Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Prawdziwe historie: gdy rodzi się miłość...

| 24.10.2014, aktualizacja: 24.10.2014 | 0

Ciąża to czas oczekiwania, spokoju, radości i niesamowitej bliskości z nienarodzonym dzieckiem i partnerem. Przynajmniej dla Agnieszki. Przeczytaj historię ciąży nadesłaną na konkurs.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(4)
dziecko, noworodek, niemowlę
fot. archiwum prywatne
Wszystko zaczęło się w listopadzie. Mieszkałam wtedy jeszcze z przyjaciółką w wynajętym mieszkaniu w Warszawie. Zawsze miałam bardzo regularne miesiączki, tym razem okres się spóźniał, więc kupiłam w aptece test ciążowy. Zgodnie z instrukcją najbardziej rzetelny wynik, to ten z porannego moczu, więc postanowiłam poczekać do rana. Obudziłam się już przed piątą. Moja przyjaciółka to straszny śpioch, ale powiedziała, że jeśli będą dwie kreski natychmiast mam ją obudzić. Chyba domyślacie się, tego dnia nie pospała.

Sześciocentymetrowe szczęście

Byłam zdumiona, szczęśliwa i przejęta, natychmiast zadzwoniłam do "stwórcy" naszego kiełkującego maleńkiego szczęścia. Radość przyszłego tatusia trudno opisać, był bardzo dumny. Kilka dni później razem wybraliśmy się do lekarza, wtedy pierwszy raz usłyszeliśmy bicie serduszka naszej kruszynki. Miała wtedy, pamiętam dokładnie, 6 cm. Wpatrywaliśmy się w zdjęcie USG, w ten mały okruszek, który tam było widać, a uśmiechy nie schodziły nam z twarzy.
Po powrocie do domu chwaliliśmy się wszystkim tym naszym sześciocentymetrowym szczęściem. Postanowiłam, że dalej będę pracować, więc codziennie z moja odrobinką wstawałyśmy o szóstej rano do pracy. Nie było lekko. Mdłości, nie tylko poranne, dawały się we znaki. Kiedy byłam zupełnie wykończona, mój kochany mąż trzymał mnie za rękę i mówił, że to nasze najpiękniejsze chwile w życiu i że razem przez to przejdziemy.

Kompletujemy garderobę dla małej księżniczki

Mijał miesiąc za miesiącem nasza odrobinka zdrowo rosła i porządnie się gimnastykowała w moim brzuszku. Strasznie lubiłam te koziołki mojego skarba. Na trzeciej wizycie lekarz powiedział nam, że będziemy mieli córeczkę. Właściwie nie miało to dla nas większego znaczenia, czy zostaniemy rodzicami dziewczynki, czy chłopca, ale teraz już mogliśmy zacząć kompletować garderobę dla naszej księżniczki. Jest tyle pięknych ubranek, pamiętam, jak się wzruszyłam, gdy "tatuś" kupił takie maleńkie różowe, śliczne skarpetki dla swojej córeczki.

Ostatni zakręt przed prostą

Mijają kolejne miesiące, nasza myszka jest coraz bardziej aktywna, a mój brzuch coraz większy. Zaczynamy trzeci trymestr, ostatni zakręt przed prostą. Już nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła wziąć w ramiona moją odrobinkę, ucałować jej maleńkie nóżki, rączki, nosek i brzuszek. Wiem, że musi jeszcze rosnąć i nabierać sił przed wielkim dniem.
Nie chodzimy do szkoły rodzenia, bo mamy znajomą – bardzo kochaną – położną. Pani Ula, wszystko nam opowiada i uspokaja nas.
Porodu troszkę się boję (pewnie bałabym się bardziej, gdybym wiedziała, co mnie czeka). Jest mi coraz ciężej, trudno się poruszać i znaleźć pozycję do spania; częściej się złoszczę. Ofiarą jest mój mąż, który wszystko dzielnie znosi i zamiast wdawać się ze mną w kłótnie, wspiera, przytula, jest przy mnie.

Zbliżyliśmy się do siebie

Ciąża to ciężki, ale i zabawny okres, pełen radości, wzruszeń, smutków, złości. Czuję , że wszystkie te dni bardzo zbliżyły mnie do mojego męża, bardziej niż kiedykolwiek. Nasza miłość ma jakby inny wymiar, nie ma wstydu, nie ma tajemnic. Ciąża powoli dobiega końca, w domu już wszystko gotowe. Kruszynka ma już piękny wózek, pościelone łóżeczko, swoją komodę, a w niej pełno ubranek.

Sama nie wiem, dlaczego płaczę

Ciąża donoszona, wyznaczony dzień porodu, a mojej kruszynki jeszcze nie ma. "Halo Alusiu, wychodzimy na świat" – chciałoby się powiedzieć, ale przecież ty wiesz, kiedy będziesz gotowa. Musimy jeszcze chwilę na ciebie poczekać. Zapewne świetnie się bawisz, a ja nie mogę sobie znaleźć odpowiedniej pozycji. I ta zmienność nastrojów. Najlepiej mi jest w ramionach tatusia, ale czasem nawet jemu mówię: "przestań mnie pytać, dlaczego płaczę, bo sama nie wiem".
W głowie strach, czy na pewno będziesz zdrowa, czy dam sobie radę podczas porodu, a potem w trakcie połogu.

Z Alusią

Już jest, moja kochana córeczka. Urodziła się poprzez cesarskie cięcie, choć całą noc próbowałam urodzić naturalnie. Było ciężko, miałam postępującą infekcję wewnątrzmaciczną. Urodziła się w zamartwicy na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Mamy śliczną i zdrową córeczkę, jesteśmy szczęśliwymi Rodzicami.

Historia została nadesłana przez Agnieszkę, mamę Alusi, na konkurs "Podziel się z nami swoją historią ciążowo-porodową" (edycja październikowa).
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?