Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Poród i karmienie piersią: co się zmieniło przez 20 lat (a co nie?) – mówi położna

| 24.04.2015, aktualizacja: 04.05.2015 | 0
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(4)
Małgorzata Gierada-Radoń, położna
fot. Piotr Ratajski
Porody rodzinne i poradnie laktacyjne to w Polsce nowość ostatnich lat. Co jeszcze się zmieniło w opiece nad noworodkiem i jego mamą, a co nadal nie? Pytamy położną i konsultantkę laktacyjną, Małgorzatę Gieradę-Radoń, która już od 20 lat przyjmuje porody i uczy młode mamy karmić piersią.
Gdybyśmy cofnęły się w czasie o 20 lat, jakość porodów i porad laktacyjnych mogłaby nas nie tylko zdziwić, ale dosłownie przerazić. Małgorzata Gierada-Radoń, jedna z pierwszych konsultantek laktacyjnych w Polsce i położna wyróżniona przez Fundację „Rodzić po ludzku” chwali zmiany, ale mówi też, że ciągle jest dużo do zrobienia w opiece okołoporodowej nad kobietą.

*Małgorzata Gierada-Radoń, położna, certyfikowana konsultantka laktacyjna, Prowadzi szkołę rodzenia i poradnię laktacyjną (www.szkola-magiera.pl), jest członkinią Polskiego Towarzystwa Konsultantów i Doradców Laktacyjnych.

Pamięta Pani swój pierwszy poprowadzony poród?

Oczywiście, bardzo to przeżywałam. Fajna dziewczynka się nam wtedy urodziła. Ale tak samo dobrze pamiętam większość „moich” porodów i tak samo cieszę się z rodzicami z narodzin ich dzieci. Wciąż zdarza się, że razem płaczemy ze szczęścia.

Dwadzieścia lat temu położne nie mogły same przyjmować dzieci na świat, bo to było zadanie ginekologa. Dziś jest już inaczej, prawda?

Od wielu lat to położne prowadziły poród, ale rzeczywiście jeszcze do niedawna pod koniec musiał być obecny ginekolog i pediatra, który oglądał noworodka po narodzinach. Dzisiaj tak jest tylko wtedy, gdy np. na świat przychodzi wcześniak. Poród fizjologiczny od początku do końca prowadzę ja, przyjmuję maleństwo na świat, oceniam według skali Apgar, kładę mamie na brzuchu, a potem, jeszcze na łóżku porodowym, pomagam jej przystawić dziecko do piersi. Dopiero potem noworodek jest mierzony, ważony i badany. Pediatra ma na to 12 godz. od porodu.

Tak jest już w każdym szpitalu?

Pewnie nie, ale mam nadzieję, że tak będzie. Mam to szczęście, że od dwudziestu lat pracuję w szpitalu św. Zofii w Warszawie, który przeciera szlaki w polskim położnictwie. U nas już wiele lat temu kładło się duży nacisk na komfort rodzącej. To ona rodzi, ja tylko czuwam, czy wszystko idzie dobrze, pomagam oddychać albo zmienić pozycję. Cieszę się, że poród w przeciągu ostatnich lat stał się intymnym zdarzeniem, a nie zabiegiem medycznym.

Zmieniło się też u nas podejście do porodu rodzinnego. Ucichły dyskusje „być albo nie być?”, bo już oczywiste jest, że być.

Tak, ale może się pani zdziwi, że ja jednak wolałam, gdy te dyskusje miały miejsce, bo dzięki nim decyzje o porodzie rodzinnym były bardziej przemyślane. Teraz wcale nierzadko widzę, że tata siada na sali porodowej z laptopem na kolanach. Nawet jeżeli poród rodzinny jest w naszych czasach już oczywistym wyborem, to dalej dobrze byłoby, gdyby wcześniej partnerzy dokładnie przegadali, jak go sobie wyobrażają.

Czytaj także: Poród rodzinny – opinie ojców

A czy, tak jak porody, zmieniły się też kobiety, które przychodzą na porodówkę?

Bardzo! Widzę to wyraźnie, tym bardziej, że po dwudziestu latach mojej pracy zdarza mi się już prowadzić ciąże i porody kobiet, które kiedyś przyjmowałam na świat. Na pewno dziś kobiety są bardziej świadome i lepiej przygotowane, często przychodzą z gotowym planem porodu. To wielka zmiana na lepsze. Z drugiej strony często przy omawianiu planu porodu wyczulam mamy na to, że czasami ze względu na bezpieczeństwo dziecka konieczne jest nacięcie krocza albo cięcie cesarskie. Wiele „dołków” poporodowych bierze się stąd, iż w ciąży kobiety nie dopuszczają nawet takiej myśli, że podczas porodu mogą zdarzyć się sytuacje trudne.

Wiele „dołków” wiąże się też z karmieniem piersią, które też bywa trudniejsze, niż się wydawało w ciąży.

W karmieniu piersią bardzo ważne są pierwsze godziny i dni po porodzie. W standardach okołoporodowych, czyli wytycznych dla lekarzy i położnych, jest zalecenie, by mama i noworodek pierwsze dwie godziny spędzili w kontakcie skóra do skóry, aby mogli się ze sobą zapoznać. Co jednak istotne, nie przystawiamy maluszka od razu do piersi. Czekamy aż będzie gotowy: zacznie kręcić główką w poszukiwaniu piersi albo wręcz podpełznie i sam się przystawi.

Polecamy: Jak wspomóc laktację?

Widziała Pani takie pełzające maleństwa?

Wiele razy! To niesamowity widok, kiedy noworodek sam dociera do piersi. On wie, gdzie się kierować, bo siara ma zapach wód płodowych, a noworodki mają bardzo rozwinięty zmysł węchu. Taki pierwszy kontakt sprzyja więzi mamy i dziecka i bardzo ułatwia karmienie piersią.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?