Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Sielanka

Pojawiło się ostatnio kilka kampanii społecznych nagłaśniających sprawy związane z łączeniem pracy i macierzyństwa. To dobrze, bo szlachetne pozarządowe organizacje, takie jak Fundacja Świętego Mikołaja sprowokują matki, ojców, dziadków, rząd i pracodawców do dyskusji na temat przyzakładowych przedszkoli, prywatnych żłobków, umożliwiania matkom punktualnego wychodzenia z pracy. Z drugiej strony większość z tych kampanii sprawia, że czuję się nieswojo. Czyż ich przekaz nie jest, delikatnie mówiąc, naiwny?

Po pierwsze, ogranicza problem rodzicielstwa do problemu matek. Na billboardach brak ojców. Czyżbyśmy uznali, że jest zwolniony od dylematu: praca czy dziecko? Czy siedząc w pracy do 20.00, nie ma wyrzutów sumienia, że zaniedbuje partnerkę i dzieci? 
Po drugie, boję się, że trudno uwierzyć w wiarygodność cytowanych badań. W Polsce mężczyźnie wolno przyznać się do tego, że pracę i rodzinę traktuje na równi, a kobiecie nie wypada. A jeśli powie, że kariera jest dla niej ważniejsza niż dziecko, to zostanie uznana za wredną czarownicę.
Po trzecie, nie podoba mi się stawianie sprawy: wybieraj co ważniejsze, praca czy dziecko. To porównanie nie ma sensu, tak jak porównywanie gruszki z jabłkiem, czy pytanie: kogo kochasz bardziej, mamusię czy tatusia?
Po czwarte, z badań przeprowadzonych przez Instytut MillwardBrown SMG/KRC wynika, że – cytuję – „aż 63 procent kobiet, gdyby mogło, wolałoby zostać w domu z dzieckiem”.
Drodzy Państwo, zastanówmy się nad słówkiem „aż” dopisanym przez twórców kampanii. Można równie dobrze powiedzieć, odwracając sprawę, że: „Aż 37procent kobiet wolałoby wrócić do pracy, niż zostać z dzieckiem”. Biorąc pod uwagę presję społeczną ciążącą nad Matką Polką, to i tak wiele mam się do tego przyznało.  Ale jak na razie żadna kampania o tym nie mówi, że praca zawodowa to odpoczynek w porównaniu z pracą przy wychowaniu dziecka! Czy ktoś przeprowadził kiedyś kampanię mówiącą o tym, ilu tatusiów i ile mamuś wydłuża sobie (choćby nieświadomie!) dzień pracy po to tylko, by nie musieć męczyć się w domu z dziećmi?
Po piąte, hasło mówiące o tym, że mama daje sobie radę z łączeniem pracy i rodziny, gdyż „wychodzi punktualnie z pracy” jest szczytem naiwności. Puntkulanie o 19.00? Wychodzenie o 15.00 oznacza dziś pracę, ale na jedną trzecią etatu.

I ostatnia kwestia: retuszowanie obrazu macierzyństwa. Mam znajomą, która po odchowaniu trójki dzieci jest na skraju wyczerpania. Podczas gdy jej mąż paraduje w odprasowanych koszulach i jada na mieście bizneslancze oraz bywa na konferencjach w zagranicznych hotelach, ona, gdy w końcu jakimś cudem udało jej się wyjść ze mną na obiad, przyznała, iż najbardziej marzy o… ciszy. W domu pełnym dzieci ciszy nie uświadczysz...
Fajnie by było, żeby kampanie społeczne traktowały kobiety mniej infantylnie.


Tekst: Agata Passent/Syndykat Autorów
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?