Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Prawdziwe historie: lekarz żartował, że nie wystarczy wyjść za mąż, by zajść w ciążę

| 15.04.2015, aktualizacja: 28.04.2015 | 0

Nie było miesiąca w ciąży w którym nie leżałabym w szpitalu. Cały czas musiałam leżeć i bardzo na siebie uważać. Ale było warto. Poznaj historię Anny.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
fot. Fotolia.pl
Z mężem postanowiliśmy, że nie będziemy planować dzieci, kiedy i ile ich będzie. Oczywiście w ramach rozsądku; oboje pochodzimy z rodzin gdzie była trójka dzieci i to dla nas idealna liczba. Postanowiliśmy zostawić to losowi.

Czas przyniósł pierwsze obawy

Jednak po roku małżeństwa zaczęliśmy się zastanawiać dlaczego  nie zachodzimy w ciążę. Pojawiły się wątpliwości, czy na pewno możemy mieć dzieci. Zaczęłam podejrzewać u siebie problemy ginekologiczne. Udałam się do lekarza. Badania wykazały, że moje problemy mogą wynikać ze stresu i powinno się samo wszystko unormować. Brałam leki i czekałam na następną wizytę. Na niej dowiedziałam się, że jest wszystko w porządku. Jednak lekarz zaproponował kolejny termin spotkania, aby sprawdzić czy ten stan się utrzyma. Marzyłam o tym, by następnym razem lekarz powiedział, że jestem w ciąży. Jednak tak się nie stało. Podczas kolejnej wizyty nieśmiało zagadałam do lekarza, że od ponad roku jestem mężatką i jak dotychczas nie zaszłam w ciąże i się niepokoję, że może z mężem mamy jakiś problem. Lekarz zażartował, że nie wystarczy wyjść za mąż, żeby mieć dzieci. Po czym dodał, że stres źle wpływa na płodność i jeśli naprawdę chcemy mieć dzieci to nic na siłę. Nakazał odpoczynek i spontaniczne współżycie. Powiedział, że dopiero jeśli po dłuższym czasie nie zajdę w ciążę to zaprasza na badania z mężem. Odradził badania od razu ze względu na to, iż są dość nieprzyjemne a nie ma jeszcze powodów do obaw.

Los wreszcie okazał się łaskawy

Około pół roku później dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Początkowo nikomu nie mówiliśmy. Wiadomo, że początek ciąży jest dość delikatny i wszystko może się stać. Ledwo się pochwaliliśmy tą nowiną a dwa dni później wylądowałam w szpitalu. Groziło mi poronienie. Na szczęście z badań wynikało, że wszystko jest w porządku. Pobyt na obserwacji i po kilku dniach byłam w domu. Rodzice zaczęli szaleć z radości i robić dużo zamętu wokół ciąży. Nie minął nawet miesiąc radości, jak po powrocie z pracy dostałam krwotoku. Pojechaliśmy do szpitala. Wiedziałam, że jest źle i muszę liczyć się z najgorszym. Po badaniu lekarz zabrał mnie na USG i długo nic nie mówił. Wreszcie oznajmił, że z dzieckiem wszystko w porządku, serce bije, łożysko się nie odkleja. Jednak musiałam zostać w szpitalu. Dostałam leki i kazano mi dużo leżeć. Po kilku dniach kontrola i wypis do domu. Ciąża utrzymana.

Czytaj też: Poronienie w ciąży - najczęstsze przyczyny i pierwsze objawy.

W szpitalu bywałam częściej niż w pracy, czy na uczelni

Nie minął nawet miesiąc, kiedy ponownie wylądowałam z tego samego powodu w szpitalu. Wtedy też dowiedzieliśmy się, że będziemy mieć synka. Znów kilka dni w szpitalu, wszystko szybko wracało do normy i zalecenia do domu, by dużo odpoczywać. Z tego powodu zrezygnowałam z pracy a z zajęć fizycznych na studiach byłam zwolniona. W ciągu kolejnego miesiąca znów wróciłam do szpitala. Tym razem jednak badanie ginekologiczne wykazało, że mam już duże rozwarcie. Założono mi kilka szwów na szyjkę macicy i zalecono tylko leżeć. Zbliżała się sesja egzaminacyjna na studiach a ja przykuta do łóżka. W 27. tygodniu ciąży znowu ląduję w szpitalu. Szew puścił a ja mam kolejne skurcze. Boje się, że jak teraz urodzę to dziecko będzie miało małe szansę.

Szpital moim drugim domem

W szpitalu czuje się już jak w domu. Ale cieszę się, że mnie z niego wypisano. Mąż obchodzi się ze mną jak z jajkiem, często dzwoni i zabrania cokolwiek robić. Kolejna wizyta u ginekologa już w 34. tygodniu ciąży kończy się skierowaniem do szpitala. Dziecko jest zbyt małe jak na ten tydzień ciąży. Lekarz stwierdza hipotrofię płodu i zleca obserwację w szpitalu. KTG wykazuje skurcze. Lekarze stwierdzają, że szew należy zdjąć, gdyż może stymulować skurcze w tak zaawansowanej ciąży. Po zdjęciu szwu pozostaję na obserwacji w szpitalu. Po czym zostaje wypisana do domu.

Polecamy: Co robić, gdy płód przestał rosnąć?

Szczęśliwi czekamy na rozwiązanie

Dziś jestem w 37. tygodniu ciąży, odstawiono mi leki, aby organizm sam zadecydował o rozwiązaniu ciąży. Co prawda dziecko jest mniejsze, ale wydaje się, że zdrowe. Położenie dziecka sprawia, że czeka mnie cesarka, ale to już nie jest istotne. Najważniejsze, że choćby i dziś miało się urodzić to będzie żyć. Teraz z niecierpliwością czekamy na poród. A szpital powitamy po raz siódmy i mam nadzieje na długo ostatni.

Praca nadesłana przez Annę Kruczek na konkurs „Udało się! Jesteśmy rodzicami!”
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?