Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Prawdziwe historie: ... i tak oto na świat przyszedł Piotruś

| 24.11.2014, aktualizacja: 02.10.2015 | 0

Myślałam, że urodzę Piotrusia w sposób naturalny, jednak niepokojący zapis KTG sprawił, że stało się inaczej. Ostatnie chwile mojej ciąży były dla mnie i dla męża bardzo nerwowe. Na szczęście wszystko zakończyło sie szczęśliwie.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(15)
Poród, kobieta w ciąży
fot. © olly - Fotolia.com
Pierwsza ciąża to wielka niewiadoma. Taki odmienny stan. Ciało kobiety z miesiąca na miesiąc się zmienia; towarzyszą temu huśtawki nastrojów, zmiana temperatury ciała, a czasem niestety wymioty. Pierwsze miesiące były straszne. Najchętniej tylko spałabym. Podczas spacerów raz było mi gorąco, raz zimno. 
Z upragnieniem czekałam na pierwsze ruchy dziecka. Początkowo miałam wrażenie, jakby mnie coś łaskotało od środka, ale pewnego wieczora poczułam mocniejsze uderzenie w brzuchu. To moje dzieciątko zaczęło dawać o sobie znać. To była jedna z najpiękniejszych chwil: pierwsze ruchy mojego szczęścia. 

Do szpitala, na wszelki wypadek

I tak mijały miesiące – brzuszek był coraz większy, dzieciątko coraz mocniej kopało. Podczas badania USG 4D lekarka powiedziała nam (bo oczywiście był ze mną mąż), że mamy zdrowego synka. Byliśmy wniebowzięci!
Wszystko było w porządku, badania wychodziły dobrze. Termin porodu miałam na 5 czerwca, ale nic nie wskazywało na to, że urodzę w terminie. 
W ostatnim miesiącu do ginekologa chodziłam co tydzień, aż do porodu, a że synkowi było jeszcze dobrze w brzuszku, to i w dniu planowanego porodu byłam na KTG. Podczas każdej mojej wizyty na korytarzu było wiele kobiet i tego dnia sytuacja była podobna. W oczekiwaniu na badanie, miło sobie gawędziłyśmy. 
Gdy przyszła na mnie kolej, położna podłączyła mnie pod KTG i wytłumaczyła, co mam robić. Leżałam, ale nie wyczuwałam ruchów dziecka, co zaniepokoiło położną. Podeszła do mnie i prosiła, abym przekręciła się raz na jeden bok, raz na drugi. Lekarka zaczęła przesuwać główką urządzenia po brzuchu i po kilku minutach stwierdziła, że wypisze mi skierowanie do szpitala, gdyż KTG jest zawężone. Zdenerwowałam się, że ale pani doktor mnie uspokoiła i wytłumaczyła, że to typowe działanie i tak będzie bezpieczniej. Zadzwoniłam do męża, aby wziął torbę. Gdy przyjechał, od razu pojechaliśmy do szpitala. 
W szpitalu zostałam przyjęta i poddana badaniom. Prawidłowy puls dziecka i na szczęście nic niepokojącego się nie działo. Badanie dooplerowskie wyszło dobrze, nic nie tłumaczyło, dlaczego zapis był zawężony.

Badania bez niespodzianek

Na drugi dzień zaplanowany miałam test oksytocynowy. Test ten polega na podaniu małej dawki oksytocyny wywołującej skurcze macicy, przy równoczesnym kontrolowaniu stanu dziecka za pomocą KTG. Pozwala on ocenić stan płodu i jego bezpieczeństwo podczas akcji porodowej, reakcję na skurcze i samą oksytocynę. Cieszyłam się, że i tym razem wszystko jest w porządku. 
Mąż kupił mi prowiant, po czym pojechał do domu.W sali leżały jeszcze inne kobiety, dwie z nich miały zaplanowane zabiegi cesarskiego cięcia. Nie wyobrażałam sobie, że mogłabym mieć taki zabieg, opowiadałam tym dziewczynom, że według lekarza minie jeszcze kilka dni zanim urodzę i na szczęście będzie to naturalny poród. Oczywiście nie twierdziłam nigdy, że naturalny poród jest bezbolesny, ale na pewno kobieta po nim szybciej dochodzi do siebie. Dziewczyny te jednak zadowolone, gdyż każda z nich już była matką i już przechodziła ten zabieg.
Następnego dnia test oksytocynowy miałam mieć na rano, ale było bardzo dużo porodów, więc przesunął się on na popołudnie. Mąż miał mi dzisiaj przywieźć kartkę z wynikiem grupy krwi, gdyż nie była ona dołączona do karty ciążowej. Powiedziałam mu, że może się zdarzyć, że jak przyjedzie to ja będę na tym badaniu, więc niech cierpliwie poczeka...

separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?