Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Prawdziwe historie: nie staraliśmy się o dziecko. My o nie walczyliśmy 5 lat

| 15.04.2015, aktualizacja: 22.04.2015 | 0

Mój wywiad medyczny najlepiej obrazuje naszą walkę o dziecko. Liczba ciąż: 4, liczba porodów: 1. Przeczytaj historię Iwony.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
dłoń noworodka, dłoń niemowlaka, dłoń
fot. © pica82 - Fotolia.com
W mojej historii nawet nie mogę powiedzieć, że o dziecko starliśmy się pięć lat, my o nie przez te pięć lat walczyliśmy – wytrwale, żarliwie i do skutku. Poroniłam trzykrotnie w pierwszym trymestrze ciąży, na przestrzeni trzech lat. Przez ten czas mój kalendarz z zapiskami miał jedno smutne hasło przewodnie: „w moim sercu pozostanie na zawsze, moje kilka centymetrów miłości”.  Po każdej utracie dziecka, miałam chwilę zwątpienia, łzy wypierały nadzieję, ból przygniatał wiarę, ale za każdym razem mimo to nie poddawałam się.
 
 

Nie wiem skąd brałam siłę na kolejny krok

Odwiedziłam wielu lekarzy, zrobiłam liczne badania, usłyszałam różne diagnozy, przyjmowałam  wiele leków, wszystko po to by dowiedzieć się odwiecznej prawdy: „wiem, że nic nie wiem”. Postanowiłam podjąć czwartą próbę, w rozmowie z samą sobą przekonałam siebie, że ze względów zdrowotnych i mojego stanu emocjonalnego, będzie to próba ostatnia. Uzbrojona w wiedzę wynikającą z poprzednich doświadczeń zarówno moich, jak i innych osób mających ten sam problem znalazłam lekarza, który pomógł mi w moim oczekiwaniu na cud. Który słuchał także mojego głosu, który nie bał się zaryzykować odpowiednich działań medycznych w stosunku do mnie.

Polecamy: Jakie badania zrobić po poronieniu?
 

Gdybym wierzyła w … „do trzech razy sztuka” nie miałabym dziecka

W październiku 2013  roku 5 tygodni przed terminem, nagle w zupełnie niezapowiedziany sposób postanowił przyjść na świat mój syn. Poród miał dramatyczny przebieg. Rutynowe badanie KTG wykazało wahania tętna u dziecka. Podczas testu z oksytocyny, wykonywanego na porodówce tętno dziecka spadło do zera. Sądziliśmy z mężem, że popsuła się aparatura, odłączył się kabel. Nagle zbiegło się kilku lekarzy, którzy w pośpiechu potykali się o siebie. Położna kazała mi się obracać z boku na bok, sądząc że dziecko zaplątało się w pępowinę. Wszystko trwało sekundy. Męża wyproszono za drzwi, mi kazano biec przez porodówkę na salę operacyjną, w biegu zdjęto mi ubranie. Po 10 minutach, zdziwionego i zatrwożonego męża poproszono o ubranko dla noworodka. „Jakie ubranko!? Jakiego noworodka?!” Zdarzył się cud narodzin. Nasz syn był już wówczas na świecie, cały i zdrowy. Dostał  10 punktów w skali Apgar. Najwyraźniej nie mógł się już doczekać, żeby zobaczyć, do kogo należy głos, który tyle do niego mówił przez ostatnie dni.
 

Mój synek, to mój prywatny cud

Mój syn dziś ma półtora roku, jest zdrowym, radosnym dzieckiem – moim prywatnym cudem, który miał się nie wydarzyć. Jest wynikiem naszych pragnień, wiary, determinacji i osiągnięć medycyny. Gdy na niego patrzę i widzę jaki jest mądry i silny, wiem że tkwi w nim siła trzech poprzednich istnień, które były z nami tylko przez chwilę.
Drogie przyszłe mamy nie traćcie nadziei, nie poddawajcie się, badajcie się, zdobywajcie wiedzę i walczcie o swoje szczęście!
Czytaj też: Ciąża po poronieniu.

Praca nadesłana przez Iwonę Różycką na konkurs: Udało się! jesteśmy rodzicami!
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?