Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Poród rodzinny: tak czy nie, czyli co myślą ojcowie?

| 23.04.2010, aktualizacja: 17.06.2015 | 0
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(0)
Odkąd szpitale położnicze otworzyły podwoje dla mężczyzn, chyba każda para zastanawia się, czy rodzić wspólnie. Zapytaliśmy o opinię na ten temat tatusiów, którzy narodziny potomka mają już za sobą.

Michał Zarzycki, tata Mirandy i Miłosza
Nie popieram mody na wspólne rodzenie, bo ono nie jest wspólne i tyle. To kobiety rodzą dzieci, a mężczyźni mogą ewentualnie być przy tym lub nie. Moja żona Agata rodziła sama. To była wspólna decyzja. Nie wiedziała, jak się zachowa w obliczu bólu, nie miała pojęcia, jak zareaguje jej ciało w czasie takiego wysiłku i stresu. Dokładnie pamiętam, co robiłem, gdy rodziła się Miranda – wyszedłem na długi spacer. A kiedy zaczął się poród Miłka – dosłownie wprosiłem się do przyjaciół, bo nie chciałem być w takiej chwili sam.
Dowiedz się: Jak rozpoznać, że "to już"?

Paweł Podwysocki, tata Emilki i Olka
Poród to niecodzienne przeżycie, zwłaszcza dla mężczyzny. To także okazja do pokazania, że my, faceci, naprawdę jesteśmy oparciem w trudnych chwilach. Niełatwo opisać emocje towarzyszące narodzinom dziecka... To ja pierwszy spojrzałem w oczy synka i córki, ja pierwszy brałem ich na ręce i podawałem żonie. To połączenie miłości, wzruszenia, radości i wdzięczności, ale jednocześnie poczucie odpowiedzialności za życie, które daliśmy. Wiem, że żaden mężczyzna nie wytrzymałby porodu, ale mam prawo mówić, że urodziliśmy nasze dzieci razem. Bo oddychałem razem z żoną i liczyłem oddechy pomiędzy skurczami, bo bujałem się na piłce, bo parłem, zaciskając zęby i oczy. Byłem zaangażowany w stu procentach i wiem, że moja żona tego ode mnie oczekiwała. Czułem się potrzebny.

Marcin Klimkowski, tata Jagody i Kacpra
Kiedy rodził się Kacper, czekałem za drzwiami. Chciałem być tradycyjnym ojcem, jak mój tata, dziadek, pradziadek, tym, który czeka, a nie uczestniczy – nie dlatego, że nie chciałem, tylko dlatego, że tak było zawsze. Wszedłem na porodówkę, dopiero gdy syn już był na świecie, widziałem tę małą istotkę kilka minut po porodzie. Kiedy rodziła się Jagoda, postanowiłem, że będę przy żonie cały czas. I zobaczyłem cud. Żadnych drastycznych scen nie było, nic takiego nie pamiętam. Za to przeciąłem pępowinę, byłem przy naszej maleńkiej córeczce od początku jej życia i czułem, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Tylko potem żałowałem, że wcześniej nie podjąłem takiej decyzji. Dwoje dzieci, dwa moje wybory, więc mam porównanie. Ten drugi, żeby być z żoną, zdecydowanie lepszy!

Korneliusz Żegunia, tata Mateusza i Szymka
By poród był rodzinny, muszą tego chcieć i mama, i tata. Nigdy nie miałem wątpliwości, że chcę być przy narodzinach naszego dziecka. I jestem dumny, że to ja pierwszy mogłem zobaczyć Mateusza. Widziałem, jak jego małe ciałko nabiera koloru, jak łapie pierwszy oddech. To było coś pięknego! Przy narodzinach drugiego syna musiałem czekać pod salą, bo żona miała cięcie cesarskie. O jego narodzinach dowiedziałem się po godzinie. Bo nikt nie miał czasu ze mną porozmawiać. Siedziałem jak ten idiota z rzeczami żony w torbie i czekałem, czekałem...
Polecamy: Torba do szpitala: co wziąć do porodu? (+ lista do druku) 
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?