Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Serce Maksa

| 20.03.2012, aktualizacja: 20.03.2012 | 0
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(0)
mama, dziecko
fot. archiwum rodzinne bohaterki tekstu
Mówi się, że dzieci wybierają sobie rodziców. Jeśli to prawda, to mały Maksio nie mógł trafić lepiej. Jego rodzice już w czasie ciąży dowiedli, że dla zdrowia synka gotowi są poruszyć niebo i ziemię. Posłuchajcie o tym, bo takich historii nie słyszy się często.
Ciąża Marty przebiegała na początku książkowo. Brzuszek rósł, wyniki badań świetne. W 22. tygodniu poszła na USG połówkowe – i tutaj cała książkowość się skończyła. Na monitorze nie widać prawidłowego obrazu serca. Lewa komora – ta, która pompuje krew na cały obwód ciała – okazuje się nierozwinięta. Lekarz między słowami sugeruje usunięcie ciąży, tłumacząc, że operacja ratująca życie dziecku będzie wiązać się z wielkim ryzykiem niedotlenienia mózgu. Mówi: „Kardiolodzy będą was namawiać na operację, bo zechcą uczyć się fachu na waszym dziecku”. Marta i jej mąż Jacek mają za pięć dni zgłosić się z decyzją.
– Diagnozę usłyszeliśmy w ostatni czwartek czerwca 2010 roku. Daliśmy sobie weekend na wylanie łez. Od poniedziałku zaczęliśmy szukać informacji, jak ratować Maksia – opowiada Marta.

Zbieramy
W przypadku takiej dolegliwości, jaką ma synek Marty i Jacka (fachowa nazwa to HLHS: niedorozwój lewej komory serca), operacji musi być trzy. Pierwsza, tuż po porodzie, rzeczywiście jest bardzo niebezpieczna. W Polsce przeprowadza się ją już w kilku miejscach np. w łódzkim Centrum Zdrowia Matki Polki czy Klinice Kardiochirurgii Dziecięcej w Krakowie. Marta i Jacek decydują się jednak na Monachium, gdzie małych pacjentów operuje światowej sławy polski kardiochirurg, prof. Edward Malec. Profesor przyjmuje prawie wszystkich, którzy zwracają się z prośbą o operację. Kłopot tkwi gdzie indziej: za tak skomplikowany zagraniczny zabieg trzeba zapłacić monachijskiej klinice 33 tys. euro. Marta i Jacek nie mają takich pieniędzy. Muszą je zebrać i to szybko. Otwierają subkonto w Fundacji na rzecz dzieci z wadami serca Cor Infantis, ślą podania do firm, zbierają nawet w jednym z centrów handlowych. Siostrze Marty udaje się załatwić zbiórkę w jednym z kościołów w Suwałkach.
– Ja, której zawsze podczas wystąpień głos wiązł w gardle, wychodziłam na ambonę i przez cztery msze z rzędu opowiadałam o chorobie mojego synka. Za pierwszym razem byłam tak zestresowana, że nie wiem, co mówiłam. Pamiętam tylko, że patrzę na lewo – ludzie płaczą, patrzę na prawo: płaczą. A ja stoję i mówię... – wspomina Marta.

Miliony serc
Przyszli rodzice piszą listy z prośbą o pomoc do wszystkich znanych ludzi, jacy przyjdą im do głowy. Jest odzew. Marek Niedźwiecki przysyła m.in. butelkę wina z dedykacją: „Za zdrowie Maksa”. Katarzyna Grochola książkę i zdjęcia z autografem. Jerzy Stuhr swoje audiobooki. To wszystko zostaje sprzedane na specjalnej aukcji na Allegro.pl. Pojawiają się apele w „Gazecie Wyborczej”. Trwa wielka zbiórka na portalu Goldenline.pl. I to jeszcze nie koniec.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?