Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

„Jak odebrać rodzicom piękno porodu” – oto opinia rozczarowanego taty!

| 01.12.2016, aktualizacja: 02.12.2016 | 6

Ciężarna na porodówce – to tylko statystyka do przerobienia?

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(2)
fot. Fotolia
Na blogu „To my, polifoniczny blog małżeński” odnaleźliśmy tekst napisany przez Jana Buczyńskiego. W bardzo mądry i wymowny sposób opisał spostrzeżenia z dnia porodu swojej żony. Choć bardzo chcieli urodzić swoje drugie dziecko na Żelaznej w Warszawie, niestety ze względu na nadmiar pacjentek musieli jechać do szpitala na Inflanckiej. Jak wspomina, różnica była jak niebo a ziemia. Przeczytajcie!

Tryb rozkazujący

„Pojechaliśmy na Inflancką. I zaczął się ciąg bolesnych rozczarowań, z małą przerwą radości wywołaną przez krzyk Jadwigi. […] Przede wszystkim bardzo ograniczono nam możliwość przebywania ze sobą. Już na izbie przyjęć, gdy weszliśmy z Elą za drzwi, mi od razu kazano zamknąć je z drugiej strony. Bez słowa komentarza. Nie mogłem być nawet przy początkowych biurokratycznych sprawach i przy wywiadzie. […] W trakcie KTG zaczęły się regularne i bardzo silne skurcze, chwilę potem odeszły wody. Kazano Eli się przebrać, przygotować rzeczy i przejść na korytarz w oczekiwaniu na transport dalej. Wszystko to w atmosferze krótkich komunikatów, raczej w trybie rozkazującym, niż oznajmującym.
To było charakterystyczne w zasadzie do samego końca pobytu w tym szpitalu: podawano tylko te informacje, które były niezbędne. Pytano tylko o to, co było wymagane przepisami. Wywracano oczami, robiono zniecierpliwioną minę albo czyniono „dowcipny” komentarz, gdy chcieliśmy o coś więcej dopytać, zrozumieć, o coś poprosić. […]

Do cięcia, wiadomo, od razu do cięcia – nikomu z tych konowałów nie przyszło do głowy spytać kogokolwiek, czy cięcie cesarskie będzie potrzebne, ba, żeby chociaż skonsultować to z nami, żeby chociaż wytłumaczyć, wyjaśnić, rozwiać wątpliwości. Dziecko prawdopodobnie duże, więc automatycznie cesarka, nie ma co się zastanawiać. W końcu zawsze działa nieśmiertelny argument pt. „czy pan jest lekarzem”? [..]

Kim jest doula?

Na prośbę o możliwość rozmowy z żoną usłyszałem nie no, dooobrze, podpiszcie papier, że nie chcecie tej cesarki, i już. Co za absurd! Ela za chwilę była już przy silnych skurczach, przy słynnym siódmym centymetrze – kto rodził naturalnie ten wie, że wtedy się błaga o cesarkę, bo to apogeum bólu, przesilenie, po którym niedługo przychodzi czas na parcie. To zupełnie nie o to chodziło, że czegoś nie chcemy. Niektóre kobiety chcą cesarki, gdy nawet nie ma do nich wskazań – nam zależało na porodzie siłami natury tak jak poprzednio; oczywiście nie za wszelką cenę. […]

Gdy powiedziałem, że jedzie do nas nasza doula, która miała towarzyszyć Eli przy porodzie, a że skoro nie mamy swojej sali, to mogłaby chociaż dobrze ją przygotować do operacji, pomóc przyjąć obecne skurcze i ból – cale towarzystwo spojrzało na mnie, jakbym zapowiedział przyjazd eskimoskiej znachorki. Kto? Ale kto to jest? Nie byłem pewien, czy mówili na serio, czy to był jakiś żart. W centrum Warszawy, w szpitalu położniczym z każdą ścianą obwieszoną różnymi akredytacjami, sracjami i czym tam jeszcze – JA mam tłumaczyć lekarzom i położnym kto to jest doula?[...] Gdy położne zaczęły coś tłumaczyć lekarzom i wszyscy powoli skojarzyli, o co chodzi – późniejsze reakcje były takie, jakbyśmy zaprosili na ten oddział porodowy ekipę telewizyjną. […]

A gdzie powołanie?

Takich naszych pomniejszych kaprysów i ekstrawagancji było jeszcze kilka, jak choćby krzyczenie podczas skurczy (niech pani krzyczy poza skurczami, po co w trakcie, dziecko pani niedotleni! – kiedy i gdzie ten gość robił dyplom?) i kangurowanie noworodka po porodzie na piersi taty (dziecko męczy, zamęczy je). Resztę pomińmy. Na szczęście podejście do karmienia piersią było na odpowiednim poziomie: Jadzia została od razu dostawiona do Eli, z laktacją nie było żadnych problemów. […]

Czynnik ludzki – oto co stoi w centrum takich wydarzeń. Gdy nie ma dobrych chęci – na nic „dobre standardy”. Nie możemy mieć w zasadzie pretensji o stricte medyczne usługi, które nam zaoferowano w szpitalu. To nie tak, że chcemy się mądrzyć przed lekarzami, czy się z nimi o coś kłócić. Problem polega raczej na formie, którą to wszystko zostało owinięte. Kompletnie nie rozumiem, czemu często w takich miejscach personelowi nie zależy na komforcie ich pacjentek, który można osiągnąć praktycznie bezkosztowo – poprzez życzliwość, otwartość na spełnienie potrzeb, oczywiście w granicach łatwych do wyznaczenia (a są nimi bezpieczeństwo medyczne oraz prywatność innych pacjentów, nic innego nie powinno być brane pod uwagę, a na pewnie niedobre samopoczucie sfrustrowanych lekarzy i położnych, którzy chyba zgubili gdzieś po drodze iskrę swojego powołania). […]”. Cały tekst można przeczytać na blogu autora. - "Akredytowana znieczulica, czyli jak odebrać rodzicom piękno porodu"

Tak niewiele trzeba, by poród stał się nie tylko kolejną statystyką do przerobienia, a pięknym przeżyciem. Nikt nie każe położnym, czy lekarzom radować się z każdego porodu i celebrować go. Chodzi tylko i wyłącznie o odrobinę zrozumienia i empatii, że ciężarna to nie jest kolejny numerek, tylko odrębny przypadek, któremu należy poświecić czas i uwagę, oraz odpowiedzieć na wszelki wątpliwości.

Czy któraś z Was także rodziła na Inflanckiej w Warszawie? Miałyście podobne odczucia?

Czytaj także: Gdy urodzisz dziecko - zrób to koniecznie!

źródło: Polifoniczny blog małżeński
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (6)
avatar

Beti
Beti | 2016-12-04 00:28 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Ja trojke dzieci urodzilam w przemilej atmosferze, polozne podchodzily do mojego porodu bardzo profesjonalnie. Gdy zaszlam w czwarta ciaze cieszylam sie, ze znow bede rodzic w tym szpitalu( byl to inny szpital na z opisany przez pana), tym bardziej,ze od marca tego roku wprowadzono znieczulenie wewnatrzoponowe. Lekarz na wizytach twierdzil, ze jak najbardziej to znieczulenie powinnam dostac. Bole zaczely sie o 16, o pierwszej w nocy pojechalam na porodowke, rozwarcie mialam na 2 cm, okolo godziny 12 zaczelam prosic o znieczulenie, gdyz bole byly bardzo silne. Jak niestety nie otrzymalam,vgdyz jak stwierdzily polozne " jak pani trojke dzieci urodzila to i czwarte tez urodzi", meczylam sie tak do 19 caly czas proszac o znieczulenie, niestety panie mnie olewaly. Dopiero gdy zadzwonilam dzwonkiem bo juz nie dawalam rady przyszla polozna z nastepnej zmiany, po zbadaniu stwiedzila,ze mam rozwarcie na 9 cm i musze juz rodzic. Gdyby nie ta zmiana to pewnie urodzilabym na lozku na sali. Bylam ignorowana, gdyz rodzilam czwarte dziecko, nie chciano podac mi znieczulenia, ktore mi sie nalezalo. Razem z bolami porod trwal 27 godzin... Dziekuje Bogu, ze przy takim zaangazowaniu poloznych dziecko urodzilo sie zdrowe

Odpowiedz

Kinia
Kinia | 2016-12-03 15:16 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Miałam podobne doswiadczenia ze szpitalem na inflackiej. Moje dziecko do końca życia będzie odczuwało skutki "wspaniałej opieki"

Odpowiedz

Mama Witka
Mama Witka | 2016-12-03 11:00 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Trzeba było rodzić w Szpitalu Praskim. 5-gwiazdkowa obsługa, kameralnie i wysoki standard. Polecam wszystkim po 36 tygodniu!

Odpowiedz

aneta
aneta | 2016-12-02 17:10 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Zapraszam do Międzyrzecza, ściskanie piersi , lekarz zapomniał że mam planowaną cesarkę z powodu położenia dziecka, tarmoszenie noworodka przy kąpieli no ale certyfikatów tysiąc....

Odpowiedz

Ja podobnie
Ja podobnie | 2016-12-01 23:15 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Ja podobnie przeżyłam poród na Żelaznej z niejaką Panią Andzeliką, której totalnie brakowało doswiadzenia i chęci pomocy 😕

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

Di Di
Di Di | Ja podobnie | 2016-12-02 17:15 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Ja podobnie przeżyłam poród na Inflanckiej w Warszawie.

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?