Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Życie na sali poporodowej

| 24.04.2014, aktualizacja: 24.04.2014 | 3

Właśnie zostałaś mamą. Po porodzie spędzisz w szpitalu położniczym minimum kolejne dwa dni, dzieląc pokój przynajmniej z jeszcze jedną dziewczyną i jej dzieckiem. Możecie wzajemnie sobie pomóc lub... skutecznie utrudnić życie. Jak wygląda życie na sali poporodowej? Podpowiadamy.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(4)
porodówka, sala poporodowa
fot. Fotolia.com
Uff, po wszystkim! Trzymasz w ramionach kwilące zawiniątko i marzysz o tym, by odpocząć po trudach porodu, w spokoju przytulać noworodka i przystawiać go do piersi. Czujesz instynktownie, że te pierwsze dni to niezwykły czas w waszym życiu, chcesz przeżyć je świadomie. Na łóżku obok leży inna mama z noworodkiem. Jej towarzystwo może okazać się wielkim wsparciem lub prawdziwą udręką. Podpowiemy ci czego unikać i jak zachowywać się na sali poporodowej, by te kilka ważnych dni i towarzyszkę z pokoju wspominać z uśmiechem.

Szpitalne uciążliwości: nieustający strumień gości

Mama po porodzie jest zwykle zmęczona, obolała. Chce się przespać, a potem skupić na swoim dziecku. Jeśli jednak źle trafiłaś, twoja towarzyszka może ci to skutecznie utrudnić.
Goście pojawiają się już bladym świtem. Personel szpitala zwykle przymyka oko na godziny odwiedzin i wpuszcza na sale rozpromienionych tatusiów. A także świeżo upieczone babcie, dziadków, ciotki i przyjaciółki mamy oraz ich mężów i narzeczonych. Niektóre pary zabierają ze sobą dzieci. I na sali robi się prawdziwy tłok. Nawet jak się jest bardzo otwartą, towarzyską osobą, to taka ilość odwiedzających bardzo przeszkadza.

Matka po porodzie potrzebuje snu. Ma na sobie przykrótką koszulkę, więc co chwila błyska rożnymi częściami ciała, jest jej gorąco, więc nie może skryć się pod szpitalną kołdrą. Co chwila przystawia do piersi noworodka, a nie da się tego robić nie odsłaniając piersi. Dla mam, które robią to po raz pierwszy, jest to stresujące zajęcie, a żeby prawidłowo przystawić i nakarmić dziecko trzeba być zrelaksowanym i sporo namanewrować się obrzmiałą od pokarmu piersią. Trudno to robić przy pełnej widowni.

Rada dla młodych mam: Warto stosować się do zasady – dwoje (absolutnie zdrowych) gości jednocześnie to idealna ilość. By nie przeszkadzać innym można rozmawiać ściszonym głosem i stanąć lub usiąść plecami do karmiącej mamy lub wyjść na korytarz na czas karmienia malucha. Nie obrazi się – będzie wdzięczna za zapewnienie minimum intymności.  

Ciągłe telefony i sms-y od i do rodziny  

To naturalne, że świeżo upieczona matka chce podzielić się swoim szczęściem z całym światem. Nic więc dziwnego, że gdy tylko chwilę odsapnie chwyta za komórkę i zaczyna obdzwaniać rodzinę, przyjaciół, znajomych i koleżanki z podstawówki. O ile robi to dzwoniąc na korytarzu, pół biedy. Jednak wiele mam wygodnie leży w szpitalnym łóżku i gada, gada, gada. Każdej kolejnej osobie opowiada ze szczegółami przebieg porodu (z każdym telefonem coraz dłuższego i bardziej dramatycznego), podaje wymiary dziecka, opisuje swoje samopoczucie, warunki w szpitalu, zachowanie personelu. A gdy skończy jej się szpitalne natchnienie, zaczyna przepytywać rozmówcę co u niego słychać. Słowem – ciągnie się to w nieskończoność. Dla kogoś leżącego obok jest to nie do zniesienia.

Kiedy mama skończy rozmawiać, zaczynają przychodzić smsy z gratulacjami, o każdym powiadamia drażniące piknięcie. Mama zaraz odpowiada, a klawisze pikają jak szalone. Gdy znudzi jej się smsowanie, a ma chwilkę czasu (noworodki dużo śpią), to sobie gra. Przebiera szybko palcami, a każde przyciśniecie klawisza czy zdobyty punkt wbija się boleśnie w mózg leżącej obok, pragnącej spokoju i chwili ciszy towarzyszki.

Rada dla młodych mam: Telefon można wyciszyć, wtedy można grać i smsować do woli, nikomu nie przeszkadzając. Rozmawianie przez komórkę na szpitalnej sali i raczenie innych prywatnymi szczegółami jest oznaką złego wychowania. Dla dobra ogółu – wychodźmy z telefonem na korytarz. Ruch po porodzie jest bardzo wskazany!

Niektórzy lubią ciszę – ciągłe mówienie przeszkadza

Poród to emocjonujące wydarzenie. Nic dziwnego, że my, kobiety, musimy je dokładnie omówić. Gdy przetoczy się już fala odwiedzających, skończą się rozmowy telefoniczne i smsy, zawsze można porozmawiać z koleżanką z łóżka obok. Daleko nie ucieknie... Można spokojnie jeszcze raz opowiedzieć o swoim porodzie (jakby nie słyszała wcześniejszych relacji). A skoro jest takim dobrym słuchaczem – tylko słucha, niewiele mówi, można jej też opowiedzieć o kłopotach z teściową, sposobach na rozstępy na brzuchu, pierwszej miłości z liceum. I wszystkim co przyjdzie do głowy. A takim gadaniem można zamęczyć człowieka.

Rada dla młodych mam: Towarzyszka z sali nie jest twoją przyjaciółką, spowiednikiem, ani terapeutą. Luźna pogawędka – tak, ale zwierzanie się i gadanie bez końca jest nie na miejscu. Nie bój się ciszy, w niej można odpocząć.

Co dwie matki, to nie jedna: drobne przysługi

Na szczęście poza uprzykrzaniem sobie życia, możecie też dla siebie dużo zrobić. Wystarczy tylko trochę dobrej woli. Któraś z was leży w szpitalu, któraś czuje się już lepiej.
Dla kobiety zaraz po porodzie lub cesarskim cięciu pomocne być mogą nawet drobne gesty
  • nalanie wody do kubka,
  • podanie kocyka, gdy dziecko tej drugiej wreszcie prawidłowo złapało pierś, ale marznie,
  • zawołanie położnej, kiedy mama gorzej się czuje.
Niby nic, ale znaczy bardzo wiele w sytuacji, gdy jest się zmęczonym i obolałym.

Mądre wsparcie cenniejsze niż złoto

Obie czujecie się niepewnie w nowej roli, obie uczycie się dopiero swoich dzieci. Każde dobre słowo przywraca wiarę w to, że poradzicie sobie w nowej roli. „Twój maluch szybko nauczył się jeść”, „Sprawnie ci idzie przewijanie”, a nawet „Dobrze dziś wyglądasz, zaczynasz dochodzić do siebie”. Takie zdanie sprawią, że poczujecie się lepiej.

To od was dwóch zależy, jak się wam wspólnie mieszka. Dlatego zastanów się, czy to co dzieje się wokół ciebie, co robisz, nie przeszkadza drugiej osobie. Pokieruj swoimi bliskimi tak, by nie wprowadzali zamieszania, nie robili nie niepotrzebnego hałasu, nie ranili komentarzami. Rozmawiaj z nią, ale nie zalewaj słowami, pozwól w ciszy odpocząć, zdrzemnąć się, nabrać sił. Postaraj się być życzliwa i serdeczna dla młodej mamy z łóżka obok, tak by mogła wspominać cię z uśmiechem.

Nie daj się „dobrym radom”

W tym kraju wszyscy znają się na wszystkim. A już na pewno na karmieniu piersią, opiece i wychowaniem dzieci. A skoro się znają, chętnie pouczą niedoświadczoną matkę. Bez znieczulenia, wprost, mało delikatnie. „Jesteś teraz jak mleczna krówka, musisz sama pić mleko”, „Masz nadal wielki brzuch, zostaw tę drożdżówkę”, „Nie noś, bo się przyzwyczai”, „Trzeba go dokarmić, pokarmu mu nie wystarcza, jest za chudy”. Takie komentarze mogą wyprowadzić z równowagi nie tylko ciebie, ale również twoją towarzyszkę, zmuszoną do ich wysłuchiwania. Zatrzymaj komentarze swoich bliskich, tobie łatwiej niż twojej sąsiadce z łóżka obok zwrócić im uwagę. Kobieta po porodzie jest niezwykle wrażliwa, z powodu rewolucji hormonalnej może ją zranić lub zdenerwować nawet drobnostka. Dbajcie nawzajem o swoje dobre samopoczucie.







separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (3)
avatar

Bozka85
Bozka85 | 2015-07-15 09:07 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Dobrze, żeby niektóre atki pamiętały o tym... Te komórki to przeklenstwo !

Odpowiedz

Aneta777
Aneta777 | 2015-04-10 23:17 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Oczywiście opowiadała przez telefon każdej osobie, którą znała. A sądząc z długości i częstotliwości rozmów, znała przynajmniej połowę mieszkańców Polski Północnej. ;)

Odpowiedz

Aneta777
Aneta777 | 2015-04-10 23:15 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Od razu mi się przypomniał mój pobyt na sali poporodowej. Z powodu infekcji Malutkiej musiałyśmy pozostać w szpitalu aż 8 dni. Tak więc miałam okazję leżeć z dwoma mamami na sali dwó-osobowej. Pierwsza szczegółowo opowiadała swój bardzo ciężki, ponad 13godzinny poród. Druga była milcząca. Więc lepsza. ;) Ps. No bo jak tu tej pierwszej powiedzieć, że nie chcę po raz enty przypominać sobie własnego porodu? Mnie także bolało, ale "tylko" 7 godzin. A nie krzyczałam tak, jak ona; dlatego, że wcześniej chodziłam do Szkoły Rodzenia, a ona nie. ;)

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?