Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Ściły kierunek

Popatrzcie, jak moja Agulka rwie się do skrzynki z narzędziami. Poziomica to ją fascynuje bardziej niż lala ze smoczkiem. Takie precyzyjne ma paluszki, taka skupiona jest – niech na politechnice już miejsca na inżynierii wodnej dla przyszłej pani budowniczej szykują...”.

I tak to dorośli definiują swoje pociechy, od pierwszych chwil życia tychże pociech. Każde dziecko zanim nauczy się mówić samo o sobie, wyrażać w pierwszej osobie liczby pojedynczej, już jest zaszufladkowane. Już ktoś wcześniej je zdefiniował, opisał, nakierował. Od kiedy pojawimy się na świecie, ktoś mówi o nas za nas. W trzeciej osobie liczby pojedynczej.

O mnie mówiono: „Jakie pogodne dziecko, jaka chłopięca postura, jakiego ładnego ma pan synka, panie Danielu”. Chłopcy, wiadomo, lubią sport, więc zapisano mnie do CWKS Legia Warszawa do drużyny tenisowej. Ku mojej radości, na szczęście. Później było coraz gorzej: Agatka nie ma słuchu, ma kłopoty z matematyką, to raczej umysł humanistyczny, a nie ścisły itd., itp. Nauczycielka rytmiki po dwóch lekcjach poradziła, bym lepiej chadzała na bejsbol w szkole amerykańskiej. Skutkiem tego jest fakt, iż do dziś nie nauczyłam się tańczyć ani elegancko chodzić. Dzieciom z nietypowych rodzin wmawia się wszelkiego rodzaju traumy: ojciec odszedł, dlatego synek taki niejadek.

Trudno jest oprzeć się pokusie szufladkowania i definiowania dzieci. Lubimy narzucać im kierunki, choć często wstydzimy się do tego przyznać. Dlaczego tak robimy, choć setki razy słyszeliśmy o tym, aby „podążać za dziećmi” – jak to się modnie ujmuje? Dać im szansę, by same miały większy wpływ na swoją tożsamość, i gdy dorosną, realizowały własne marzenia, a nie oczekiwały poklasku rodziców. Łatki przypinają nie tylko rodzice, ale i nianie, dalsza rodzina, opiekunki w żłobku, przedszkolu. Gdy dziecko słyszy codziennie, że jest „leniuszkiem”, to czyż w to nie uwierzy?

Może przerasta nas ogrom możliwości? Życie jest okrutne i nie pozwala na nieskończoną ilość równoległych scenariuszy. Nie damy rady zachęcić dziecka do wszystkiego: do pianina, do języka, do malowania, do jazdy konnej, origami i jogi. Zakładamy zatem, że np. na jogę jest zbyt energiczne, a do pianina nie wykazuje miłości. Na coś przecież trzeba się zdecydować… Ale czy nie wykazuje miłości przypadkiem dlatego, że nie trafił się potrafiący zarazić bakcylem muzyki nauczyciel? Czy przypadkiem wujek nie straszy ćwiczeniami: „Nie pooglądasz bajki, dopóki nie zagrasz piosenki o żółwiu”? Tak łatwo dziecko wystraszyć, a tak trudno zachęcić.

Może boimy się, że nasze dziecko będzie nijakie – ani umuzykalnione, ani dowcipne. Wierzymy w to, że każdy musi się czymś wyróżniać, nasz bobas nie może być dzieckiem bez właściwości. A może jesteśmy niecierpliwi: tak łatwo odpowiadać za dziecko, a tak trudno poczekać na jego odpowiedź.


Tekst: Agata Passent/Syndykat Autorów.


X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?