Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Rodzina na zastępstwo

| 17.05.2015, aktualizacja: 08.08.2016 | 0

Przez dom Tomasza Szymanka w ciągu ostatnich 10 lat przewinęło się 37 dzieci. Każde z podobną historią: przemoc w domu, alkohol rodziców, bieda.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
fot. Jacek Pióro
– Myśl, żeby założyć pogotowie opiekuńcze, zalęgła się w mojej głowie w 2005 r. Miałem już czterdziestkę na karku i poczucie, że powinienem robić w życiu coś więcej. Moja żona czuła podobnie – opowiada Tomasz Szymanek. – Przestało nam wystarczać wysyłanie charytatywnych SMS-ów czy udział w WOŚP. Zbiegiem okoliczności akurat wtedy rozpoczęła się akcja: „Daj im przyszłość – Warszawskie Rodzinne Domy Dziecka”. Wciąż natykaliśmy się na artykuły o niej! Pisane jakby dla nas.

Dzieci z bagażem

Nie było bicia się z myślami ani strachu, że sobie nie poradzą. Ich biologiczna córka miała już 12 lat, czuli się doświadczonymi rodzicami. Spełniali wszystkie warunki prawne. Po trzymiesięcznym szkoleniu mogli zaczynać. Zdecydowali, że to pan Tomasz zostanie całodobowym opiekunem głównym, jego żona do dziś ma status opiekuna pomocniczego. Pierwszymi dziećmi, które otrzymali pod opiekę, były trzy siostry w wieku 11, 9 i 6 lat.
– Zostaliśmy od razu rzuceni na głęboką wodę – wspomina pan Tomasz. – Ludzie nie zdają sobie sprawy, z jakim bagażem doświadczeń przychodzą do nas dzieci.
Bagażem najstarszej z dziewczynek były zaburzenia psychiczne i najpewniej przebyłe molestowanie seksualne.
– Od początku byłem pewien, że naszej jedenastolatce potrzebny był lekarz psychiatra, ale nie mogłem z nią do niego pójść, bo nie byłem jej opiekunem prawnym. Po kilku tygodniach pobytu u nas dziewczynka podjęła próbę samobójczą. Na szczęście zdążyłem ją uratować, ale dopiero wtedy dotarło do mnie, na co się porwaliśmy – mówi.

Zadanie: zbudować zaufanie

Rodzina zastępcza o charakterze pogotowia opiekuńczego (właśnie taką prowadzi małżeństwo Szymanków) powinna opiekować się dzieckiem nie dłużej niż 4 miesiące, do czasu unormowania się jego sytuacji. W praktyce dzieci mieszkają w pogotowiach średnio przez pół roku, potem trafiają do adopcji, domów dziecka albo wracają do swojego dawnego domu.

Opiekunowie zastępczy mają obowiązek nie tylko zajmować się dziećmi, ale w miarę możliwości dbać też o ich kontakt z biologicznymi rodzicami.
– Raz dostaliśmy braci: pięciolatka, dwulatka i półroczne niemowlę. Byli u nas bardzo długo, bo aż 2 lata, ale za to wrócili do swoich rodziców, co zawsze jest sukcesem całego systemu – opowiada pan Tomasz.
Do tego sukcesu pewnie jednak by nie doszło, gdyby nie to, że przez te 2 lata razem z żoną co niedziela organizował spotkania chłopców z rodzicami.
– Udało nam się ich przekonać, że jesteśmy po tej samej stronie. Zmieniali się na naszych oczach: ojciec chłopaków znalazł pracę, oboje coraz częściej przyjeżdżali trzeźwi – mówi pan Tomasz.

Zbudowanie dobrej współpracy z rodzicami to jedno. Drugie, nieraz trudniejsze, to zdobycie zaufania dzieci:
– Kiedyś trafiła do nas pięciolatka po interwencji policyjnej. Przez pierwsze dni w ogóle się do nas nie odzywała, a ja się nie narzucałem. Po kilku dniach, gdy już się trochę ze mną oswoiła, dała się namówić na rysowanie i rysując, zaczęła mówić, że to wszystko przez nią, bo tamtego wieczoru, gdy przyszli policjanci, to nie schowała się przed nimi gdzieś w domu. Gdyby to zrobiła, to by jej nie zabrali. Słuchałem i potakiwałem: „Racja, następnym razem się chowaj”. Dziwne? Dla mnie nie. Ta mała musiała zobaczyć, że ten obcy człowiek, do którego ją przywieźli, rozumie jej ból i żal.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?