Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Prawdziwe historie: To był megawysiłek

| 24.11.2014, aktualizacja: 24.11.2014 | 0

Męczyłam się prawie 18 godzin (choć tak naprawdę silne bóle trwały 20 godzin). Łożysko z masywnymi złogami, z blizną po odklejeniu, dziecko owinięte pępowiną. Aż strach pomyśleć, co by było, gdybym została za granicą. Oto historia Karoliny.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(14)
konkurs prawdziwe historie ciążowo-porodowe
fot. Karolina/archiwum domowe
W ciążę zaszłam po 2,5 miesiąca pobytu za granicą. Mieliśmy tam pracować, mieszkać, zacząć inne życie...  Niestety opieka służby zdrowia była kiepska, krwawienia w ciąży ignorowano i zalecano brać na wszystko paracetamol, nawet lekarz zignorował mnie, mówiąc, że to naturalna selekcja i jak chcę, to mogę nawet usunąć ciążę! 
 

Dwa razy wracałam do Polski na badania

To polski lekarz przepisał leki rozkurczowe, luteinę i magnez. Pamiętam, gdy pierwszy raz zobaczyłam bijące serduszko, gdy później patrzyłam na machające nóżki i rączki. Cudowne uczucie... w szczególności ruchy bobaska w brzuchu. Nagrałam mnóstwo filmików. Dwa miesiące przed porodem przeszłam na urlop wypoczynkowy i od razu na macierzyński. Wróciliśmy do Polski. Chciałam rodzić w szpitalu, w którym kiedyś pracowałam. Zapisaliśmy się z narzeczonym do szkoły rodzenia. Poczułam się pewniej, choć strach przed porodem nasilał się wieczorami. Okazało się, że łożysko ma masywne złogi, ale lekarz orzekł, że można poczekać do terminu. Bałam się, choć zaufałam tej decyzji. 
 

Zaczęłam krwawić 

Krwawienie pojawiło się dwa dni po terminie o czwartej rano. Pojechaliśmy na KTG – zero skurczów (miałam tak na każdym badaniu KTG mimo, że w domu zwijałam się z bólu już drugi tydzień), zero rozwarcia. Odesłano mnie do domu. Pojechaliśmy w odwiedziny do znajomej, tam leżałam na kanapie, dziwnie zmęczona, poddenerwowana. Wróciliśmy do domu, na podwórku mnóstwo gości – imieniny mojej mamy. Mimo, że byłam głodna, odruchowo nic nie jadłam, tylko piłam wodę. Od osiemnastej rozbolał mnie brzuch. Nie mogłam znaleźć sobie miejsca, robiłam zdjęcia gościom, patrzyłam jak jedzą, jak się bawią, pogoda była piękna. O dwudziestej skurcze pojawiały się co pięć minut i gdyby nie dziwny niepokój, wytrzymałabym kolejną noc.
 

Chcę jechać do szpitala

Poprosiłam narzeczonego, żeby mnie zawiózł do szpitala. Mówiłam, że coś jest nie tak, że czuję strach, skurcze są coraz boleśniejsze. Nie ustawały. W samochodzie czułam, że są naprawdę silne. Na porodówce ledwo się ubrałam, weszłam na salę, położyłam się na łóżko.... Brak rozwarcia. Ciągłe skurcze. Położna zaprowadziła mnie do łazienki (lewatywa), ból zaczał obejmować kręgosłup. Narzeczony patrzył w monitor KTG, przed każdym skurczem mnie ostrzegał, mówił - oddychaj,  brzuch do góry, wypuszczamy powietrze, oddychaj. Kolejne badania szyjki macicy.
 

Brak rozwarcia...  

Skurcze, silne uczucie parcia na mocz. Nagle na podłogę spływa kałuża. – Przepraszam, nie wytrzymałam, nie dałam rady z bólu – powtarzałam zawstydzona. – Odeszły pani wody! Pomyślałam, że za chwilę wszystko się zacznie i skończy. Bardzo się myliłam. Była dwudziesta druga. Najpierw położna, potem lekarz sprawdzali rozwarcie. Nic, zero, szyjka twarda, a siła skurczów maksymalna. Ciągle słyszę – Zaczyna się, oddychaj, wdech, wydech. Łyk wody po każdym skurczu, w gardle sucho jak na pustyni. Zaczynam słabnąć, lekarz oznajmia – Strasznie Pani cierpi, to widać na ktg. Wydaje polecenia, położna, zakłada wkłucie, zaczynają podawać leki. 

separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?