Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Prawdziwe historie: mama czekała, by zobaczyć wnuczkę

| 23.11.2014, aktualizacja: 23.11.2014 | 0

Czekając na narodziny dziecka, czuwałam przy umierającej mamie. Te dwa wydarzenia bardzie wiele mnie nauczyły. Wiem, że po najgorszej burzy, zawsze pojawia się słońce. Przeczytaj historię Asi.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(34)
rodzinna pamiątka
fot. Asia, archiwum domowe
Mam na imię Asia, mam 28 lat, mieszkam w Sieradzu. Moja opowieść zaczyna się w listopadzie w dniu, w którym zrobiłam test ciążowy. Miałam mieć miesiączkę, ale nie pojawiła się. Jechałam do apteki po lekarstwa dla mojej mamy (chorowała na raka), więc przy okazji kupiłam test ciążowy. W pracy go zrobiłam - wyszły dwie kreski. Z radością zadzwoniłam do mojego męża. Była taki szczęśliwy. Wieczorem po pracy poszłam do mojej mamy. Była zmęczona, ale pomyślałam, że taka wiadomość nie może czekać. "Mamusiu, zostaniesz babcią!" - powiedziałam. Tak bardzo się cieszyła ze mną. Przez chwilę pomyślałam: "Czy dożyjesz mojego rozwiązania?".

Strach ma wielkie oczy

Mijały dni i tygodnie. W styczniu była ładna pogoda, więc poszłam na spacer. Gdy wróciłam zaczął mnie boleć brzuch, więc wzięłam no-spę. W nocy obudził mnie bardzo silny ból. Mąż zawiózł mnie do szpitala. Bałam się, że tracę dziecko. Na szczęście okazało się, że jego serduszko bije, a moje dolegliwości spowodowane są niedoborem magnezu. Podłączono mi kroplówkę. Po trzech dniach mogłam wrócić do domu.

Mamusiu, co się z tobą dzieje?

Miałam sporo energii, w czasie ciąży jeździłam z mamą do Łodzi na chemioterapię. Wszystko tak dobrze się układało. Niestety 1 lipca podczas odwiedzin u mamy, usłyszałam: "Asia, krew mi leci". Byłam przerażona. Krwotok był ogromny. Ale nie zemdlałam, tylko zaczęłam działać. Położyłam mamę na podłodze, następnie zadzwoniłam po karetkę, po brata mamy, który mieszkał niedaleko, oraz do męża. Gdy czekałam na pomoc, myślałam, że to moje ostatnie chwile z mamą, ale nie chciałam przy niej płakać. Gdy przyszedł wuj, zastąpił mnie i uciskał mamie ranę, ja tymczasem pobiegłam, by poczekać na karetkę i wskazać im drogę.
Ekipa ratunkowa zabrała mamę do szpitala, z mężem pojechaliśmy za nimi. Mnóstwo myśli kłębiło się w mojej głowie, nie wiedziałam, co się z moją mamą dzieje. Maleństwo chyba czuło, że dzieje się coś niepokojącego, bo wierciło się i kopało.
W szpitalu powiedzieli mi, że w ranie rakowej pękło mamie naczynko i dlatego miał krwotok. Kazali mamę zabrać do domu. W nocy znowu mama zaczęła krwawić. Tym razem zatrzymali mamę w szpitalu.
Wiedziałam, że w moim stanie nie dam rady sama opiekować się mamą. Potrzebowałam pomocy. Zadzwoniłam do hospicjum. Udało się załatwić miejsce.
Przy mamie starałam się zachować spokój, natomiast w domu płakałam. Miałam nadzieję, że rana się zagoi i mama będzie mogła wrócić do domu. Oszukiwałam się... Cały dniami przy niej siedziałam.

separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?