Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Poród rodzinny: tak czy nie, czyli co myślą ojcowie?

| aktualizacja: 29.06.2017 | 1
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(0)
Odkąd szpitale położnicze otworzyły podwoje dla mężczyzn, chyba każda para zastanawia się, czy rodzić wspólnie. Zapytaliśmy o opinię na ten temat tatusiów, którzy narodziny potomka mają już za sobą.

Michał Zarzycki, tata Mirandy i Miłosza
Nie popieram mody na wspólne rodzenie, bo ono nie jest wspólne i tyle. To kobiety rodzą dzieci, a mężczyźni mogą ewentualnie być przy tym lub nie. Moja żona Agata rodziła sama. To była wspólna decyzja. Nie wiedziała, jak się zachowa w obliczu bólu, nie miała pojęcia, jak zareaguje jej ciało w czasie takiego wysiłku i stresu. Dokładnie pamiętam, co robiłem, gdy rodziła się Miranda – wyszedłem na długi spacer. A kiedy zaczął się poród Miłka – dosłownie wprosiłem się do przyjaciół, bo nie chciałem być w takiej chwili sam.

Dowiedz się: Jak rozpoznać, że „to już”?

Paweł Podwysocki, tata Emilki i Olka
Poród to niecodzienne przeżycie, zwłaszcza dla mężczyzny. To także okazja do pokazania, że my, faceci, naprawdę jesteśmy oparciem w trudnych chwilach. Niełatwo opisać emocje towarzyszące narodzinom dziecka... To ja pierwszy spojrzałem w oczy synka i córki, ja pierwszy brałem ich na ręce i podawałem żonie. To połączenie miłości, wzruszenia, radości i wdzięczności, ale jednocześnie poczucie odpowiedzialności za życie, które daliśmy. Wiem, że żaden mężczyzna nie wytrzymałby porodu, ale mam prawo mówić, że urodziliśmy nasze dzieci razem. Bo oddychałem razem z żoną i liczyłem oddechy pomiędzy skurczami, bo bujałem się na piłce, bo parłem, zaciskając zęby i oczy. Byłem zaangażowany w stu procentach i wiem, że moja żona tego ode mnie oczekiwała. Czułem się potrzebny.

Marcin Klimkowski, tata Jagody i Kacpra
Kiedy rodził się Kacper, czekałem za drzwiami. Chciałem być tradycyjnym ojcem, jak mój tata, dziadek, pradziadek, tym, który czeka, a nie uczestniczy – nie dlatego, że nie chciałem, tylko dlatego, że tak było zawsze. Wszedłem na porodówkę, dopiero gdy syn już był na świecie, widziałem tę małą istotkę kilka minut po porodzie. Kiedy rodziła się Jagoda, postanowiłem, że będę przy żonie cały czas. I zobaczyłem cud. Żadnych drastycznych scen nie było, nic takiego nie pamiętam. Za to przeciąłem pępowinę, byłem przy naszej maleńkiej córeczce od początku jej życia i czułem, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Tylko potem żałowałem, że wcześniej nie podjąłem takiej decyzji. Dwoje dzieci, dwa moje wybory, więc mam porównanie. Ten drugi, żeby być z żoną, zdecydowanie lepszy!

Korneliusz Żegunia, tata Mateusza i Szymka
By poród był rodzinny, muszą tego chcieć i mama, i tata. Nigdy nie miałem wątpliwości, że chcę być przy narodzinach naszego dziecka. I jestem dumny, że to ja pierwszy mogłem zobaczyć Mateusza. Widziałem, jak jego małe ciałko nabiera koloru, jak łapie pierwszy oddech. Poród rodzinny to było coś pięknego! Przy narodzinach drugiego syna musiałem czekać pod salą, bo żona miała cięcie cesarskie. O jego narodzinach dowiedziałem się po godzinie. Bo nikt nie miał czasu ze mną porozmawiać. Siedziałem jak ten idiota z rzeczami żony w torbie i czekałem, czekałem...

Polecamy: Torba do szpitala: co wziąć do porodu? (+ lista do druku) 

Christian Moscarda, tata Melissy
Żona jest Polką, ja Włochem, a rodziliśmy w Anglii. Wtedy akurat tam mieszkaliśmy. Wyznaję zasadę: razem poczęliśmy – razem rodzimy. Dla mnie to było po prostu oczywiste i naturalne, że będę przy narodzinach córki. Nie potrafię nawet opisać, co poczułem, gdy usłyszałem pierwszy płacz maleńkiej Melissy. Moja żona Iza źle znosiła ciążę, poród był bardzo ciężki, ale udało się! Było dla mnie ważne, że przeszliśmy przez to wszystko razem. W takiej chwili mężczyzna czuje wdzięczność i wielki szacunek do kobiety.

Tomasz Kaźmierczyk, tata Kamili
Przed porodem szukałem w internecie jakichś filmów, żeby zobaczyć, jak się rodzi człowiek, jednak nie obejrzałem żadnego do końca. Wolałem nie wiedzieć wszystkiego. Kiedy na porodówce żona krzyczała, nie wiedziałem, co mam robić: bić lekarza, uciekać? I tak przez siedem godzin... Niby nic nie widziałem, bo siedziałem blisko głowy Moniki, ale dokładnie pamiętam ten moment... Moja córeczka dosłownie wyskoczyła prosto w ręce lekarza, jak mały delfinek. Dobrze, że ją złapał... To było mistrzowskie! Ale przecinania pępowiny się bałem, nadrobię to przy drugim dziecku.
Polecamy: Zdarzają się ucieczki z sali porodowej – wywiad z położną

Leszek Lewandowski, tata Zuzi i Gabrysi
Jestem ginekologiem i uważam, że obecność mężów przy porodzie jest bardzo istotna. Jednak wielu z nich jest do tego totalnie nieprzygotowana, przez co bywają uciążliwi. Nie wiedzą, jak pomóc żonie, co mogą robić, a czego nie, są nadaktywni. Uważam, że kobiety nie powinny zmuszać mężów do wspólnego porodu tylko dlatego, że jest taki standard. Moje córeczki przyszły na świat przez cięcie cesarskie. Byłem przy tym, ale nie ja trzymałem skalpel. To zbyt silne emocje. Zresztą jest zasada, że rodziny się nie operuje. Zaufałem koleżance po fachu i stałem obok.

Marcin Steć, tata Filipa i Dagmary
W moim odczuciu szpitale, zwłaszcza te publiczne, przypominają fabryki, gdzie rodząca kobieta jest tylko kolejnym elementem na taśmie produkcyjnej. Głównie dlatego chciałem być przy obu porodach – żeby dbać o komfort i spokój mojej żony. Brałem też na siebie część jej przekleństw, choć nie było tego tak dużo, jak się spodziewałem. Mam nadzieję, że się przydałem, choć wykonywałem tylko proste polecenia: „podaj”, „potrzymaj”, „pobiegnij po pielęgniarkę”. Nie da się ukryć, że byłem na porodówce także troszkę z ciekawości. Chciałem jako jeden z pierwszych zobaczyć dziecko. Jak teraz o tym myślę... Rety, ja bym przecież nie wysiedział wtedy w domu ani nawet w jakiejś poczekalni!
Poznaj: Prawa kobiety na sali porodowej
 
Bede mama

 
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (1)
avatar

Ania Sz
Ania Sz | 2017-07-18 17:52 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Wspólnie z mężem zdecydowaliśmy, że będzie przy porodzie. Na początku się wahał i ja też. Uświadomiłam go co może go czekać- paniczny krzyk, płacz, widok mojego cierpienia i oczywiście (za przeproszeniem) wypróżnienie, bo to też się często zdarza. Powiedział mi, że to wszystko wie i mimo to chce ze mną wtedy być. Uprzedziłam go też, że pod żadnym pozorem nie ma prawa mi zaglądać w krocze ( nasza położna też potwierdzała, że w szpitalu w którym będziemy rodzić nie ma takiej opcji). Ma być przy mnie, trzymać za rękę, dodawać otuchy i masować kiedy poproszę. To wszystko. Nie wiem jakim cudem i które to położne pozwalają w ogóle facetowi tam zaglądać!? Przecież to się mija z celem. Powiedziałam też mężowi, że jezeli poczuje się źle, albo że cała akcja go przerasta to w każdej chwili może wyjsć. Pretensji mieć nie będę. Dziewczyny rozmawiajcie ze swoimi facetami na ten temat i uświadamiajcie, ale na Boga nigdy do tego nie zmuszajcie. Pozdrawiam

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?