Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Tańcowały trzy migdały

Nie cierpię, gdy mnie ktoś straszy. Chyba że w kinie, ale i to niespecjalnie. Gdy zombi wstaje z wanny, bo po raz trzeci nie zginął, albo gdy piła rżnie piątą głowę na pół, to raczej zamykam oczy, niż rozkoszuję się tymi obrazami. Czy ludzie, którzy lubią straszyć innych, to znudzeni sadyści? A może jak kogoś tak porządnie wystraszą, że ten, aż zblednie, to im lżej na sercu? Zamiast dzielić się radością, niektórzy wolą dzielić się nieszczęściem. Parę lat temu pisałam o tym, jak straszono mnie powikłaniami w czasie ciąży, a następnie krwawymi porodami pełnymi czarnych bohaterek typu niedouczona położna, nieuważny lekarz czy omdlewający mąż w towarzystwie szalejącej sepsy. Wtedy udało mi się nie ulec paranoi i konsekwentnie staram się mówić i pisać o tym, że ciąża i poród mogą być komfortowe, a nawet zabawowe. 

Teraz Kuba jest czterolatkiem, a ja nadal jestem straszona.
Najpierw zatłoczonymi przedszkolami, potem wstrząsem i przeżyciem, jakim dla dziecka jest przedszkole. Straszyciele szczególnie lubią opowiadać horrory na temat niań, a gdy chcą nas całkiem wykończyć psychicznie, wystawiają najcięższe działa, czyli publiczną służbę zdrowia. Potworną służbą zdrowia straszą znajomi i niezdolni dziennikarze, którzy gdy nie mają pomysłu na „nius”, to serwują nam historie o źle wykonanych zabiegach, kolejkach do przychodni, burkliwych, niedouczonych pediatrach.

Mój syn od dwóch lat miał nawracające zapalenie ucha, całą jesień i zimę smarkał, kasłał i niedosłyszał. Choć pani doktor otolaryngolog oraz pediatrzy sugerowali operację usunięcia przerośniętego trzeciego migdała, to my ponad rok zwlekaliśmy. Straszono nas, że „dziecko się zestresuje potwornie”, że migdały odrosną, że wycinanie jest „nienaturalne” i że lekarze naciągają na niepotrzebne zabiegi, a w ogóle to bywały przypadki potwornych powikłań. Wisienką na torcie horroru zwykle bywało straszenie długim oczekiwaniem i ryzykiem związanym z narkozą: „Czy wiesz, że syn może być uczulony na narkozę, albo nigdy się nie obudzić?”. Te straszaki sprawiły, że biedny Kuba kasłał, smarkał i źle spał cały zeszły rok.

Dziś mija tydzień od udanej operacji usunięcia Kubie trzeciego migdała w szpitalu dziecięcym im. prof. J. Bogdanowicza w Warszawie (przy ul. Niekłańskiej). Miesiące czekania na zabieg minęły szybko. Zarówno pediatra z przychodni, jak i lekarze ze szpitala okazali się profesjonalistami skupionymi na tym, aby małym pacjentom pomóc skutecznie i aby rodziców informować o leczeniu. Jasne, że widok pani pielęgniarki zakładającej wenflony po kolei wszystkim dzieciom operowanym w tym dniu, nie był przyjemny. Ani moment, gdy nasze dziecko wywożone jest na łóżku z bloku operacyjnego.

W szpitalu wiele zależy od nas samych.
Czy traktujemy personel szpitala w taki sposób, w jaki sami chcemy być traktowani? Widziałam nieufne spojrzenia spanikowanych mam. Wiem, że były niepotrzebne. Zamiast dawać się zastraszyć, warto pediatrom i laryngologom zaufać. Kuba już czuje się lepiej niż przed operacją. Doktor powiedział, że migdał był wielkości mandarynki! Drodzy Rodzice, jeśli laryngolog wskazuje na potrzebę operacji, nie zwlekajcie. Będzie dobrze!


Tekst: Agata Passent/Syndykat Autorów.
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?