Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Prawdziwe historie: dzięki in vitro zostaliśmy rodzicami

| 14.04.2015, aktualizacja: 15.04.2015 | 1

Cztery lata przeszły nam na badaniu śluzu, braniu leków i mierzeniu temperatury. O utracie nadziei, poczuciu bezsilności i wielkim pragnieniu posiadania dziecka opowiada Natalia.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(2)
fot. Fotolia.pl
No cóż pewnie nie my jedyni wiemy, co znaczą starania o upragnione dziecko. Czym jest utrata nadziei, poczucie bezsilności, strach, wyczekiwanie.... Staraliśmy się o dziecko przez czerty lata. Ciągłe badania, faszerowanie się prochami stymulującymi owulacje.... Badania śluzu, mierzenie temperatury....Seks nie dla przyjemności, tylko dla prokreacji, bez spontaniczności, na czas, stanie na głowie po.... Pamiętam... choć wolałabym zapomnieć.

W dzień badania w nocy cichy płacz

Najgorsze były co miesięczne nadzieje i rozczarowania, gdy dostawałam miesiączki. Czasem mieliśmy już tak dosyć, że chcieliśmy odpuścić. I nikt nie wiedział dlaczego. Oboje mieliśmy dobre wyniki, więc gdzie leży problem? W nocy cicho płacząc zastanawiałam się: dlaczego ja. Dręczyłam się pytaniami: Czy jestem złym człowiekiem. Czy bylibyśmy złymi rodzicami? Przeszłam badanie HSG (rentgen macicy i jajowodów) w ogromnych bólach. Usłyszałam, że mam niedrożne jajowody, potem operacja i... usłyszeliśmy wyrok: „Zrosty po wcześniejszych operacjach sięgające wątroby, pęcherz przyrośnięty do macicy, część zrostów uwolniona, ale naturalnie w ciąże nie uda się zajść, jajowody całkowicie niedrożne, powykręcane, pozostaje in vitro”. Jeszce jedno: jaki rzeźnik panią operował?" – usłyszałam wówczas. I tu musimy się cofnąć w czasie.

Polecamy: Zrosty jajowodów a ciąża.

Wszystkiemu winna choroba z dzieciństwa

W wieku 11 lat miałam ostre zapalenie wyrostka. Został operacyjnie usunięty. Miesiąc później dostałam strasznych bóli. Okazało się, że lekarze zostawili mi nitkę z gazy, która okręciła się wokół jelita i spowodowała niedrożności jelit. Musiałam przejść kolejną operację. Mój brzuch wygląda jak po cesarce, ale to nie ważne. Ważne było tylko to, że przez to wszystko nie mogliśmy zostać rodzicami. Wyszliśmy ze szpitala załamani. Pozbawieni złudzeń i nadziei. Łzy piekły pod powiekami.  Do dziś pamiętam ten przeszywający ból w klatce. Czułam jak pęka mi serce. Ale najgorszy był wyraz oczu mojego męża. Taki pusty, bez wyrazu. Przez pierwszy tydzień nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Nie wiedziałam co ze mną będzie... co z nami będzie. Zastanawiałam się czy mam prawo zabierać swojemu mężowi możliwość  bycia ojcem. Nie chciałam pozbawiać go trzymania dziecka na rękach. Zastanawiałam się, czy miałam prawo pozbawiać go tej bezwarunkowej miłości, jaką daje się tylko dziecku i jaką tylko dziecko może ci dać. 

Zdecydowaliśmy się na in vitro

Podjęliśmy decyzje o in vitro. Mimo wielu obaw, wierzyłam że nam się uda, nie brałam w ogóle innej opcji. Znów wierzyliśmy, znowu obudziła się w nas nadzieja. Nie przerażało mnie już nic. Miałam cel, miałam o co walczyć. Zastrzyki w brzuch nie były mi straszne mimo, że wcześniej na widok igły mdlałam. Teraz sama sobie je robiłam, ale nic nie było ważne, tylko to, by poczuć pod sercem inne serce. 16.06.2006 roku urodziłam śliczną, zdrową córkę, nasz największy skarb. Mąż odcinał pępowinę i oboje płakaliśmy z radości. Mąż nie chciał wyjść ze szpitala, chciał być z nami cały czas. A nasza mała córeczka tylko płakała. Teraz ma 9 lat i patrząc na nią wiem, że było warto, i gdybym miała przejść przez to wszystko raz jeszcze, bez wahania zrobiłabym to samo. I choć nie było łatwo, dostaliśmy nadzieję, dostaliśmy spełnienie marzeń, wygraliśmy najlepszy los na loterii zwanej życiem.

Czytaj też: 10 rzeczy, które warto wiedzieć o in vitro

Praca nadesłana przez Natalię Dróżdż na konkurs: „Udało się! Jesteśmy rodzicami!”.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (1)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?