Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

W szpitalach brakuje pediatrów, w przychodni… kierują do szpitala

| 04.11.2015, aktualizacja: 09.11.2015 | 0

Gdybyś była pediatrą, to co byś wybrała: cięższą i gorzej płatną pracę w szpitalu czy lżejszą i lepiej płatną w przychodni? Prosty wybór, prawda?

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(2)
chore dziecko w szpitalu
fot. Fotolia
W 2011 r. w szpitalu w Radomsku otwarto nowy oddział dziecięcy na 20 łóżek. Wyremontowany, przestronny. Wzór dla innych szpitalnych oddziałów. We wrześniu 2015 r. został zamknięty na miesiąc, oficjalnie z powodu remontu (po czterech latach od oddania). Nieoficjalnie – bo nie miał kto w nim pracować. 

Podobnie dzieje się w wielu innych szpitalach w Polsce. Są łóżka dla dzieci, ale nie ma lekarzy pediatrów i to nie tylko na oddziałach dziecięcych, ale też na oddziałach noworodkowych, gdzie trafiają dzieci tuż po porodzie!

Pediatrów brakuje, bo studentom medycyny dużo bardziej opłaca się wybrać każdą inną gałąź medycyny. Kardiologię. Laryngologię. Po takich kierunkach jest dużo większa szansa na otwarcie kiedyś w przyszłości własnego gabinetu. Według lekarzy pediatria – a zwłaszcza neonatologia, czyli opieka nad noworodkami – jest bardzo trudna i wiąże się z bardzo dużym stresem. 

Polecamy: Prof. Alicja Chybicka, lekarz, senator, pyta: Czy Polska kocha dzieci?

Z kolei ci, którzy mimo wszystko zdecydują się na pediatrię, też nie palą się do pracy w szpitalu. I trudno im się dziwić. Dużo lepszym wyborem dla nich jest praca w przychodni – lepsza pensja, lepsze godziny pracy i – co bardzo ważne – dużo mniejsza odpowiedzialność. Pediatra w przychodni każdemu dziecku, jakie do niego trafi, może wypisać skierowanie do szpitala – jeśli tylko leczenie malucha wyda mu się zbyt kosztowne (badania krwi, moczu itd.). O tej odpowiedzialności mówił mi kiedyś dr Jerzy Wassermnan, ordynator warszawskiego Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Szpitalu Dziecięcym przy ulicy Niekłańskiej: 

Mogę śmiało zaryzykować stwierdzenie, że z 10 dzieci, jakie w tej chwili siedzą u nas w poczekalni na SOR-ze, tylko jedno powinno tu być. SOR to nie jest miejsce dla dzieci z bólami brzucha, biegunkami, ospą czy anginą – tymczasem takie dzieci są do nas kierowane przez lekarzy rodzinnych z przychodni.
(...) Wielu lekarzy rodzinnych wysyła pacjentów do szpitala np. na badanie, bo to ich nic nie kosztuje. Nie ma u nas takiego systemu jak np. w Wielkiej Brytanii, gdzie lekarz merytorycznie i finansowo odpowiada za skierowanie do szpitala. W Polsce każdy lekarz może wypisać takie skierowanie z czym tylko chce: bólem brzucha, bólem gardła itd.
Dr Wassermann tłumaczył wtedy, że wina leży nie tyle po stronie pediatrów, ale po stronie systemu. Według zasad NFZ-u, każdy z nas: i dziecko, i dorosły,  musi mieć lekarza rodzinnego (dla dziecka może nim być pediatra). Każdy lekarz rodzinny ma płacone od tzw. stawki kapitacyjnej. To znaczy, że lekarz na każdą zapisaną do niego osobę, dostaje co roku pewną pulę pieniędzy. Z tej puli musi jednak pokryć też koszty zleconych przez siebie badań, a to oznacza, że każde wypisane przez niego skierowanie np. na morfologię krwi, badanie moczu zmniejsza jego pensję. 
Jaki więc miałby on interes, by faktycznie leczyć zapisanych do niego pacjentów? – pytał dr Wassermann.

Na razie nie zanosi się na to, by cokolwiek miało się zmienić. I tylko teraz, gdy idzie kolejna zima, zastanawiam się, nad tym, co mam robić, gdy zachoruje moje dziecko. Jechać do szpitala, w którym brakuje pediatrów? Czy do przychodni, w której lekarz zamiast leczyć moje dziecko, będzie wolał wypisać mu... skierowanie do szpitala?

Gdzie leczycie dzieci? – piszcie w komentarzach.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?