Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Prawdziwe historie: w naszym domu było za cicho i brakowało porozrzucanych zabawek

| 08.04.2015, aktualizacja: 28.04.2015 | 0

Miałam już poukładane życie: partnera, pracę, dom. Jednak odczuwałam pustkę związaną z brakiem porozrzucanych w salonie zabawek i nadmierną ciszą. Poznaj historię Marzeny.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(2)

Moje starania o „bycie mamą” pojawiły się już w pierwszym związku małżeńskim. W tamtym okresie z mężem próbowaliśmy dwa lata. Bez powodzenia. Teraz jak na to patrzę, myślę sobie, że widocznie tak miało być. Jednak w tamtej chwili obwiniałam siebie, myślałam że jestem bezpłodna. Badań nie robiliśmy, bo nie zdążyliśmy, ponieważ rozwiedliśmy się. W moim kolejnym związku (obecnym) nie wiedziałam czy podejmę się próby zostania matką. Dlaczego? Mój partner jest starszy ode mnie o 25 lat i w rodzinie genetycznie występuje mukowiscydoza. Do tego mój partner miał wypadek i ledwo co przeżył. Teraz jest kaleką. Doskonale wiedział, że chciałabym mieć dziecko, lecz ja nigdy w tym temacie nie naciskałam. Kiedy wybudowaliśmy dom, brakowało w nim: „kolorowych zabawek, pomazanych ścian, leżących klocków pod nogami i było w nim zdecydowanie za cicho”.


Czytaj też: Negatywny test ciążowy: jak przez to przejść?

Pierwsza zaczęłam temat o dziecku

Podjęłam próbę rozmowy i okazało się, że mój partner tylko na to czekał. Niestety, nasze próby „zostania rodzicami” nie były łatwe. Test ciągle pokazywał tylko jedną kreseczkę. Wtedy pomyślałam, że jestem bezpłodna. Jednak nikomu nic nie mówiłam. Dusiłam to w sobie. Aż pewnego dnia jadąc do pracy rozpłakałam się w samochodzie myśląc, że jestem bezpłodna. Wieczorem słyszałam jak mój partner rozmawiał przez telefon z moją mamą o moim załamaniu. Za dwa tygodnie zrobiłam test i pokazały się dwie kreseczki. O losie jaka byłam szczęśliwa, ale nikomu nic nie powiedziałam. O 6:30 rano obudziłam moją przyjaciółkę dzieląc się z nią tą szczęśliwą wiadomością. Nikomu więcej nie powiedziałam. Siedziałam i dusiłam w sobie tą cudowną wiadomość. Następnego dnia już byłam na wizycie u ginekologa. Potwierdził pęcherzyk ciążowy.

Z wieścią o ciąży czekałam do walentynek

Nadal jedyną osobą której powiedziałam o tym, że jestem w ciąży była moja przyjaciółka. Drugiej połówce chciałam tą wiadomość przekazać w walentynki. Choć do nich było tylko 2 dni dłużyło mi się okropnie. Kupiłam małe buciki i rano w Dniu Świętego Walentego do łóżka przyniosłam mu malutką torebeczkę z zielonymi bucikami. Wryło go. Na kolejną wizytę u ginekologa byłam zapisana za dwa tygodnie, gdyż na samym początku ciąży zachorowałam. Miałam okropny kaszel. Ta kolejna wizyta była jedną z najgorszych wizyt. Lekarz potraktował mnie zimno i nawet nie założył karty ciąży, argumentując, że to pęcherzyk ciążowy a ja jestem w takim stanie że ...... i zamilkł. Nie pamiętam drogi od lekarza do miejsca pracy. Wiem tylko że całą drogę przepłakałam. To było straszne. Ciągłe wymiotowałam i kaszlałam. Kaszel pobudzał wymioty a wymioty nasilały kaszel. Nie wiedziałam co robić.

Polecamy: Zrób badania genetyczne jeszcze przed ciążą

W ciąży najbardziej bałam się badań genetycznych

Udałam się jeszcze raz do lekarza (niestety tego samego). Położna w rejestracji zdziwiła się, że jeszcze nie dostałam skierowania na badania i nie mam karty ciąży a to 11. tydzień. Lekarz powiedział, że do 12. tygodnia to wszystko się może zdarzyć. Znowu się popłakałam. Poszukałam innego lekarza, który prowadził mnie do rozwiązania. Zupełnie inne nastawienie do pacjenta. Nowy prowadzący lekarz skierował mnie na wszystkie szczegółowe badania. Tu również przeżywaliśmy grozę. Do czasu wyników z genetyki. Kiedy wchodziłam do gabinetu nogi miałam jak z waty. Jednak pani doktor miała dla mnie dobre wieści. Powiedziała że córeczka nie będzie chora na mukowiscydozę, ale może być nosicielem. Popłakaliśmy się ze szczęścia w gabinecie. Zapomniałam dodać, że przy pierwszej wizycie pani doktor zadała pytanie, którego nigdy nie zapomnę : „Jeżeli wyniki będą wskazywały, że dziecko będzie chore na mukowiscydozę, to czy zdecyduje się urodzić”? Wtedy czas się zatrzymał, nawet nie słyszałam hałasu na korytarzu w szpitalu. Odpowiedziałam, że urodzę. Przecież straszono mnie zespołem downa, z uwagi na wiek partnera. Wiedziałam jakie jest ryzyko podejmując się założenia rodziny z dużo starszym partnerem. Nie robiliśmy badań genetycznych przed planowaniem dziecka, mimo że mogliśmy. To lekarz prowadzący nas skierował.

Moja córka, to cały mój świat

Ciąża przebiegała prawidłowo, oprócz tego, że miałam nudności. Planowałam rodzić naturalnie, ale w końcu przez inne ułożenie płodu miałam cięcie cesarskie. Nogi miałam okropnie opuchnięte, przytyłam 30 kg. Do dzisiaj walczę z 10 kg nadwagi. Ale najważniejsze, że Anka urodziła się zdrową, silną dziewczynką. Za kilka dni skończy 18 miesięcy. Najczęstsze słowo, które wymawia to mama. A ja świata poza nią nie widzę.

Praca nadesłana przez Marzenę Gostomczyk na konkurs: Udało się! Jesteśmy rodzicami!

separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?