Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Prawdziwe historie: pięć kichnięć na szczęście

| 11.12.2014, aktualizacja: 11.12.2014 | 0

W trakcie porodu okazało się, że nie mogę rodzić naturalnie, bo mam dysproporcję matczyno-płodową. Zastanawiałam się, co to znaczy. Przeczytaj historię Alicji.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(9)
Znieczulenie zewnątrzoponowe sprawdzi się, gdy boisz się bólu
fot. RF
Termin porodu miałam wyznaczony na 17 października i dokładnie tego dnia wieczorem zaczęłam liczyć skurcze. Stawały się regularne, najpierw co pół godziny, później pojawiały się coraz częściej. Były też coraz mocniejsze. Gdy w końcu pojawiały się co 10 minut, poszłam pod prysznic, by się trochę uspokoić i zrelaksować.
Przygotowałam się psychicznie i zakomunikowałam mamie oraz ukochanemu, że to już! Ubrałam się, Łukasz – mój partner – chwycił za torbę, a mama zamknęła mieszkanie. Dojechaliśmy do szpitala dojechaliśmy w ciągu 5 minut.

Chyba będę rodzić

Na izbie przyjęć zapytano mnie, w jakim celu przyjechałam. Z przejęcia wydukałam: "Chyba na poród". Zabrzmiało to trochę zgryźliwie, ale nie taki był mój zamiar. Po prostu trudno było mi przyjąć do wiadomości, że to właśnie dziś mam urodzić.
Wypełniłam sporo papierków. Następnie przyszła położna, by zrobić mi badanie KTG. Kazano mi się przebrać  w koszulę nocną i pantofle. Pojechaliśmy we czwórkę na oddział położniczy. Położna, a potem lekarz dyżurujący, zbadali mnie i oświadczyli nam, że rozwarcie jest na 3 cm. Ich zdaniem powinnam urodzić w ciągu doby!
Mama z ukochanym pojechali do domu (było po 22.00); nie zdecydowaliśmy się na poród rodzinny. Położna przychodziła do mnie co pół godziny, pytając, co ile mam skurcze, sprawdzając rozwarcie itp. Około godziny 1.00 w nocy podeszłam do dyżurki mówiąc, że bardzo mnie boli... Kucnęłam, bo tak było mi lepiej.

Na sali porodowej

W końcu poszłyśmy na salę porodową. Położyłam się na łóżko, podpięto mnie pod KTG.  Nie mogłam uwierzyć, że tu jestem i że rodzę! Miła położna wytłumaczyła mi, kiedy i jak przeć. Przyznam, że z początku nie było to łatwe. Co jakiś czas przychodził lekarz i sprawdzał rozwarcie oraz przez kilka minut obserwował akcję porodową. Około godziny 7.00, kiedy położne się zmieniały, miałam już pełne rozwarcie i silne skurcze, ale nie na tyle mocne, bym mogła przeć. Dostałam kroplówkę, która miała mi w tym pomóc. Nie miałam już sił, położna mówiła, że widać główkę, że brakuje dosłownie 3 cm, by dziecko wyszło na świat. Lekarz sprawdził, dlaczego mam problem z urodzeniem dziecka. Okazało się, że miałam za słabe skurcze i "dysproporcję matczyno-płodową" – synek był za duży na moją wąską miednicę.

Cesarskie cięcie

Zarządzono cesarskie cięcie. Gdy przenoszono mnie, na inne łóżko, zaczęły się skurcze parte. Bardzo silne! Nie wiedziałam, co robić! Położna zabroniła przeć, a ja nie mogłam się opanować! Zacisnęłam nogi i zamknęłam oczy myśląc, że już za niedługo będzie po wszystkim. Obie przyszłe babcie wraz z narzeczonym znaleźli się na korytarzu, choć do nich nie dzwoniłam (bo kiedy?!).
Gdy znalazłam się na sali, anestezjolog poprosił, abym się nie ruszała. Strasznie drżałam, nie potrafiłam się uspokoić. Kilka osób mnie przytrzymało w pozycji embrionalnej, dostałam zastrzyk w rękę i dwa w kręgosłup, ułożono mnie na leżąco. Kiedy już nic nie czułam od pasa w dół, zasłonięto kurtynką brzuszek i zaczęło się. Niewiele z tego pamiętam, co chwilę przysypiałam, ale to co najważniejsze zapamiętałam.

Kichnięcia na szczęście

Instrumentariuszka obok mnie powiedziała, że już wyjęli synka i że jest duży! Czekałam na płacz... Cisza. Nagle słyszę kichanie! Mój synek wydał z siebie salwę pięciu kichnięć i dopiero po chwili zapłakał.
Ja też się popłakałam, łzy mi leciały strumieniami! Wytarli mu buźkę i kazali mi go wycałować! Całowałam go po całej twarzy. Potem zasnęłam...
Przebudziłam się gdy mnie wieźli korytarzem na salę poporodową. Zobaczyłam moją mamę, teściową i Łukasza, wszyscy szczęśliwi i zadowoleni. Po kilku minutach odwiedzili mnie na sali, Łukasz powiedział, że był przy mierzeniu i ważeniu. Po chwili położna przywiozła naszego synka. Był czerwony i pomarszczony, nie mógł otworzyć spuchniętych oczek, ale niemal od razu dorwał się do piersi! To było najpiękniejsze uczucie jakie przeżyłam! Cieplutki, mięciutki mały syneczek. Część mnie. Cud natury. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia.

Praca nadesłana przez Alicję Goc na konkurs "Prawdziwe historie ciążowo-porodowe" (edycja grudniowa).
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?