Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Partner przy porodzie

| 21.05.2008, aktualizacja: 21.05.2008 | 1

Panuje teraz moda na wspólne rodzenie. Ale czy partner musi koniecznie być na sali porodowej? Wątpliwości przyszłego taty wyjaśnia psycholog.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(0)
mama, poród, szpital, ciąża, tata, lekarz
Czy muszę być na sali porodowej razem z moją partnerką? Panuje teraz moda na wspólne rodzenie. Nie podoba mi się już samo sformułowanie „rodzimy razem”. Przecież to kobieta rodzi, a mężczyzna jej tylko (albo aż) towarzyszy. Nie jestem też przekonany, czy to, że będę razem z żoną, na pewno wpłynie dobrze na moje relacje z nią i nowo narodzonym dzieckiem. Czy naprawdę są jakieś korzyści z tego, że będę towarzyszył żonie podczas porodu? Michał z Gniezna

Ma Pan rację, twierdząc, że na wspólne rodzenie zapanowała teraz swoista moda. Jednak taką decyzję przyszli rodzice powinni podjąć razem. Obecność taty przy narodzinach dziecka to część tzw. porodu rodzinnego, który jest już możliwy w coraz większej liczbie oddziałów położniczych. To, że jest taka możliwość, nie oznacza jednak, że wszyscy mężczyźni są równie chętni do bycia przy porodzie – tak jak w Pana przypadku – lub że wszyscy decydują się na towarzyszenie partnerce z tych samych powodów. Myślę, że to jednak nie tylko moda, a panowie towarzyszą swoim partnerkom podczas porodu także z innych przyczyn.
Dzięki przeprowadzonemu ostatnio badaniu z udziałem mężczyzn oczekujących narodzin dziecka wiadomo, jakimi motywami się kierują, podejmując decyzję o porodzie rodzinnym. Największa grupa ojców decydowała się na to przede wszystkim dlatego, by wspierać partnerkę w trudnych chwilach i zaspokajać jej potrzeby. Inni mężczyźni swoją obecność traktowali jako możliwość wczesnego kontaktu z dzieckiem i wyraz uczuć wobec niego. Jeszcze inni rzeczywiście szli za modą lub spełniali oczekiwania partnerek domagających się ich obecności.
Kilkanaście tygodni po porodzie wszyscy młodzi ojcowie, którzy uczestniczyli w badaniu – bez względu na wcześniejszą motywację – byli zadowoleni ze swojej decyzji o „wspólnym” rodzeniu. Co ciekawe – najbardziej ci z nich, którzy początkowo byli mniej przekonani o znaczeniu swojej obecności na sali porodowej, a zgodę na towarzyszenie partnerce traktowali jako spełnienie jej oczekiwań. Pytani zaś o decyzję dotyczącą kolejnego porodu odpowiadali bez wahania: „Będziemy razem!”. Czy to choć trochę przekonuje Pana, by mimo obaw towarzyszyć żonie podczas narodzin dziecka?


Odpowiada ekspert: psycholog dr Eleonora Bielawska-Batorowicz, na Uniwersytecie Łódzkim zajmuje się naukowo psychologią prokreacji, czyli doświadczeniami w okresie ciąży, porodu, macierzyństwa i ojcostwa. Poza tym udziela pomocy terapeutycznej kobietom w powikłanej ciąży.

td_dopisek.gif


separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (1)
avatar

bartek
bartek | 2008-05-25 15:32 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

JA BYLEM PRZY MOJEJ ZONIE PRZY PORODZIE CALY CZAS OD PIERWSZYCH SKURCZY,POMAGALEM JEJ JAK TYLKO MOGLEM POD PRYSZNICEM W CZASIE SPACEROW PO KORYTAZU AZ PO WIELKIE WYDAZENIE KTORE UTKWI MI W PAMIECI JAK DZIS CHOC MOJ SYNEK DZIS MA PRAWIE 5 LAT.WIDZIALEM JAK POJAWILA SIE GLOWKA,DALEJ POSZLO DUZO LEPIEJ A POZNIEJ TA PEPOWINA KTORA CHCIALEM PRZECIAC RECE MI DRZALY SERCE WALILO I JA Z NOZYCZKAMI W REKU PIEKNE UCZUCIE PIERWSZY PLACZ PIERWSZE PRZYTULENIE NIESAMOWITA ATMOSWERA POLECAM WSZYSTKIM TATOM!

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?