Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Rotawirusy nadal groźne – wywiad z ekspertem

| 22.04.2013, aktualizacja: 08.07.2013 | 0
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
fot. Agencja Deva
Rotawirusy stały się zmorą rodziców, dzieci i oddziałów pediatrycznych, na które wciąż trafiają maluchy z wirusową infekcją układu pokarmowego.
Rozmowa z dr. n. med. Wojciechem Feleszko, immunologiem i pediatrą z I Katedry Pediatrii (Klinika Pulmonologii i Chorób Alergicznych Wieku Dziecięcego) Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. 
 

Co wiemy o rotawirusach?

 
Wirusy te plasują się nieustannie na pierwszym miejscu wśród przyczyn infekcji pokarmowych, niezależnie od szerokości geograficznej. To jedna z najczęstszych przyczyn hospitalizacji dzieci zarówno w Polsce, jak i na świecie. Zakażenie ma najcięższy przebieg u niemowląt i małych dzieci, a dotyczy prawie każdego dziecka do 4. roku życia, przenosząc się drogą fekalno-oralną. Rotawirusami można się zarazić zarówno poprzez bezpośredni kontakt z osobą chorą, jak też poprzez styczność z zanieczyszczoną powierzchnią. Wystarczy, że jedna osoba ma ręce zabrudzone drobinkami kału i dotknie np. myszki komputerowej, zabawki, monety czy klamki, a druga skorzysta z takiego przedmiotu, a potem przeniesie dłoń do ust i zakażenie gotowe. Jak wspomniałem, jest ono szczególnie groźne dla niemowląt i małych dzieci.
 

Dlaczego?

 
Ciało dziecka w powyżej 90 proc. składa się z wody, a jej utrata następuje znacznie szybciej niż u osoby dorosłej. Częste wymioty i biegunka mogą w krótkim czasie (kwestia kilkudziesięciu godzin) doprowadzić do znacznego odwodnienia organizmu, czyli utraty nawet większej niż 10 proc. masy ciała! Wraz z wodą  dziecko traci jony sodu, chloru, potasu, itd. W efekcie gospodarka elektrolitowa ulega poważnemu zaburzeniu. Pojawia się gorączka, letargiczna senność (lub silne pobudzenie) oraz patologiczne objawy ze strony ośrodkowego układu nerwowego. 
Szacunkowe dane oparte na epidemiologii europejskiej oraz oceny sytuacji ekonomicznej Polski przez Bank Światowy, pokazują, iż w 2010 r. w Polsce na skutek odwodnienia i powikłań biegunki rotawirusowej, mogło dojść do zgonu 87 dzieci. To mniej niż w przypadku sepsy meningokokowej czy pneumokokowej, ale i tak zdecydowanie za dużo! 
 

Jak chronić dzieci przed rotawirusami?

 
Najprostszym sposobem zabezpieczenia przed zakażeniami pokarmowymi – nie tylko rotawirusowymi – jest higiena, czyli po prostu mycie rąk po kontakcie z przedmiotami, na których mogą znaleźć się patogeny. Nawyk ten warto wyrabiać u dziecka od najwcześniejszych lat. Ważne jest również mycie produktów spożywczych, zwłaszcza owoców i warzyw, przed spożyciem. Nie dotyczy to oczywiście niemowląt.  
Najnowocześniejszą i najskuteczniejszą metodą zapobiegania zakażeniom rotawirusowym są szczepienia. Szczepionka może być podawana dzieciom do 6. miesiąca życia, dedykowana jest więc wyłącznie niemowlętom, które chorują najciężej i najczęściej trafiają do szpitala. Na rynku dostępne są dwie szczepionki dwóch producentów, zawierające żywe, ale osłabione rotawirusy. Jedna podawana jest w schemacie dwudawkowym, druga w trzydawkowym. Pierwsza dawka może być przyjęta już w 2. miesiącu życia. Szczepionki są podawane doustnie w formie kropli. Niestety, rodzice muszą za nie zapłacić z własnej kieszeni. Jeśli zdecydują się na skorzystanie także z innych płatnych szczepień, można podać je dziecku jednocześnie, np. pneumokoki i meningokoki w dwie kończyny, a rotawirusy – doustnie. Pod względem immumologicznym zdrowe dziecko świetnie sobie z nimi poradzi. 
    

Nie brakuje opinii, że w pierwszym roku życia jest zbyt wiele szczepień i wpływają one źle na odporność dziecka. Co Pan o tym sądzi?

 
To jeden z większych mitów, z którym muszę się borykać. Przecież noworodek, przychodząc na świat ze sterylnych warunków panujących w jamie macicy, styka się z milionami drobnoustrojów. Jego układ odpornościowy walczy z nimi każdego dnia, w każdej sekundzie. Do końca pierwszego roku życia podajemy dziecku w szczepionkach ok. 20 różnych antygenów, w większości osłabionych lub martwych, podczas gdy jeszcze kilkadziesiąt lat temu podawano szczepienia zawierające kilka tysięcy antygenów. Z punktu widzenia układu odpornościowego jest to więc liczba absolutnie bezpieczna. 
 

Czy rodzice korzystają z tej formy profilaktyki?

 
Zależy to w znacznym stopniu od ich zamożności. Jeśli chcą skorzystać z płatnych szczepień zalecanych oraz szczepień skojarzonych (5 w jednym lub 6 w jednym), oznacza to spory wydatek. Duża część rodziców nie decyduje się więc na szczepienia dodatkowe, właśnie ze względów finansowych. Z punktu widzenia dziecka korzyść jest oczywista. Polega m.in. na uniknięciu  pobytu w szpitalu z powodu infekcji rotawirusowej. 
Osobna sprawa to koszty społeczeństwa. Mniej zakażeń rotawirusowych to mniej wizyt ambulatoryjnych i hospitalizacji. Epidemie biegunek rotawirusowych są nadal zmorą oddziałów pediatrycznych na całym świecie, bo rotawirus jest bardzo zakaźnym drobnoustrojem. Wystarczy, że na oddział trafi jedno zarażone dziecko, a wkrótce wszystkie nieodporne dzieci chorują. 
 
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?