Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Prawdziwe historie: Zosia Samosia

| 27.05.2014, aktualizacja: 27.05.2014 | 0

Nie chciałam, by przy porodzie był mąż. Nie przypuszczałam jednak, że pojadę do szpitala samodzielnie, a wcześniej... sama odśnieżę samochód – o swoim porodzie opowiada Ewelina Milik, mama ślicznej Luśki.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(2)
Prawdziwe historie: Ewelina Malik z dzieckiem
fot. archiwum domowe

Oto historia Eweliny Milik:

Była środa, 19 grudnia – przypuszczalny termin porodu. Poranne skurcze przepowiadające szybko minęły i nic nie wskazywało na to, że lada moment urodzę córeczkę. 
Mąż był w delegacji, a ja z utęsknieniem czekałam na jego powrót. Powtarzałam w myślach „Byle do jutra, córeczko! Poczekaj do jutra!”. Nie chciałam, by mąż był przy porodzie, ale nie chciałam także jechać do szpitala sama!
Nie chcąc wywoływać wilka z lasu, nie patrzyłam w stronę spakowanej torby. Jedyne, co mnie niepokoiło, to brak apetytu. Zjadłam batonika, pod wieczór wmusiłam w siebie pieczone ziemniaki, ale jakoś wcale mnie do kuchni nie ciągnęło. To dziwne, bo jestem wielkim łakomczuchem.
Paskudnie oblodzone chodniki trzymały mnie w domu, do tego padał śnieg. Wykąpałam się, posprzątałam trochę w mieszkaniu, wyszłam z psami. Całe popołudnie spędziłam pod kocem, pochłaniając kolejną książkę, słuchając radia i myśląc o przygotowaniach do świąt. Coś mi mówiło, że spędzę je w szpitalnej sali...

Polecamy: Kalkulator terminu porodu

 
Co się dzieje?

Czułam się dziwnie, ale to wcale nie było najgorsze. Mała się nie ruszała! Próbowałam ją  sprowokować do ruchu, ale bez skutku: dziecko ani drgnęło. A przecież to była pora, kiedy lubiło rozrabiać...
Postanowiłam na wszelki wypadek pojechać do szpitala. Chciałam sprawdzić, co się dzieje. Ze strachu miałam spocone dłonie. Odśnieżyłam samochód, zapakowałam do niego szpitalną torbę. „Niech sobie tam leży, po co potem w pośpiechu z nią biegać?” – myślałam.
Do szpitala dojechałam dziesięć minut po północy. W izbie przyjęć przesiedziałam ponad 40 minut, a to wysyłając SMS-y, a to przeglądając Facebooka. W końcu się mną zajęto.

 Zaczyna się!

Do domu już nie wróciłam. Okazało się, że mam całkiem mocne skurcze, a rozwarcie ma już trzy centymetry. „Matko droga, to jeszcze siedem centymetrów do końca! Trzeba było siedzieć w domu i czekać, aż zacznie się na dobre!” – myślałam. Mamy postanowiłam nie budzić. Jest położną w innym mieście, nazajutrz miała mieć dyżur. Po co ma się tłuc po nocy dwieście kilometrów?

Przeczytaj także: Co to za skurcze?


 Nuda na porodówce

Byłam sama na sali porodowej. Nudziło mi się: czytałam książkę, bawiłam się telefonem... A minuty jak zaklęte mijały baaardzo wolno. Mogłam sobie wybrać sposób rodzenia: wanna, drabinki, worek sako, piłka, jednak w pewnym momencie położna wepchnęła mnie na łóżko i tam już zostałam.
Wysuwający się dysk, dał mi się we znaki, chyba bardziej niż sam poród.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?