Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Spacerek, rowerek i klops

Trzymaj obie stopy na pedałach, o tak, i przyciskaj raz jedną nogą, raz drugą – zlana potem i w niemożliwej do opisania pozycji próbuję tłumaczyć synowi tajniki jazdy na czterokołowym rowerze. Nie doczepię kija do popychania. O nie, rower to nie lektyka, a ja nie jestem poddańcem rodem z czasów dynastii Tudorów.
– Pomagaj mi, mamo!
– Popatrz, jaki z ciebie rowerzysta! Pedałuj, sam dasz radę – zgięta niczym bocian szukający żaby przyciskam dłońmi pedały.
– Ale popchaj mnie, mamo.
– Synu, musisz pojąć głęboką tajemnicę jazdy na rowerze. Dziadek kupił ci ten bajeczny rowerek po to, byś na nim szaleńczo pedałował. Zrozum, Kubusiu, istnieje związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy naciskaniem pedałów, a przyjemnością z jazdy.
– Popchaj mnie, mamo. Ja nie potrafię.
Widzę zniechęcony wzrok Kubusia. Jego stopy lądują wszędzie, byle nie na pedałach: w powietrzu, na ziemi, na ramie roweru. Oddycham głęboko. To tylko jazda na rowerze. To ma być wspólna przyjemność. Przecież każdy umie jeździć na rowerze. Ja sama siałam postrach na podwórku. Jak tylko ojciec nie patrzył, jeździłam bez trzymanki, tak żeby w jednej ręce trzymać śmietankowego loda na patyku, a w drugiej truskawkowego loda na patyku. Dlaczego syn stawia opory?
– Kubusiu, czy widziałeś kiedyś, aby rowerzysta jechał bez pedałowania. Czy prawdziwego kolarza na wyścigu pcha mamusia?
– Nie.
– No to dawaj, pedałuj, o tak, popatrz – demonstruję, siadając na jego rowerku, który trzeszczy w szwach pod moim ciałkiem.
– Ale ja nie chcę, ja nie potrafię. Nie będę pedałował. To mój rower, oddawaj go.
– Nie mów, że nie potrafisz. Przecież wszystkiego można się nauczyć. Masz silne nóżki, mówiłeś że jesteś strażakiem, a strażacy muszą mieć krzepę w łydkach, aby wspinać się po drabinie i pędzić na rowerach do ognia, jak miejsca
w wozie strażackim nie starczy.
– Ale ja nie mogę. Nie, nie jestem już strażakiem. Jestem perkusistą. Popchaj mnie.
– Perkusiści też nie rozstają się
z rowerem. Bębny, konga, kotły uwielbiają jeździć rowerem.
– Nieprawda, mamo, ja chcę iść nóżkami.

Syn już mnie rozgryzł. Bajki o pedałującej perkusji nie przeszły przez jego cenzurę. Trzecia z rzędu próba nauki jazdy na rowerku kończy się fiaskiem. Powtarzam sobie to, co tłumaczył mi mój młodszy brat: „Twój syn nie urodził się leniwy. Nie możesz myśleć ani mówić mu, że jest leniwy, bo w to uwierzycie. Lenistwo wynika przeważnie z lęku, oporu”.

Być może zawinił też sprzęt. Może rowerki, które zdawały mi się rozleniwiające, czyli te, w których gdy pchamy, to pedały kręcą się same, są lepsze do nauki. Podświadomie przyzwyczajają dziecko do pedałowania... Odpocznę po tej porażce i stanę do nauki za kilka dni. Teraz wolę wziąć rower na plecy i wrócić do domu „na nóżkach”. Bo inaczej się wściekną i będzie klops.                

Zobacz też: Nauka jazdy na rowerze

Tekst: Agata Passent/Syndykat Autorów
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?