Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Prawdziwe historie: między mną a teściami ciągle iskrzyło

| 25.04.2015, aktualizacja: 29.04.2015 | 0

Anita i jej mąż mieszkali z teściami, bo tak było wygodniej, mogli odkładać na własny dom. Tylko czy tak było dla nich lepiej? Przeczytaj, jak skończyła się ta historia.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(3)
rodzina, dom, prawdziwe historie, starania o dziecko
fot. Fotolia

Moja historia zaczęła się, gdy miałam 17 lat. Wtedy poznałam mojego przyszłego męża. Po 4 latach spotykania się, wzięliśmy ślub. Wszystko było jak z bajki, młodzi, szczęśliwi, kochający się, zabezpieczeni finansowo (mąż odziedziczył firmę po ojcu, ja na stanowisku pomocy księgowej w dużej firmie). Każdego roku jeździliśmy na wakacje. Wypady weekendowe z przyjaciółmi. Wszystko układało się dobrze. No może nie wszystko, wciąż mieszkaliśmy z teściami i nie zawsze bywało kolorowo. Często dochodziło między mną, a nimi do konfliktów. A to, że za późno wracam do domu, a to, że ciągle nas nie ma, że kiedyś jak mnie nie było ich ukochany synek był non stop przy nich. Teściowa wszczynała kłótnie z byle powodu, no ale cóż... Chcieliśmy z nimi trochę pomieszkać, odłożyć trochę pieniędzy i pójść na swoje. Konflikt się nasilał, choć my nadal świata poza sobą nie widzieliśmy. Teraz dopiero muszę przyznać, iż stałam się trochę bardziej nerwową osobą. Stres w pracy (zmiana prezesa) i stres w domu odbiły się na naszym dalszym wspólnym życiu.
Poznaj: Sposoby na trudną teściową

Stres a ciąża

Niespodziewanie los zadecydował o tym, abym zwolniła tempo, zajęła się domem, mężem, abyśmy stali się prawdziwą rodziną. Kiedy rano, robiąc test ciążowy, zobaczyłam 2 kreski, nie mogłam powstrzymać łez. To były łzy szczęścia. Byliśmy tacy zadowoleni. Mąż mówił mi wtedy, że nawet te miliony w totka nigdy w życiu by go tak nie uszczęśliwiły. Lecz nie było nam dane długo cieszyć się tym stanem. Stres, płacz, kłótnie w domu w pracy wygrały. Wygrały z moją silną osobą. Gdy dowiedziałam się, że straciłam to, co najpiękniejsze, serce zaczęło mi krwawić. Nie mogłam się pozbierać. Wrócić do życia, które wiodłam kiedyś. Lekarz  mi mówił: „Niech pani poczeka, zajdzie pani w jedną ciążę, potem drugą, wszystko będzie dobrze, urodzi pani piękne i zdrowe dzieci”. Nie słuchałam. Myślałam sobie: skąd on może wiedzieć, co to znaczy stracić dzieciątko, skoro jest tylko facetem. Ból był straszny. Zwłaszcza, gdy po zabiegu, położyli mnie na patologii ciąży, gdzie przebywały kobiety z brzuszkami. Łzy same płynęły mi po policzkach. Pytałam wtedy: dlaczego ja? Za jakie grzechy? Czy naprawdę jestem takim złym człowiekiem, aby mnie tak karać?
Sprawdź: Jakie badania zrobić po poronieniu?

Jak dalej żyć po poronieniu?

Po wyjściu ze szpitala, wszyscy wokół mnie skakali. Nawet ta znienawidzona teściowa. Wzięłam urlop w pracy, mąż również, lecz wtedy nie chciałam z nim rozmawiać, nie chciałam, aby ze mną przebywał, chciałam być sama. Tak przesiedziałam tydzień, dwa, aż w końcu musiałam iść do pracy. A tam tylko pytania: „Dlaczego cię nie było?”, „Coś się stało?”, „Może chorujesz?”. Miałam dość tych pytań, a potem wręcz rzuciłam się w wir pracy. Robiłam wszystko, nawet ponad siły. W domu nic się nie układało. Z mężem nie było już tak, jak kiedyś, a reszta? Hmmm... Nie chciałam ich widzieć. To trwało 2 lata. Tylko praca i praca. Wyjazdy służbowe. Oddaliliśmy się z mężem od siebie.

Nowa nadzieja

I wtedy znowu los nas zaskoczył. Tak niespodziewanie, wspaniale. Poczułam się jak przedtem. Znowu dwie kreski. Huraaa. Poszliśmy do lekarza. Byłam przeszczęśliwa i w myślach obiecałam sobie, że teraz już nic i nikt nie zniszczy naszego szczęścia. Przecież o marzenia warto walczyć. Byłam na zwolnieniu lekarskim. Wyprowadziliśmy się od teściów. Kupiliśmy dom. Wprawdzie do remontu, ale nasz własny. Mąż też był częściej w domu. Mimo tego, że strasznie musiałam się pilnować w ciąży, gdyż była zagrożona. Donosiłam ją i urodziłam zdrową, i strasznie podobną do tatusia, córeczkę. Wtedy poczułam się spełniona. Po urlopie macierzyńskim szef nie przedłużył mi umowy, wypierał się redukcją etatów, choć wiem, że chodziło o młodą matkę z dzieckiem. Że co to za pracownik, że mniej wydajny. Dziś nie żałuję. Zmieniliśmy otoczenie. Żyjemy już tak ponad 3 lata we trójkę i dobrze nam z tym. No przepraszam, we czwórkę, bo niedługo nasza córeczka będzie miała braciszka :-)

Praca nadesłana przez Anitę Rutkowską na konkurs: Udało się! Jesteśmy rodzicami!
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?