Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Dr Piotr Hartmann: Jak leczę swoje dzieci? Najczęściej wcale nie leczę

| 01.06.2015, aktualizacja: 02.06.2015 | 1
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
Piotr Hartmann, pediatra
fot. mat. prasowe
Dr Piotr Hartmann jest pediatrą i tatą trójki synów. Pytamy go o to, jak dba o ich zdrowie? Co robi, gdy złapią katar albo przeziębienie? W jaki sposób wzmacnia ich odporność i co trzyma w domowej apteczce? Odpowiedzi mogą zaskoczyć!
Piotr Hartmann, lekarz pediatra. Prezes zarządu Fundacji Rozwoju Pediatrii, członek zarządu oddziału warszawskiego Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego. Pracuje w Klinice Pediatrii w Szpitalu Bielańskim i prowadzi indywidualną praktykę lekarską. Prowadzi comiesięczne bezpłatne warsztaty dla rodziców w klubie „Mamy Czas” na warszawskich Bielanach.

Łatwo jest leczyć własne dzieci??

Zazwyczaj tak, chociaż oczywiście nie robię przy nich wszystkiego. Na szczepienia i bilanse zdrowia chodzimy do naszej poradni zdrowia.

Dlaczego? Nie chce się Pan kojarzyć własnym dzieciom ze strzykawką i kłuciem?

Raczej chodzi mi o to, że pielęgniarka z przychodni, która codziennie wykonuje kilkanaście szczepień, na pewno zrobi to lepiej ode mnie. Z kolei jeśli chodzi o bilanse zdrowia, to po prostu wolę czasami pokazać dzieci innemu pediatrze, na zasadzie „drugiego oka”.

Nas, zwykłych rodziców, niepokoi każda dziecięca gorączka, ale Pan ma chyba jeszcze gorzej, ze względu na wiedzę o wszystkich możliwych powikłaniach nawet małego kataru...

Tylko że o tych potencjalnych komplikacjach najczęściej słyszę właśnie od rodziców-laików! Ja, dzięki temu, że mam wiedzę, zachowuję większy spokój. Nie denerwuję się np. gdy moje dzieci gorączkują, bo wiem, że tak powinno być. Jestem nawet zadowolony, bo gorączka dowodzi, że układ odpornościowy dziecka działa prawidłowo. Tak samo nie przejmuję się zwykłymi katarami, bo mam świadomość, że to nie choroba, ale jak najbardziej prawidłowa reakcja organizmu na atak wirusów.

Co w takim razie Pan robi, gdy Pana synowie złapią katar?

Nic szczególnego. Z niewielkimi infekcjami dzieci same sobie świetnie radzą. Rodzicom, którzy przychodzą do mnie z przeziębionymi maluchami, zawsze powtarzam, że lepiej by dla nich zrobili, gdyby do mnie nie przychodzili. Wyjątkiem będą niemowlęta do 3. miesiąca życia. U takich maleństw każda infekcja może rozwijać się bardzo szybko, dlatego u nich nawet katar jest groźny. Starsze maluchy, póki nie dzieje się nic większego od kataru, trzymamy jak najdalej od przychodni.

Dlaczego?

Żeby nie narażać ich na dodatkowe, często poważniejsze infekcje. Pamiętajmy, że pediatra zajmuje się leczeniem głównie chorób zakaźnych, a to znaczy, że przed jego gabinetem mogą siedzieć obok siebie dzieci z anginą, ospą wietrzną, biegunką. Jeśli zetknie się z nimi dziecko, które ma tylko katar, to może wyjść od lekarza bardziej chore, niż przyszło. Poza tym powiedzmy sobie szczerze, że zakatarzonemu dziecku wizyta u lekarza nie pomoże, bo nie ma lekarstwa na katar. Jedyne, co możemy i co powinniśmy robić, to dawać dziecku dużo do picia, żeby ten katar miał się z czego produkować. Ewentualnie nawilżamy nosek wodą morską albo zakraplamy sól fizjologiczną.

Czytaj także: Jak lekarze leczą kaszel u swoich dzieci

Ile razy dziennie trzeba zakraplać?

Tyle, ile razy sobie dziecko pozwoli. Jeżeli wydzielina jest wodnista i sama wypływa, to w ogóle nie musimy nic wpuszczać do noska, ale jeśli gęstnieje i zaczyna zalegać, to można – i warto – psikać wodą morską nawet co godzinę. Po zapuszczeniu wody albo soli fizjologicznej układamy dziecko na brzuszku, żeby mogło głębiej oddychać i wydmuchiwać to, co zalega mu w nosie. Jeżeli jest to bardzo mały niemowlak, który nie lubi leżenia na brzuchu, to dobrze byłoby ułożyć go sobie na klatce piersiowej, oczywiście ze świadomością, że zaraz nasza koszulka będzie nadawała się już tylko prania.

I naprawdę tylko tyle?

Jeszcze tylko trzeba wycierać to, co wypłynie, żeby wydzielina nie podrażniała skóry pod noskiem. Jeżeli nosek jest zatkany i mimo zakroplenia nic z niego nie wypływa, można kilka razy dziennie użyć aspiratora do odciągania wydzieliny – ale bez przesady. Generalnie zasada jest taka, że im mniej, tym lepiej. Często mam wrażenie, że rozczarowałem rodziców, zalecając ich dziecku tylko dużo snu, dużo picia i dużo świeżego powietrza, ale na zwykłe przeziębienia naprawdę działa tylko to.

Wspomniał Pan przed chwilą o układzie odpornościowym. Co możemy robić, aby go wzmacniać?

Wzmacnianie odporności to modny temat, ale w gruncie rzeczy dziecko, które ma odpowiednią dietę i często przebywa na świeżym powietrzu, nie potrzebuje już nic więcej. Jego odporność wzmocni się sama, z biegiem czasu. Podawanie zdrowym dzieciom wszelkiego rodzaju witaminek czy wzmacniających suplementów nie ma sensu. O wiele ważniejsze jest zadbanie np. o to, żeby dziecko się wysypiało. Z niemowlętami nie ma problemu, bo one śpią , ile chcą, ale już wiele rocznych dzieci, chodzących do żłobka, śpi za krótko. Jeszcze gorzej jest z przedszkolakami. Wieczorem rodzice chcą z dzieckiem spędzić trochę czasu, więc zwlekają z usypianiem, a rano muszą zerwać je z łóżka, żeby zdążyć przed pracą odstawić do placówki. Często potem narzekają u mnie w gabinecie, że żłobki czy klubiki malucha to jedna wielka wylęgarnia chorób, ale nie myślą o tym, że winne są nie tylko wirusy, lecz także ciągłe niewyspanie dziecka.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (1)
avatar

Karolina
Karolina | 2015-06-08 15:23 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Zgadzam się z dr. Hartmannem, należy szczepić dzieci przeciwko pneumokokom, nawet jeśli wydaje nam się, że problem nas nie dotyczy, bo np. nasz maluch nie idzie do żłobka. Pneumokoki to groźne bakterie, które wywołują ciężkie choroby, jak np, zapalenie opon mózgowych, czy zapalenie płuc.

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?