Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Prawdziwe historie: Narodziny to cud

| 15.05.2014, aktualizacja: 27.05.2014 | 0

Dwie całkiem inne ciąże, dwa zupełnie odmienne porody. Te same emocje. Przeczytajcie opowieść Magdaleny Mrozek, mamy Igora i Olafa

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(3)
fot. archiwum domowe

Pierwszego syna, Igora, Magda urodziła siedem lat temu. W  Anglii. Miała  23 lata i gdyby nie rosnący brzuch, nie wiedziałaby, że jest w ciąży. Jedynym problemem, jaki miała,  była tęsknota za mamą. Poród trwał trzy godziny. Rodziła bez bólu, krzyku i łez. Dziesięć godzin później pokazywała synka świeżo upieczonej babci przez Skypa. Byli już w domu.  
Bardzo chciała kolejnego dziecka, ale jej życie skomplikowało się tak bardzo, że dopiero po sześciu latach, przeprowadzce do Polski i poznaniu obecnego męża, Szymka, mogła znów doświadczyć cudu narodzin.

Oto jej historia:


Druga ciąża była całkiem inna niż pierwsza. Spędziłam ją, wymiotując, masując obolałe stopy i kulając się z nogi na nogę. Hormony szalały jak przy połączeniu menopauzy z PMS. Byłam wredna, zła i  chronicznie zmęczona. Aż do dnia porodu.

Przeczytaj także: Druga ciąża jest inna - czego się spodziewać?

17 listopada

14:45 Leżymy z mężem i synkiem na kanapie. Igor ogląda bajki, ja przysypiam. Nagle czuję, że coś pęka w moim brzuchu. Zrywam się z łóżka: „Wody mi odeszły! Chciałaś babo, żeby było jak na filmie, to masz!”.

15:00 Stoję na wszystkich ręcznikach, jakie były pod ręką. Leje się ze mnie jak z cebra bez dna. Igor patrzy to na mnie, to na kreskówkę. Szymek biegnie do bankomatu po pieniądze na taksówkę. Dzwonię do opiekunki, by przyszła zająć się moim synem, zanim dojedzie mama. Obieram ziemniaki, żeby mały zdążył zjeść obiad. Skurcze nie do wytrzymania. Nie co pięć minut, nie co trzy... Co minutę.

15:15 Czuję skurcze parte! Wbijam zęby w futrynę. Opiekunka już jest. Kładę się na kanapie i zdaję sobie sprawę, że taksówką nigdzie nie dojadę. Opiekunka dzwoni na pogotowie i do mojego chłopa. Traci zasięg. Po chwili telefon: to dyżurny pogotowia z pytaniem o adres. Krzyczę z drugiego pokoju, żeby się pośpieszył, bo czoło mojego dziecka jest już chyba na zewnątrz.

15:25 Przyjeżdża pogotowie. Pielęgniarka i pielęgniarz. Patrzą na mnie i gdybają, czy jest jeszcze sens wieźć mnie do szpitala. Moja mina musi być przewredna, bo pielęgniarz szybko rzuca, że poród to on widział tylko raz, w telewizji. Sadzają mnie na krześle i pakują do windy. Zastanawiam się, czy głowa mojego dziecka nie zostanie wciśnięta do środka.

15:36 Trasę, którą tramwajem pokonuję w 45 minut, karetka przejeżdża w sześć. Przeklinam, a potem przepraszam. Wyciągają mnie z karetki i widzę słońce: łysinę mojego męża. Nie ma czasu jechać na porodówkę, wjeżdżamy więc na izbę przyjęć. Nie ma czasu nawet na to, by przenieść mnie z noszy na kozetkę. Skurcze co 30 sekund. Przed oczami mam całe swoje życie, między nogami własnego chłopa
i obcą babę, a w głowie myśl: „Czy wyłączyłam ziemniaki?”.
Krzyczę, by, broń Boże, nie nacinano mi krocza i błagam, by wyciągnięto ze mnie dziecko, bo nie mam już sił, a w ogóle to idę do domu.

16:02 Leży i patrzy na mnie trzyipółkilogramowe stworzenie. Czekamy aż pępowina przestanie pulsować .„Rudy?” – pytam. „Nie, blondynek”. Czyli chłopak. Uff!
Mąż z dumy całuje salowe stojące w drzwiach. Patrzę na Olafa. Układam sobie nasze wspólne życie we czwórkę. I szepczę synkowi do ucha, że w domu czeka na niego starszy brat.

Szczęście

Mam teraz rodzinę, o której marzyłam: starszego syna, Igora, wspaniałego męża, który pomógł mi stworzyć dla niego prawdziwy dom, i Olafa – drugiego syna, na którego musiałam czekać sześć długich, niełatwych lat. Gdy w niedzielny poranek budzę się koło trzech mężczyzn, powtarzam sobie zawsze, że nie mogło mnie spotkać większe szczęście.

Matka Wygodna

Prowadzę blog „Matka Wygodna też człowiek” (matkawygodna.pl). To blog szczęśliwej mamy, która dbając o dzieci, nie zapomina o sobie. Piszę o wielu rzeczach. Także o tym, że każde narodziny, nawet te najbardziej traumatyczne dla kobiety, to cud. Nieważne czy (jeśli w ogóle) urodzę swoje trzecie dziecko na polu kukurydzy, w windzie, na straganie czy może w autobusie. Będzie pachniało tak samo, a moje serce znów urośnie. 

 
Chcesz nam opowiedzieć o swojej ciąży? Albo o trudnym/łatwym/niezwykłym porodzie?  Czekamy na ciążowe wspomnienia. Najciekawsze opublikujemy na łamach „Mamo to ja ”  Pisz na  adres bturska@edipresse.pl
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?