Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Wspólny poród – same plusy!

| 20.12.2006, aktualizacja: 22.10.2015 | 15

Obecność przyszłego taty podczas porodu to przejściowa moda czy autentyczna potrzeba? Według nas – zdecydowanie to drugie! Wspólny poród cementuje rodzinę i stwarza bliższą więź między ojcem a dzieckiem.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
Rodzić z partnerem to nie moda, tylko autentyczna potrzeba – przygotuj się do wspólnego porodu
fot. Fotolia

O zbawiennym wpływie obecności bliskiej osoby na samopoczucie kobiety oraz przebieg porodu jako pierwsi przekonali się lekarze amerykańscy. Już na początku lat 70. ubiegłego wieku wprowadzili tzw. porody rodzinne. W Polsce pierwszy poród, w którym uczestniczył przyszły tata, odbył się w 1983 r.!
 

Zobacz też: co zabrać do szpitala, czyli wyprawka na porodówkę – instrukcja dla taty
 

Rodzić z partnerem, bo...

Wielki zwolennik porodów rodzinnych, jeden z najwybitniejszych polskich położników, prof. Włodzimierz Fijałkowski, w swojej książce "Szkoła rodzicielstwa" pisze:

"Po dwóch latach obserwacji szczególnie zwróciliśmy uwagę na aktywny udział mężów w rozładowywaniu napięć i ich umiejętność niesienia konkretnej pomocy". I dalej: "Wbrew obiegowym, anegdotycznym wręcz opiniom, żaden ojciec asystujący przy porodzie nie zemdlał. I chociaż wielu z nich podkreślało swą dużą wrażliwość na wszelkie kojarzące się ze szpitalem zjawiska, to czynny udział w porodzie oraz skupienie uwagi na rodzącym się dziecku i potrzebach żony całkowicie eliminowały dawniej dostrzegane reakcje".
 

Zobacz też: co czuje tata podczas porodu rodzinnego

 

Przygotowania do porodu

W większości szpitali od par, które chcą odbyć poród rodzinny, wymaga się, aby wcześniej uczestniczyły w zajęciach szkoły rodzenia. Podczas cotygodniowych spotkań dowiedzą się praktycznych rzeczy, m.in.:
  • jak prawidłowo oddychać w czasie porodu, by zmniejszyć ból
  • jak rozpoznawać i regulować skurcze (sprawdź, jak rozpoznać
  • w jaki sposób przebiega poród
  • jakie inne techniki możecie stosować, by zmniejszyć dyskomfort rodzącej.
Przyszłego tatę zajęcia w szkole rodzenia oswajają z sytuacją, w której występuje on w roli pomocniczej wobec żony – to ona i jej emocje są na pierwszym planie. Pomagają mu też rozproszyć obawy, a czasami pokonać wstyd, że bierze udział w "babskich" sprawach. Dają mu możliwość uczciwego powiedzenia sobie, czy jest psychicznie przygotowany na to, by towarzyszyć żonie podczas porodu. Jeśli dojdzie do wniosku, że nie, powinien powiedzieć to żonie. Ma jeszcze czas, by poprosić o to mamę, siostrę czy przyjaciółkę.
 

Zobacz też: co będzie działo się podczas porodu – 3 ważne okresy


Rady dla taty

W trakcie porodu:
  • zachowaj spokój, jesteś tu po to, by dodać żonie odwagi
  • chwal kobietę za to, czego już dokonała, zapewniaj, że wszystko będzie dobrze
  • przypominaj, że powinna prawidłowo oddychać i przeć
  • trzymaj kobietę w objęciach, gdy czuje ból, pomagaj w zmianie pozycji
  • przecieraj czoło i dłonie, pomóż przejść do łazienki itd.
  • masuj okolice krzyża i pomagaj w utrzymywaniu prawidłowej pozycji podczas parcia (przeczytaj o naturalnych sposobach łagodzenia bólu porodowego)
  • dbaj, by kobieta dostała wszystko, czego potrzebuje.
     

Czego tata powinien unikać podczas porodu:

  • bezustannego robienia zdjęć lub filmowania kamerą. Dokumentowanie porodu, gdy kobieta cierpi, może być odebrane jako brak uczuć, poza tym przeszkadza lekarzom.
  • domagania się od lekarza lub położnej relacjonowania bez przerwy tego, co robią. Pytaj tylko wtedy, gdy coś budzi Twoje zastrzeżenia.
  • skupiania na swoich potrzebach uwagi personelu medycznego i żony. Pamiętaj, jesteś "osobą towarzyszącą"!

     

Zobacz też: jak przebiega poporodowa depresja taty



separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (15)
avatar

mirek
mirek | 2012-09-03 21:36 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Chciałbym dodać że mieliśmy to szczęście poznać WSPANIAŁEGO P.Prof.Fijałkowskiego z Łodzi który walczył z chamstwem personelu medycznego który bezprawnie wyrzucał osobę bliską z badań i zabiegów bojąc się świadka jakim jest osoba bliska.Dbał o szacunek dla pacjenta i zalecał zawsze obecność osoby bliskiej.Pozdrawiam.

Odpowiedz

mirek
mirek | 2012-09-03 21:29 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Każdy prawdziwy tata powinien być podczas narodzin swych dzieci poza tymi co nie szanują swego związku.Ja byłem podczas porodów i nie wpłynęło to na seks nawet większe uczucie się stwożyło.Do tego jestem przy żonce podczas kzdego badania u ginekologa i nie za parawanem bo intymność należy do partnerów a nie do ginekologa i pacjentki a ma pacjentka prawo do osoby bliskiej podczas badań i zabiegów poza znieczuleniem całkowitym i ogłoszoną epidemia w szpitalu a nie wymysłem ginekologa na oddziale bo za wyrzucenie w brew pacjentki płaci odszkodowanie i to wysokie.Takie wspólne badanie i porody łącza związek i tego samego jest moja żonka.

Odpowiedz

Gabrysia
Gabrysia | 2010-09-28 19:26 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Szpital oraz caly personel medyczny jest super. Leczenie sie w tym szpitalu to naprawde przyjemnosc. Mialam operacje 13.09.2010r ktora przeprowadzil mi Dr. Paweł Juraszek oraz jest moim lekarzem u ktorego sie lecze bardzo dziekuje doktorowi oraz calemu personelowi ktory sie mna opiekowal bardzo dobrze w czasie operacji i po. Gabriela H. z Bytomia

Odpowiedz

Gabrysia
Gabrysia | 2010-09-28 19:24 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Szpital oraz caly personel medyczny jest super. Leczenie sie w tym szpitalu to naprawde przyjemnosc. Mialam operacje 13.09.2010r ktora przeprowadzil mi Dr. Paweł Juraszek oraz jest moim lekarzem u ktorego sie lecze bardzo dziekuje doktorowi oraz calemu personelowi ktory sie mna opiekowal bardzo dobrze w czasie operacji i po. Gabriela H. z Bytomia

Odpowiedz

wiktoria
wiktoria | 2008-04-16 11:56 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Uważam że obecność męża ma bardzo duży wpływ na samopoczucie kobiety.W tak niekomfortowej sytuacji ma przynajmniej poczucie bezpieczeństwa i wsparcie najbliższej osoby (mój mąż był przy porodzie).Poza tym z doświadczenia wiem że w szpitalach różnie bywa z opieką i traktowaniem pacjentek a obecność męża obliguje personel do właściwego zachowania.Spotkałam się z wieloma przypadkami że kobiety decydowały się na poród rodzinny właśnie z tych względów.

Odpowiedz

zuza
zuza | 2007-10-08 18:16 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Witam wszystkie kobiety które zastanawiają się czy mąż lub partner przy porodzie to powinien być czy nie. Ja urodziłam córeczkę w styczniu razem z mężem i jestem z tego bardzo zadowolona bo gdyby nie mój mąż to zapominałabym o najprostszej czynności w czasie porodu czyli o oddychaniu przez caly poród mówił teraz głęboko oddychaj i tak właśnie razem urodziliśmy naszą córeczkę, a co do sexu to niczym się na porodówce nie zraził. Polecam poród rodzinny.

Odpowiedz

jagoda
jagoda | 2007-10-01 13:55 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

WITAM WSZYSTKIE CIĘŻARÓWECZKI :)
15.09.2007 r. o godzinie 21.20 przyszła na świat moja śliczna córeczka Lenka. Urodziła się duża bo 3950 gram i 55 cm. Nie byłoby w tym raczej nic dziwnego, bo ciąża przeważnie kończy się porodem  gdyby nie fakt jak ten poród wyglądał. Chcę się z Wami tym podzielić, ponieważ nigdzie indziej na forach nie spotkałam się z taką historią, z takim podejściem do rodzącej, z taką opieką, z takim zaangażowaniem położnych, z takim komfortem itd itd. A cały ten cud zaczął się tak...
...15.09. o 6 rano obudziły mnie dosyć mocne bóle brzucha. Ból był do wytrzymania jednak regularny co 2 minuty. Starałam się być dzielna i nie panikować. Zakodowałam sobie w główce, że panika do niczego nie prowadzi, i że lepiej pojechać do szpitala później niż za wcześnie. Pojechaliśmy wiec na KTG o 12,00, a tam jak ręką odjął. Zero skurczy, zero bóli. Położna Sabina bo tak miała na imię śmiała się, że się wystraszyłam i podświadomie odstraszyłam skurcze. Kazała nam wracać do domku i przyjechać o 16,00 po uprzedniej kąpieli i mocnej fusiastej kawie.
Momentalnie kiedy przekroczyliśmy z narzeczonym próg mieszkania bóle wróciły tyle że silniejsze i dodatkowo od kręgosłupa. Sebastian bo tak ma na imię narzeczony masował więc ile się dało kręgosłup, a ja podskakiwałam jakbym weszła w mrowisko. Tylko to przynosiło mi ulgę. Za radą położnej Sabiny wzięłam długą kąpiel i wypiłam mocną kawę. O 16,00 zabraliśmy spakowaną torbę i pojechaliśmy rodzić. Byłam przerażona. To mój pierwszy poród a należę do grupy panikar pierwszego stopnia do tego zupełnie nieodpornych na ból. To co zastałam jednak na miejscu przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Wiedziałam, że będzie inaczej bo 9 miesięcy chodziłam do tej kliniki do lekarza prowadzącego. Widziałam że klinika ta różni się „NIECO” od zwykłych szpitali. Wiedziałam że będzie wyjątkowo bo to nie państwowy szpital ale prywatna klinika położniczo-ginekologiczna ale w najśmielszych snach nie przypuszczałam że narodziny mojej córeczki staną się najwspanialszym i najbardziej mistycznym przeżyciem w moim życiu. Po zrobieniu mi lewatywy ok. 17.00 trafiliśmy do pokoju w którym zgaszono światła, zapalono świece, a z radia wydobywała się muzyka. Wanna była pełna ciepłej wody. Przyszły dwie położne Sabina i Kasia. Sabina przedstawiła się jako osoba która poprowadzi mój poród. Kasię znałam wcześniej. Dostałam jej numer gadu gadu od koleżanki która wcześniej rodziła w tej klinice. Kasia mimo że nie miała wtedy być w pracy, gdy dowiedziała się ze rodzę specjalnie przyjechała. Nigdy wcześniej jej tego nie proponowałam. Po prostu się zjawiła. To otwarta i pozytywnie nastawiona do świata i ludzi kobietka, która nad wszystko kocha swoją pracę. Sabina z kolei to ciepła i troskliwa dziewczyna, która swoim uporem i determinacją sprawiła, że wszystko w końcu się udało i mimo że bolało okrutnie to swoją osobą dawała ogromne poczucie bezpieczeństwa i ogromne wsparcie. A nie było łatwo. Ale po kolei...
Zobaczywszy wannę weszłam do niej i to było naprawdę coś. Ciepła woda sprawiła, że skurcze osłabły na tyle abym mogła zregenerować siły do dalszej walki. Od razu pragnę zaznaczyć że skurcze ( faza I i II porodu) są spoko do wytrzymania przynajmniej jeśli chodzi o mnie. Mimo wszystko jednak zdecydowałam się na znieczulenie zewnątrzoponowe. I przynajmniej w moim przypadku to był błąd. Moje wyobrażenie o znieczuleniu było takie, że gdy już się je otrzyma to ból minie i do końca porodu będzie już bezboleśnie i w ogóle jak w raju. Byłam baaardzo naiwna  Prawda bowiem okazała się zupełnie inna. Znieczulenie spowodowało że rozwarcie stanęło w miejscu i działało tylko 1,5 godziny. Aby przyspieszyć rozwarcie podano mi oksytocynę która zaczęła działać kiedy przestało działać znieczulenie. Bóle wywołane oksytocyną były diabelnie mocne i był moment że myślałam że będę chodzić po ścianie. Momentami zdawało mi się że nadszedł mój koniec i że niebawem umrę. Mój narzeczony był jednak silniejszy ode mnie i ciągle krzyczał żebym była silna żebym się nie poddawała. Skakałam więc na piłce, leżałam w ciepłej wodzie. Na szczęście trwało to niedługo bo szybko okazało się ze mam wymagane do porodu rozwarcie i że za chwile zacznę rodzić. Nagle wokół mnie znalazło się 7 osób. Mój narzeczony trzymał mnie za lewą rękę, pani anestezjolog za prawą rękę, dwie położne Sabina i Kasia przy kroczu i druga pani anestezjolog z boku, pediatra za mną i lekarz prowadzący z doskoku  (jeśli kogos pominęłam to z góry przepraszam). Zaczęły się bóle parte i jak dla mnie one były najgorsze. Lenka miała niespełna 4 kg i nie umiałam jej zwyczajnie z siebie wypchnąć. Sabina pomagała jak tylko umiała, Kasia krzyczała „Go Lena go” jednak ja już po prostu nie miałam siły aby przeć na tyle mocno, żeby Lenka wyszła. Wtedy Sabina poprosiła żebym zeszła z łóżka i kucnęła na ziemi. Złapała mnie pod ramiona, a dłońmi rozszerzyła nogi. Napierając całym ciężarem swojego ciała na moje plecy poleciła żebym zaczęła przeć. Ta pozycja wertykalna spowodowała że moja kruszyna zeszła niżej. I wtedy w radiu usłyszałam piosenkę. Naszą piosenkę tzn moją i Sebastiana. Piosenkę z czasów kiedy się poznaliśmy sprzed 12 laty. Czyż to nie cud?  Nie miałam nawet siły żeby na niego spojrzeć i upewnić się że i on ją słyszy, ale poczułam w sobie jakąś niezwykłą moc. Gdzieś w sobie podjęłam decyzję, że teraz się uda, że za chwilę urodzę. Po kilku takich parciach w pozycji wertykalnej wróciłam na łóżko i po paru mocnych pchnięciach oraz pomocy lekarza prowadzącego w postaci delikatnego nacięcia Lenka wyskoczyła (nacięcie NIC nie boli).
W momencie jak tylko wyszła i położono mi ją na brzuchu cała trauma i ból porodowy minął. Mała zachłysnęła się wodami płodowymi i musiano mi ją na godzinę zabrać aby oczyścić jej drogi oddechowe. W radiu ciągle jeszcze brzmiała TA piosenka kiedy położono mi Lenkę na brzuszku. Popłynęły łzy szczęścia. Sebastian do dzisiaj twierdzi, że to był najwspanialszy moment jego życia i że mimo że powinien być wtedy na meczu (jest piłkarzem) to żaden mecz, żaden puchar i żadna ilość zdobytych bramek nie byłaby w stanie uczynić go tak szczęśliwym jak fakt że mógł brać udział w czymś tak niezwykłym jak przyjście na świat jego córeczki. W jednej z gazet ukazał się nawet artykuł zatytułowany „Na porodówkę zamiast na mecz”  Kiedy Pan doktor później mnie szył (szycie również NIC nie boli, lekarz podaje bowiem znieczulenie miejscowe) byłam już na tyle przytomna i pełna sił, że prowadziliśmy konwersacje na tematy związane z wychowaniem dzieci. Musiało to śmiesznie wyglądać dla kogoś z boku. Kobieta z rozwalonymi na za piętnaście trzecia nogami a w jej kroczu facet (przystojny facet ) z igłą i nitką i ich swobodna konwersacja hihi.
Ok. godziny 24,00 przewieziono mnie do mojego pokoju. Pokój jednoosobowy z łazienką i telewizorem plazmowym oraz sterowanym na pilota łóżkiem. I tu znowu spotkała nas przemiła niespodzianka. Położne Sabina i Kasia przywiozły również łóżko dla Sebastiana żebyśmy mogli spać razem i żeby Sebastian nie musiał wracać do domu. Lenka została na noc z położnymi żebyśmy mogli się wyspać i odpocząć. Pamiętam że rozmawialiśmy do 3 w nocy zanim usnęliśmy. W sumie na Łubinowej w Katowicach spędziliśmy 4 dni. 4 ponieważ okazało się że mała ma żółtaczkę. Przez całe te 4 dni Sebastian spał tam ze mną. Można powiedzieć że przez 4 dni mieszkaliśmy w klinice. Jedzenie jakie nam serwowano było wyśmienite. Wszystko z myślą o matkach karmiących. Codziennie moją kruszynę oglądał i badał doskonały pediatra. Jeśli sobie życzyliśmy to mogliśmy dzidziusia oddać na część nocy położnym aby się przespać. Myślę że nawet gdybym zdecydowała się na poród w domu to takiej atmosfery jaka towarzyszyła nam przy porodzie na pewno bym nie miała. I to wszystko za darmo. Wszystko refundowane przez NFZ, bez jakichkolwiek łapówek, gratyfikacji pieniężnych itp. Do dzisiaj utrzymujemy kontakt z położnymi które sprowadziły nasz cud na ten świat. Zresztą jakby mogło być inaczej. Za ok. 4-5 lat planujemy drugie dziecko i nie wyobrażam sobie żeby mogło urodzić się w innym miejscu niż na Łubinowej w Katowicach. Nie wyobrażam sobie żeby przy porodzie miało zabraknąć Sabiny i Kasi Jamrozik oraz żeby moją ciążę prowadził inny lekarz niż Pan doktor Tomasz Ślęczka. Nie wiem czy to miejsce i czas ale po raz chyba setny pragnę i tym razem gorąco podziękować Panu doktorowi za te 9 miesięcy prowadzenia mojego brzuszka oraz Sabince i Kasiuni Jamrozik za serdeczność i opiekę. Co do samej kliniki to cieszę się że w końcu powstało miejsce jak na XXI wiek przystało i że dzięki niej poród nie musi się już kojarzyć z przysłowiowym „zarzynaniem świni”, ale może być wspaniałym przeżyciem zarówno dla matki jak i dla ojca dziecka. Jeśli ktoś ma jakieś pytania odnośnie porodu czy kliniki to jeśli tylko będę w stanie to chętnie odpowiem (jak tylko znajdę chwilę gdy Lenka się zdrzemnie hihi .) Moje gg 2078046.

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

Majka
Majka | jagoda | 2007-10-01 20:34 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

piekna i wzruszajaca opowiesc..dodalas mi otuchy tym postem. dzieki. ja tez tam chce rodzic. znalazlam ich strone w necie i chyba sie umowie na wizyte. jestem w 3 miesiacu chyba nie za późno?

Odpowiedz

kaczorek
kaczorek | jagoda | 2007-10-01 20:38 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

jestem z zabrza i caly czas sie zastanawiam gdzie rodzic. dopiero staramy sie o dziecko ale ja juz wyprzedzam fakty. duzo lasek bardzo chwali tę klinikę. a twoj glos to kolejna pochwala. cos w tym musi byc. nie slyszalam jeszcze negatywnej opinii na temat tej kliniki. jak bedziemy mieli chwilkę to sie musimy tam wybrac bo slyszalam ze tam jest jak w innej bajce.

Odpowiedz

małgo
małgo | jagoda | 2009-01-02 18:40 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

wszystko świetnie ale gdzie jest ta magiczna klinika???:)

Odpowiedz

beata76
beata76 | 2007-05-01 18:41 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

moim skromnym zdaniem mąż przy porodzie to "przereklamowany dodatek". Rodziłam w lutym bez męża i bardzo cieszę sie z tego. mogłam wsłuchać się w siebie, przygotowywać się na to co nadchodzi, skupić się i szybko urodzić (1.3 h).Nikt nie mówi o tym a przecież wiele par póżniej ma problemy "w łóżku" ponieważ mąż przypomina sobie widok zony z porodówki-a nie wygląda się tam rewelacyjnie wręcz przeciwnie...

Odpowiedz Pokaż odpowiedzi

e.
e. | beata76 | 2007-09-01 10:27 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Też tak myślałam, dopóki mój ukochany nie poprosił mnie o poród rodzinny :| Teraz juz sama nie wiem, mam do niego zaufanie, ale musze jeszcze to przemyslec, zresztą mam jeszcze czas :)

Odpowiedz

wer
wer | e. | 2007-10-12 13:53 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

jestem mamą juz 7 miesięcznego synka ale ja nigdy nie zawachałam się czy mój mąż powinien być ze mną czy nie.poród trwał 25 godzin gdy w wkońcu zrobiono mi cesarke.przez te wszystkie długie godziny mąż był ze mną,pomagał mi i wspierał, ani na chwile mnie nie zostawił,gdyby nie on to nie wiem jakbym to zniosła.to było piękne i za to mu dziękuję.

Odpowiedz

Alicja
Alicja | beata76 | 2007-09-04 13:26 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Beato opinia jaką przedstawiłaś często pojawia się jako argument przeciwko porodom rodzinnym i ja również się nad tym zastanawiałam, bo dla mężczyzny względy estetyczne są niezwykle istotne. Oto co mnie przekonało jednak do tego sposobu rodzenia m.in. fachowa literatura, wypowiedzi par wspólnie rodzących szczególnie ojców, zdanie położnych i to że mąż nie ma możliwości wgapiać się w krocze bo stoi przy głowie (!) poza tym, że pomimo, iż zobaczy mnie w sytuacji totalnego zgłupienia z bólu i schowania godności bardzo głęboko może mi w tej sytuacji pomóc swoją obecnością. Ale uważam, że to jest możliwe nie przy każdym mężczyźnie i nad tym powinna się zastanowić kobieta czy jej facet się nadaje i czy może być pomocny???? A jeżeli mu się odechce seksu po wspólnym porodzie niech spada! Sądzę jednak, że raczej będzie bardziej odpowiedzialny za prokreację niż zniechęcony do seksu. Taka reakcja mężczyzny czyli wstręt do partnerki, która dała mu dziecko jest dziwaczna!

Odpowiedz

Alicja
Alicja | beata76 | 2007-09-04 13:28 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Ponadto w literaturze nie natrafiłam na opisy tego jak się mężczyznom seksu potem odechciewało. To chyba potoczna opinia.

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?