Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Poród w święta – zupełnie inny niż myślisz

| 15.12.2014, aktualizacja: 01.12.2016 | 1

Święta – wiadomo – najlepiej spędzić w domu z rodziną, a nie na porodówce. Bo kto wie, jak tam właściwie w tym czasie jest? O tym, jak wygląda poród w święta, przekonała się Alina, której córeczka przyszła na świat w bajkowej scenerii Bożego Narodzenia.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(4)
poród w święta, poród w Boże Narodzenie, jak się rodzi w święta, święta na porodówce,
Alina Sałachewicz z mężem Dariuszem, czteroletnią Amelką, która przyszła na świat 25 grudnia i dwuletnim Adasiem.

Gdy Alina dowiedziała się, że termin porodu przypada na 31 grudnia, zaczęła się niepokoić. – Sylwester, Nowy Rok, każdy się bawi... Kto będzie chciał przyjąć mój poród? Tu fajerwerki, a jej zachciało się rodzić – wyobrażała sobie, co że tak właśnie i o niej pomyślą, gdy przyjedzie do szpitala. Łudziła się, że dziecko urodzi się po Nowym Roku i nie będzie w przyszłości najmłodsze w klasie. Jednak wszystko potoczyło się inaczej.
 

Skurcze przed kolacją

Pierwsze skurcze pojawiły się, gdy Alina siadała z rodziną do stołu. – Sądziłam, że to skurcze przepowiadające, które miną. Pomyślałam, że nie będę dzwonić do lekarza ani do położnej. Przecież Boże Narodzenie to taki czas, który każdy powinien móc spędzić z rodziną – wspomina. Alinie nie dane jednak było spokojnie posiedzieć z bliskimi przy świątecznym stole. Co pewien czas musiała wstać, by położyć się i odpocząć. – Ale udało mi się nawet pośpiewać kolędy, oczywiście z przerwami. Wszyscy bardzo mną się przejmowali, posadzili na honorowym miejscu, w najwygodniejszym fotelu, chcieli wieźć do szpitala. Dzięki szkole rodzenia, do której chodziliśmy z mężem, nie panikowaliśmy, liczyliśmy skurcze i wiedzieliśmy, że poród postępuje wolno – wyjaśnia Alina. Noc jednak była dla obojga nieprzespana. Skurcze stawały się mocniejsze, Alina zaczęła się bać, bo to przecież pierwszy poród, pierwsze dziecko. 
 

Dwa auta na drodze

Do położnej Alina zadzwoniła dopiero rano. – Gdy kazała mi jechać do szpitala, już wiedziałam, że nie uniknę porodu w święta. Przy okazji okazało się, że moja położna się przeziębiła i będę rodzić z tą, która akurat ma dyżur – wspomina.
Aby dojechać do szpitala musieli pokonać ponad 40 kilometrów – z Żyrardowa, w którym mieszkają, do św. Zofii w Warszawie, gdzie planowali rodzić. – Po drodze minęliśmy tylko dwa samochody, była taka cisza, taki spokój – opowiada Alina. – Jadąc, uświadomiłam sobie, że święta to idealny czas na poród. Gdybym rodziła w zwykły dzień, martwiłabym się, czy dojadę na czas – wyjaśnia. W szpitalu przyjmująca ją na oddział położna stwierdziła: „No cóż, kolejny Jezusek się rodzi".
 

Pępowina na dwa razy

Mąż Aliny bardzo chciał być przy porodzie. – Trochę się obawiałam, bo to wielkie przeżycie i dla kobiety, i dla mężczyzny – mówi Alina. – Położna w szkole rodzenia opowiadała o różnych sytuacjach. Nie wiedziałam, na co mnie stać, jak się zachowam. Martwiłam się, czy mąż wytrzyma. Ale był, wytrwał przeciął pępowinę, tylko że na dwa razy, bo za pierwszym nie dociął do końca. Położna skwitowała to: "O widzę, że pan tu jeszcze wróci...". 
 

To nie był łatwy poród, ale...

Alina dobrze pamięta tamte chwile. – Rodziłam długo. Amelka przyszła na świat około 13.00. Gdy ją zobaczyłam, od razu zapomniałam, jak mnie bolało. Nie ma wspanialszej chwili niż ta, gdy trzyma się na rękach swoje dziecko. Każdy ból, każda łza przestaje się liczyć - opowiada wzruszona mama.
Gdy Amelka skończyła półtora roku, jej rodzice zdecydowali się na drugie dziecko. Synek urodził się w marcu, w zwyczajny dzień. – No, może nie do końca, bo to jednak była sobota – śmieje się Alina.
Oba porody wspomina dobrze, jednak ten pierwszy był szczególny: przygotowania do świąt, Wigilia, ciepła rodzinna atmosfera i do tego narodziny córeczki, to najwspanialszy prezent, jaki można dostać na święta. 
 

W Boże Narodzenie świętujemy potrójnie

Boże Narodzenie zyskało w domu Aliny rangę szczególnego wydarzenia. Jest choinka, są prezenty i tort urodzinowy dla córeczki. Ale na tym nie koniec, bo jest jeszcze jeden powód do świętowania.
Gdy Alina z mężem wybierała imię dla synka, szukała takiego, które będzie ładne, a jednocześnie krótkie, bo nazwisko mają już długie. – Chciałam też, żeby było uniwersalne, by syn nie miał problemu z wymową, gdy kiedyś zechce wyjechać za granicę. Wybór padł na Adasia i dopiero babcia uświadomiła nam, że będzie obchodził imieniny w Wigilię. Więc teraz świętujemy potrójnie.

Czytaj też: Co musi się znaleźć w zimowej wyprawce noworodka?
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (1)
avatar

AnkaAN
AnkaAN | 2014-12-24 01:42 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Mam termin na 10 stycznia, ale boję się, że może urodzę w święta lub sylwestra.

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?