Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Tobołek

Gdy po porodzie przyjechaliśmy ze szpitala z nowym domownikiem, czyli naszym synem Kubą, i położyliśmy go w dużym pokoju na kanapie, tysiące uczuć i myśli kłębiło mi się w głowie. Jedną z nich była oczywiście ta dotycząca samotności: „Koniec z luksusem samotnych wieczorów. Przez najbliższe miesiące nie uda mi się pobyć samej”.
Kiedy usiedliśmy z moim narzeczonym do pierwszej w życiu domowej kolacji we trójkę, zaskoczyła nas pewna dysproporcja. Skala wydarzenia była ogromna, bo narodziny Kuby były dla całej naszej rodziny wielką chwilą,  tymczasem nowy domownik był strasznie mały. Nasz syn był mniejszy niż średnica talerza! Ta jakże banalna obserwacja dziwiła mnie potem przez wiele miesięcy.
Niewielkie gabaryty i to, że dziecko przez pierwsze miesiące głównie leży jak paczka (mój narzeczony nazywał Kubę „tobołkiem”), a wydarzeniem w jego życiu jest czkawka i łaskawe opróżnianie piersi z mleka (bądź flaszki mieszanki), zachęciły nas do podróżowania z tymże „tobołkiem”. Co prawda mój brat psycholog tłumaczył mi, jaki to niesamowity kontakt można mieć z taką miniaturką człowieka, a ja TEORETYCZNIE wierzyłam w porozumienie dusz, jednak w praktyce dialog z synem nie był owocny. Siedząc z nim dłużej niż kilka godzin w domu, po prostu się nudziłam!

Zatem zamiast tworzyć bobasowi oazę spokoju, kręciliśmy się z nim jak wiercipięty, byle tylko nie siedzieć dniami i nocami w domu. Korzystajmy, póki młody nie ma nic do powiedzenia! Jako nastolatki nie chcemy z mamuśką jeździć na wakacje, wolimy kumpli, co grają na gitarze, są mistrzami kung-fu...
Mały bachorek, a więc poręczny, pomyślałam. Wrzucę go do nosidełka i będziemy sobie biegać po górach czy po mieście. Myliłam się sromotnie. Nie ma bardziej nieporęcznego bagażu od niemowlaka. Ilość rzeczy, o których należy pamiętać, wybierając się z takim dziecięciem w podróż, jest dłuższa niż poemat Lermontowa. Nie znoszę obrastać w przedmioty, nie nabieram się na wyprzedaże. Mimo to podczas wyjazdów z Kubą bagażnik samochodowy mamy zawsze załadowany na styk, a podczas lotów samolotem zdarzył nam się nadbagaż. Człowiek, który sam waży pięć kilogramów, ma bagaż większy niż Marlena Dietrich. Kiedy w Grecji wypożyczyliśmy samochód wielkości Fiata Punto, ledwo w nim drzwi domknęliśmy! Te toboły wykańczały psychicznie mojego narzeczonego – artystę, który do tej pory podróżował z kartą kredytową w skarpecie, karimatą i aparatem fotograficznym.

Na Mazurach kąpaliśmy wieczorem Kubę w łazience, gdy nagle zgasło światło w całej wsi.
Okazało się, że awarie prądu są tu częste. Nie mieliśmy świeczek – nie pomyśleliśmy, aby z nimi podróżować w XXI wieku. Dokończyliśmy kąpiel w zupełnych ciemnościach, bojąc się, że Kubuś wyleci nam z rąk. W przypadku niemowlaka słynne kredo architektów epoki Bauhausu „Mniej znaczy więcej” nabiera kompletnie innego znaczenia. Do minimalizmu wrócimy chyba dopiero po maturze syna.


Tekst: Agata Passent/Syndykat Autorów.
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?