnym ssakiem, nie jada jeszcze eleganckich sorbetów. Efektowna grafika czy szkic węglem zostaną obślinione lub podarte na strzępy, a nie wiadomo, czy za dwadzieścia lat człowiek ten wyrośnie na amatora sztuki, czy raczej na mnicha pustelnika.
 
Każdy gość ma ochotę poczuć się jak jeden z Trzech Króli, tylko czy aby prawdziwą gwiazdą wieczoru nie jest matka?
Co prawda niektórzy panowie ostatnio dali się ponieść modzie na porody rodzinne i używają liczby mnogiej: „rodziliśmy”, ale mimo wszystko nie mawiają jak na razie „wymiotowaliśmy”, „wyliśmy z bólu”, „piekielnie ciągnęły nas szwy podczas wizyt w toalecie”. Kochani, większa atencja dla mam podczas baby shower!
 
Wkrótce żona mojego brata będzie rodzić i zastanawiam się, co byłoby najlepszym dla niej prezentem.
Oto pomysły: balsam czekoladowy do ciała, wyparzacz do butelek, żeby nie musiała gotować butli w garnku, młody masażysta z przenośnym łóżkiem z wizytą domową u niej, powieści nagrane na DVD, bo umęczone nocnym wstawaniem mamy nie mają siły czytać, para seksownych czółenek na niskim obcasie (trudno taskać dziecko w nosidle, krocząc na szpilkach), seria darmowych wizyt u dietetyka (niektórym mamom trudno wrócić do dawnej wagi), zamiast złotej podkowy dla bobasa równowartość jej ceny w pieluchach (jedna paczka kosztuje prawie 40 zł).
 
Mnie podczas karmienia piersią kilka osób doradzało, aby jeść rosół z kury. Nie znoszę lekkich potraw, a szczególnie stołecznych kurczaków, bez smaku i pełnych konserwantów. Chętnie na baby shower otrzymałabym kopę wiejskich jaj i pieczonego zdrowego kurczaka w ziołach prowansalskich... Z takiej kolacji na pewno ucieszyłby się i ojciec dziecka, który jest rzekomo wycieńczony porodem. Kiedyś odwiedziłam przyjaciółkę na macierzyńskim. Wrócił jej mąż z pracy i spytał: „Co jest do jedzenia?”. Ona cały dzień haruje przy dziecku, a on jeszcze oczekuje kolacji? Raczej spytałabym, co sam ma zamiar dla nich przyrządzić!

Po namyśle stwierdzam jednak, że najlepszym prezentem jest niania. Właśnie ją niektórzy wspominają z największym rozrzewnieniem, choćby Puszkin... Zamiast kontrolować nianie ukrytą kamerą, warto każdej umęczonej mamie zafundować choć kilka godzin jej pracy. Niania to nie konkurentka mamy. Może stać się członkiem rodziny. Jedna z moich opiekunek była amerykańską studentką i to jej zawdzięczam znajomość angielskiego. Dobra niania jest warta więcej niż złota podkowa.


Tekst: Agata Passent/Syndykat Autorów
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?