Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

"Tak, mój syn zginął, bo nie miał zapiętych pasów"...

| 17.07.2016, aktualizacja: 17.07.2016 | 0

Nie znacie całej historii, ja naprawdę nie jestem złą matką! - przeczytajcie apel zrozpaczonej kobiety

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(3)
Ashley Grimm
fot. facebook Ashley Grimm
Gdy matka musi pożegnać się ze zmarłym dzieckiem, trudno wyobrazić sobie jej smutek, żal i rozpacz. Tym bardziej, gdy wie, że jest współodpowiedzialna za to, co się stało... Przeczytajcie tę historię!

"Byliśmy tak blisko domu"

"Niedawno straciłam swojego najmłodszego syna. - pisze Ashley Grimm. - Mieliśmy straszny wypadek samochodowy, ja byłam kierowcą. Wracaliśmy do domu ze stacji benzynowej. Droga do domu prowadzi wśród gór. Syn robił wszystko, byle tylko wyswobodzić się z pasów. Próbowaliśmy już wszystkich możliwości, fotelików z 5-punktowymi pasami, siedzisk, wszystkiego. Niestety, zawsze w czasie podróży on się odpinał, a my musieliśmy zatrzymywać się po kilka razy, by go przypiąć ponownie. Tym razem byliśmy już tak blisko domu... 

Wielki odłamek skały spadł prosto na mój pas. Co mogłam zrobić? Miałam do wyboru 3 opcje: zjechać na przeciwległy pas i zderzyć się czołowo z nadjeżdżającym samochodem, wjechać do rzeki, albo uderzyć w skałę. Wybrałam skałę i okazało się, że wybrałam źle. Syn zdążył się już odpiąć z pasów...

"Nie mogłam wydostać go spod samochodu"

Po zderzeniu koziołkowaliśmy w stronę urwiska. Gdy się ocknęłam, byłam uwięziona pomiędzy kierownicą a siedzeniem, udało mi się jednak wydostać. Pomogłam wysiąść z auta mojej piątce dzieci, które były ze mną. Nie mogłam jednak wydostać Titusa. Nie dałam rady unieść naszego vana, który przygniatał ciało mojego maleńkiego syna. Moje maleństwo zostało mi odebrane w kilka sekund. Dziękuję Bogu, że umarł od razu i nie cierpiał. 

Wszystkie dzieci zabrała karetka,  ja cała byłam we krwi z moich licznych skaleczeń, ale nie chciałam żadnej pomocy medycznej. Czekałam, aż pozwolą mi wziąć go w ramiona...

2 dni później zobaczyłam te wszystkie wpisy w internecie. O tym jak złą i beznadzieją jestem matką, nie potrafiącą właściwie przewozić syna. Gdybym zatrzymała się wtedy i przypięła go, ale zostało nam tylko 5 minut do domu... Pisali, że powinni zabrać mi dzieci, a czy oni wiedzą, jak blisko z nimi jestem? Czy wiedzą o naszych wieczornych tajemnych buziakach, o tym, jak mój Titus mówił, że się ze mną ożeni, bo jestem najlepszą mamą na świecie? 

Jestem złą matką!

"Boże zwróć mi go!"

Po co to piszę? Bo chcę powiedzieć wszystkim mamom – trzymajcie swoje dzieci blisko siebie. Nie jestem pierwszą osobą, która zmieniła swoje postrzeganie świata po tym, co jej się przydarzyło. Po tym, jak na środku ulicy trzymała swoje martwe dziecko w ramionach i krzyczała- "Boże, zwróć mi go".

Mów swojemu dziecku, że go kochasz, nie martw się jak nie zje brokuł, wejdź w jego świat, miej dla niego czas, całuj i przytulaj ile tylko zdołasz. I nie oceniaj innych mam, bo nigdy nie znasz całej historii, nie wiesz jak było naprawdę...".

List tej mamy porusza, rzeczywiście łatwo kogoś ocenić źle, choć chciał jak najlepiej dla swojego dziecka. Pozostają wątpliwości, czy można było znaleźć jednak takie rozwiązanie, by dziecko pozostawało zapięte w foteliku. Może reszta dzieci siedząca w samochodzie mogła tego pilnować? Dziś już nic nie zwróci życia małemu Titusowi, a my pamiętajmy, jak niebezpiecznie jest przewozić dziecko bez zapiętych pasów bezpieczeństwa!

A jakie Wy macie foteliki? Czy dzieciom udaje się rozpinać pasy w czasie jazdy? źródło: Facebook/Ashley Grimm
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?