Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Przewiewne gatki zamiast in vitro. Co wiemy o Narodowym Programie Prokreacyjnym?

| 22.01.2016, aktualizacja: 27.01.2016 | 2

Męskie obcisłe majtki mogą powodować niepłodność i dlatego właśnie m.in. z nimi chce walczyć Ministerstwo Zdrowia. Czy jednak przewiew we wiadomej okolicy będzie tak skuteczny jak in vitro?

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(2)
Narodowy program prokreacyjny dla par
fot. Fotolia
Jeszcze tylko do lipca 2016 r. trwa program refundacji in vitro dla par leczących niepłodność. Program, który w ciągu dwóch lat, zaowocował narodzinami 3,5 tys. dzieci, od dwóch miesięcy jest wygaszany. W zamian za niego politycy zapowiadają Narodowy Program Prokreacyjny. To brzmi dumnie! A na czym polega? 

Naprotechnologia i ulotki o obcisłych majtkach

Zapowiadamy program prokreacyjny ma stać na dwóch nogach. Pierwszą będzie profilaktyka niepłodności i edukacja, skierowana głównie do chłopców i młodych mężczyzn. Ministerstwo zdrowia wyjaśnia, że problem męskiej płodności jest bagatelizowany przez samych zainteresowanych i nie mają wiedzy m.in. na temat stylu życia chroniącego potencjał rozrodczy człowieka. Wielu mężczyzn np. nie zdaje sobie sprawy, że noszenie obcisłej bielizny, stres, palenie papierosów może wpłynąć na jakość ich nasienia i potem – na kłopoty z płodzeniem potomka. W ramach edukowania będą tworzone m.in. poradnie andrologiczne, zapowiadane są też kampanie edukacyjne: spoty reklamowe i ulotki do szkół i uczelni.
Wspaniale! Tylko co z tymi mężczyznami, którzy o przyczynach niepłodności wiedzą dużo – a i tak są bezpłodni? Właśnie do nich – dorosłych, świadomych, walczących od lat o dziecko – był skierowany Program in vitro. Na razie w Narodowym Programie Prokreacyjnym nie ma o nich mowy.

Bo chociaż drugą nóżką programu będzie leczenie niepłodności – to tutaj założenia są jeszcze bardzo mgliste. Ministerstwo zdrowia planuje utworzenie klinik referencyjnych i dofinansowanie sprzętu do diagnostyki i leczenia niepłodności. Przedstawiciele ministerstwa zapewniają: „Kliniki będą stosowały uznane na świecie metody diagnostyczne i terapeutyczne. Wdrożone zostaną te technologie, które są uzasadnione klinicznie”.
Co to jednak będą za metody diagnostyczne? Jakie technologie? Nie wiadomo, jednak już w grudniu 2015 r. Minister Zdrowia, Konstanty Radziwiłł, zapowiadał, że nowy program leczenia bezpłodności będzie oparty na naprotechnologii, ze względu na to, że ta metoda, w przeciwieństwie od in vitro, u nikogo nie budzi emocji etycznych.

Co to jest ta naprotechologia?

Ta naukowo brzmiąca metoda oznacza po prostu uważną obserwację cyklu owulacyjnego kobiety (codzienne mierzenie temperatury, obserwację śluzu z pochwy, badania hormonalne), po to, by precyzyjnie wyznaczyć dzień poczęcia dziecka. Nie można jednak traktować jej jako alternatywy do in vitro, bo te dwie metody są skierowane do zupełnie innych grup ludzi: 
–  Naprotechnologia jest adresowana do pacjentów, których niepłodność jest uleczalna i daje się korygować medycznie, czyli do ok. 40 proc. niepłodnych par – tłumaczył w TVN24 prof. Marian Szamatowicz, specjalista w dziedzinie ginekologii i położnictwa. Na pewno jednak naprotechnologia nie zadziała, jeśli przyczyną niepłodności są np. niedrożne jajowody u kobiety, endometrioza albo słaba jakość nasienia u mężczyzny. W tych przypadkach najskuteczniejsza będzie metoda in vitro – czyli pozaustrojowe połączenie komórki jajowej z plemnikiem. 
A propos: Czy wiesz, jak rozpoznać owulację?

Co dalej z in vitro? 

Minister zdrowia uspokaja, że sam zabieg in vitro nie będzie zabroniony. Aż chciałoby się tutaj powiedzieć: uff. Kłopot jednak z tym, że nawet jeśli procedura in vitro nadal będzie prawnie dostępna – to dla wielu osób będzie dostępna tylko w teorii. Koszt zabiegu to ok. 10-20 tys. złotych – a dla pojedynczej pary to kwota powyżej ich możliwości. 

Sukces programu refundacji in vitro widzą samorządy i same zaczynają finansowanie tej metody leczenia niepłodności. Do Częstochowy, która już od kilku lat dokłada się do kosztów in vitro, prawdopodobnie niedługo dołączą np. Łódź  i Poznań. 

Jak ze skutecznością Programu Prokreacyjnego?

Czy kibicuję Narodowemu Programowi Prokreacyjnemu? Jak najbardziej – kto by nie kibicował?! Jeżeli dzięki edukacji zacznie się w Polsce rodzić więcej dzieci, będę się tylko cieszyć.
Czy wierzę w jego skuteczność? Chciałabym. Naprawdę. Zapytałam nawet wczoraj rzeczniczkę Ministerstwa Zdrowia, czy twórcy programu oczekują, że realizacja Narodowego Programu Prokreacyjnego przyniesie większą liczbę urodzeń niż zamykany program in vitro.  Dowiedziałam się jednak tylko tyle, że: "do tej pory odbyły się 2 spotkania zespołu do spraw projektu programu z zakresu zdrowia prokreacyjnego i trudno tu jeszcze mówić o konkretnych propozycjach".

Czytaj także:
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (2)
avatar

Kamila
Kamila | 2016-01-24 19:05 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Naprotechnologia? Czy w ministerstwie pracują sami idioci? chyba tak! Ja zaszłam w ciążę, chociaż z obserwacji cyklu wynikały dni niepłodne. Z obliczeń ginekologa wyszło to samo. A jednak mam dwoje cudownych dzieci. I co. Moja szwagierka próbowała 7 lat zajść w ciążę. Badania, hormony, obserwacje i nic. Dopiero gdy odpuścili udało się. Po 10 latach się jej udało i teraz będzie mieć upragnione dziecko. Luźne gacie? To od razu niech zabronią komórek nosić, pracować z laptopem na kolanach, opalać się i tym podobnych- bo to ogrzewa przecież jądra i niszczy plemniki. Dla niektórych par in vitro to jedyny sposób na posiadanie dziecka. Jestem katoliczką, ale jeśli nie mogłabym posiadać dzieci i udałoby mi się zgromadzić środki finansowe to z pewnością bym się zdecydowała na dziecko.

Odpowiedz

mamuśka
mamuśka | 2016-01-23 11:45 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Śmiech na sali. Decydują się na leczenie niepłodności u mężczyzn luźnymi gaciami. A co u kobiet? Naprotechnologia? Chyba tylko u tych co mają regularny okres a ze stresu nie mogą zajść w ciążę. Ciekawa jestem co by wymyślili w moim przypadku. Okres co 3-4 miesiące a czasem i pół roku. Brak większości razy owulacji spowodowany PCO a do tego szkodliwy śluz który zabijał że tak napisze plemniki. Na szczęście poskutkowała inseminacja ale u nie wszystkich jest skuteczna. A do tego jeszcze wymysł by w aktach urodzenia było wpisane czy dziecko poczęte drogą in vitro lub inseminacją. Wiele rodzin katolickich decyduje się na ten krok nie mówiąc o tym głośno. A teraz chcąc ochrzcić dziecko nie zrobią tego bo księża nie wyrażą zgody. Czyli znów mieszanie polityki i religii.

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?