Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Tata na porodówce

| 22.08.2008, aktualizacja: 21.11.2013 | 1
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
mama, tata, rodzice, brzuszek, ciąża
Odkąd polskie szpitale otworzyły podwoje dla mężczyzn, niemal każda para zastanawia się, czy rodzić razem. Przed podjęciem decyzji warto przeczytać opinie innych ojców.
Specjaliści na całym świecie podkreślają, że do spokojnego i sprawnie przebiegającego porodu kobieta potrzebuje przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa. Jeśli partner potrafi być w takiej chwili wsparciem – to wspaniale. Bywa jednak i tak, że mimo szczerych chęci nie sprawdza się w roli porodowego asysty lub po prostu nie chce uczestniczyć w narodzinach dziecka. Inna sprawa, że niektóre pary czują, że wspólny poród nie musi być dobry dla ich związku. Dlatego nie kierujcie się modą na wspólne rodzenie. Ważne jest to, co czujecie. No i chyba nie warto poznać zdania ojców, którzy mają to już za sobą.

Paweł Podwysocki, tata Emilki i Olka jestem za porodem rodzinnym
Poród to niecodzienne przeżycie, zwłaszcza dla mężczyzny. To także okazja do pokazania, że my, faceci, naprawdę jesteśmy oparciem w trudnych chwilach. Niełatwo opisać emocje towarzyszące narodzinom dziecka... To ja pierwszy spojrzałem w oczy synka i córki, ja pierwszy brałem ich na ręce i podawałem żonie. To połączenie miłości, wzruszenia, radości i wdzięczności, ale jednocześnie poczucie odpowiedzialności za życie, które daliśmy. Wiem, że żaden mężczyzna nie wytrzymałby porodu, ale mam prawo mówić, że urodziliśmy nasze dzieci razem. Bo przyginałem głowę mojej żonie, bo oddychałem razem z nią i liczyłem oddechy pomiędzy skurczami, bo bujałem się na piłce, bo parłem, zaciskając zęby i oczy. Byłem zaangażowany w stu procentach i wiem, że moja żona tego ode mnie oczekiwała. Czułem się potrzebny.

Marcin Klimkowski, tata Jagody i Kacpra jestem za porodem rodzinnym
Kiedy rodził się Kacper, czekałem za drzwiami. Chciałem być tradycyjnym ojcem, jak mój tata, dziadek i pradziadek, tym, co czeka, a nie uczestniczy – nie dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że tak było zawsze. Wszedłem na porodówkę dopiero, gdy syn już był na świecie, widziałem tę małą istotkę na kilka minut po porodzie. Kiedy rodziła się Jagoda, postanowiłem, że będę przy żonie od początku do końca. I zobaczyłem cud. Żadnych drastycznych scen nie było, nic takiego nie pamiętam. Za to przeciąłem pępowinę, byłem przy naszej maleńkiej córeczce od początku jej życia i czułem się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Tylko potem żałowałem, że wcześniej nie podjąłem takiej decyzji. Dwoje dzieci, dwa moje wybory, więc mam porównanie. Ten drugi, żeby być z żoną, zdecydowanie lepszy!

Piotr Machajski, tata Igi i Maćka jestem za porodem rodzinnym
Dlaczego warto być przy porodzie? Po pierwsze po to, aby wspierać swoją partnerkę. Po drugie, by od samego początku być ze swoim dzieckiem. Po trzecie, żeby przeżyć najpiękniejszą chwilę w życiu. Po tym, jak zobaczyłem narodziny mojej córki, a potem syna, nie wyobrażam sobie, by cokolwiek w życiu mogło mi dostarczyć większych emocji.

Korneliusz Żegunia, tata Mateusza i Szymka jestem za porodem rodzinnym
By poród był rodzinny, muszą tego chcieć i mama, i tata. Nigdy nie miałem wątpliwości, że chcę być w czasie narodzin naszego dziecka. I jestem dumny, że to ja pierwszy mogłem zobaczyć Mateusza. Widziałem, jak jego małe ciałko nabiera koloru, jak łapie pierwszy oddech. To było coś pięknego! Przy narodzinach drugiego syna musiałem czekać pod salą, bo żona miała cesarskie cięcie. O jego narodzinach dowiedziałem się po godzinie. Bo nikt nie miał czasu ze mną porozmawiać. Siedziałem jak ten idiota z rzeczami żony w torbie i czekałem, czekałem...

Tomasz Kaźmierczyk, tata Kamili jestem za porodem rodzinnym
Przed porodem szukałem w Internecie jakichś filmów, by zobaczyć, jak się rodzi człowiek, ale nie obejrzałem ich do końca. Wolałem nie wiedzieć wszystkiego. Kiedy na porodówce żona krzyczała, nie wiedziałem, co robić: bić lekarza, uciekać? I tak przez siedem godzin... Niby nic nie widziałem, bo siedziałem blisko twarzy Moniki, ale dokładnie pamiętam ten moment... Moja córeczka dosłownie wyskoczyła prosto w ręce lekarza, jak mały delfinek. Dobrze, że ją złapał... To było mistrzowskie! Ale przecinania pępowiny się bałem, nadrobię to przy drugim dziecku.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (1)
avatar

RUDA
RUDA | 2008-09-03 08:57 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Cześć.Jestem mamą 17-tygodniowej Juleczki.Mój mąż uczestniczył w porodzie zresztą sam zaproponował.Ja zresztą na początku byłam przeciwna, ale teraz jak o tym myślę to nie wyobrażam sobie jak by mi poszło bez mojego męża.I chcę powiedzieć,że naprawdę był dla mnie wsparciem psychicznie i fizycznie.Także faceci nie bójcie się porodów rodzinnych będziecie dla partnerek naprawdę wsparciem.

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?