Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Prawdziwe historia: pępowina owinęła się wokół szyi mojej córki

| 09.12.2014, aktualizacja: 02.10.2015 | 1

To był cudowny okres ciąży, bez żadnych dolegliwości, problemów. Do czasu... Gdy nie usłyszałam płaczu mojego dziecka, byłam przerażona. Przeczytaj historię Anety.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(64)
fot. mat. pras.

Wywołanie porodu

Termin porodu miałam wyznaczony na 8 grudnia, a był już 15. Moja lekarka podjęła decyzję o wywołaniu porodu. Niestety moja córcia miała inne plany. Podane leki nie zadziałały, więc po 4 godzinach wróciłam do domu.
W nocy zaczął mnie boleć kręgosłup, miałam też dziwne parcie na pęcherz moczowy.
Nad ranem zaczęły się skurcze – wtedy zrozumiałam, że maleńka chce przyjść na świat.
Zamieszanie i popłoch – w pozytywnym sensie – towarzyszył nam aż do samego szpitala. Byłam szczęśliwa i podekscytowana, że wkrótce wezmę swojego aniołka w ramiona.

Poród: co się dzieje z moim dzieckiem?!

Kolejne skurcze... Każdy kolejny coraz silniejszy. Poprosiłam o znieczulenie – ból stał się znośniejszy (przynajmniej na początku).
Kazali mi przeć. Parłam i nic. Położna nacięła mi krocze, by pomóc maleńkiej główce wyjść, ale to nic nie pomogło. Pamiętam wszystko jak przez mgłę – jakieś światła, krzyki lekarki.
Podeszła do mnie kobieta ogromnej postury, zaczęła naciskać brzuch. Dziecko wyszło, ale nie słyszałam, by płakało. Nie chcieli mi jej pokazać. Byłam przerażona: "Boże, co się dzieje?!". Zaczęłam krzyczeć i błagać wszystkich, by powiedzieli mi co się stało.
Po chwili podeszła do mnie położna i zaczęła mówić, ale ja jej nie rozumiałam (miałam wrażenie, jakby mówiła w innym języku). W końcu dotarł do mnie sens jej słów: "Twoja córka miała owinięta pępowiną szyję trzy razy, nie oddychała". Serce mi zamarło. Nie mogłam złapać oddechu. Miałam wrażenie, jakby czas się zatrzymał w miejscu.
Na szczęście po kilku minutach lekarze wrócili z małą. Była trochę sina, lecz żyła. Jej malutka główka była cała w krwiakach (tak dużych jak moja pięść). Na szczęście po badaniach okazało się, że są one niegroźne i po jakimś czasie wchłoną się. Kamień spadł mi z serca.

Teraz córcia już biega, skacze, krzyczy i dokucza swojej mamie, ale ja dziękuję Bogu za to, że pozwolił mojej córce żyć.

Praca nadesłana przez Anetę Nogę na konkurs "Prawdziwe historie ciążowo-porodowe" (edycja grudniowa).  
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (1)
avatar

Ewar
Ewar | 2014-12-09 15:36 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Straszna historia, na szczęście dobrze się dla Was skończyła a córeczka śliczna !

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?