Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Pod warunkiem

chłopiec w okularach
fot. fotolia.com

Inteligencja emocjonalna jest przereklamowana, czyli dziecięce negocjacje

Założę buty pod warunkiem, że pozwolisz mi obejrzeć całe „Toy Story”. Caaaaałe!”. Nasz syn negocjuje twardo. „Toy Story” to taki film – informuję tych z Państwa, którzy ambitnie ograniczają się do czytania dzieciom powieści i grania w gry logiczne.

Od kiedy pewien mało analityczny umysł psychologiczny wymyślił tzw. inteligencję emocjonalną, czuję się zwolniona z gier logicznych, w których nigdy mi nie szło. W negocjacjach też jak na razie nie mam spektakularnych osiągnięć. Za to dzieci są fenomenalnie sprytnymi negocjatorami i to bez czytania banalnych i nieskutecznych podręczników. Dobry negocjator ma pełen wachlarz technik, które prowadzą do wymiernych sukcesów.

Dziecięce negocjacje - zawyżanie stawki

Zawyżanie stawki tak, by na końcu osiągnąć satysfakcjonujący kompromis – to ma Kubuś opracowane. „Po zjedzeniu obiadu będę mógł zjeść te ciasteczka na deser?”, pyta Kuba, zerkając na delicje. „Tak, po zjedzeniu pożywnego brokułu, kurczaka i ziemniaka będzie ciasteczko”. „A mogą być trzy ciasteczka?”. Tu u Kuby pojawia się mina cocker spaniela, którego spojrzenie świdruje rodzica. „Nie mogą być trzy. Jemy jedno ciasteczko dziennie. Wiesz, że są one niezdrowe, niepożywne i szkodzą na zęby”. Twarz rodzica przybiera wyraz mędrca, który nie krzyczy, tylko tłumaczy.

„Ja chcę trzy ciasteczka, bo w ogóle nie zjem brokułu”. Kuba marszczy się jak naburmuszony buldog, odsuwa brokuł na drugi biegun okrągłego stołu. „Nie ma mowy o trzech ciastkach. Czy chcesz być gruby i wolno biegać?”. Rodzic próbuje straszyć czarną wizją przyszłości niczym agent ubezpieczeniowy. „No dobra, to wezmę dwa ciasteczka”. Skołowany rodzic czuje ulgę, że nie trzy, i zapomina, że wszak miało być jedno ciacho.

Dziecięce negocjacje - szantaż emocjonalny

Dzieci świetnie walczą o swoje... naszą bronią. „Będziesz się jeszcze mógł pobawić, ale po prysznicu i umyciu włosów”, często obiecuję. Od niedawna sprytny Kuba zakłada łaskawie buty, jeżeli ja mu na coś pozwolę. Szantaż emocjonalny, przemoc werbalna – to chwyty opanowane już dawno.

Ponieważ Kubie wolno oglądać filmy tylko 20 minut dziennie, prawie każdemu wyłączaniu DVD towarzyszy płacz rozrywający serce, a przede wszystkim ucho opiekuna. Płaczem u babci Eli da się załatwić prawie wszystko. Warto więc popróbować u innych mięczaków. Teatralne płakanie wychodzi Kubie równie efektownie jak Krystynie Jandzie. Każdy światły argument przeciw oglądaniu filmu (lepiej iść na rower, bo telewizja ogłupia) Kuba zbije swoim argumentem: „rower jest niefajny, bo z roweru można spaść”.

Zmiana ról i reguł gry to wręcz ulubiona despotyczna technika Kuby. Ostatnio zaproponował mi, abyśmy pograli w piłkę. Najpierw on ma strzelać, a ja stać na bramce. Przystałam na to. Po kilku obronionych bramkach, postanowiłam przepuścić parę, by strzelec miał satysfakcję. Gdy gol wpadł do bramki, cieszyłam się razem z synem. „Bramkarz nie może się cieszyć!!!”, krzyczy wściekły Kuba. Słusznie. Jako bramkarka, która przepuściła gola, powinnam wyrazić niezadowolenie. Robię zatem smutną minę. Ale Kuba znów oczekuje innej mojej reakcji i krzyczy: „Masz się denerwować, a nie smucić”.

Tym razem ja nie wytrzymuję: „A ty za mało się cieszysz, że strzeliłeś, piłkarze zwykle podnoszą ręce do góry i koszulki też”. Kuba jeszcze kilka razy zmienia zasady gry, tak że mnie się odechciewa zabawy. Jest wściekły, że ja rezygnuję, a cała ta piłka nożna nie chce się podporządkować jego przepisom… Mnie jest przykro, że dałam się sprowokować. A Kuba na bank zaraz wykorzysta moje poczucie winy w dalszych negocjacjach.

Czytaj też: Porozumieć się bez przemocy... z dwulatką
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?