Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Trzech wspaniałych


Nie mieliśmy wątpliwości: są najwspanialszymi opiekunami. Tytuł supertaty w maju zdobyli: Zbigniew Bromberger, Tomasz Filip i Piotr Krasocki!

Mimo choroby wychowuje trójkę dzieci
Zbyszka poznałam, gdy był już po operacji naczyniaka mózgu. Miał 29 lat i był częściowo sparaliżowany. Lekarze nie dawali mu większych szans na to, że będzie chodził. Mimo to Zbyszek nie tracił nadziei. Dzięki rehabilitacji zaczął w końcu chodzić o własnych siłach, pozostał tylko niedowład lewej ręki i niedokrwienie stopy. Kiedy podejmował decyzję o małżeństwie – wahał się. Nie chciał obarczać mnie swoją niepełnosprawnością. Ale oboje czuliśmy, że jesteśmy dla siebie stworzeni, i w tym, że się spotkaliśmy, dostrzegliśmy wolę Boga. Pobraliśmy się, a po roku przyszła na świat nasza pierwsza córka – Gabrysia. Zbyszek był przy porodzie – pomagał mi, podtrzymywał na duchu, sam przeciął pępowinę. Po powrocie do domu wszyscy drżeli, gdy podnosił córeczkę jedną ręką... Ale nie Gabrysia. Ona czuła się bezpiecznie w jego dłoni. Gdy malutka miała sześć miesięcy, musiałam wrócić do pracy. Zbyszek stanął na wysokości zadania i wspaniale zajął się córeczką. Dokonywał cudu, przebierając małe wiercące się dziecko jedną ręką, karmiąc je i usypiając.

Trzy lata po Gabrysi urodziliśmy razem drugą córkę – Anielkę. Do pracy musiałam wrócić, gdy miała cztery miesiące. Teraz Zbyszek zajmował się dwiema córeczkami. Anielka była kochanym dzieckiem: nie chciała tacie sprawiać kłopotu, nie domagała się noszenia na rękach, jakby wyczuwała, że musi się dostosować do jego niepełnosprawności.

Gdy Anielka skończyła dwa latka, okazało się, że ma urodzić się nam syn – Michał. Zbyszek wiedział, że dla chłopca będzie musiał być wzorem mężczyzny. Żałował tylko, że nie będzie mógł z nim grać w piłkę nożną (ze względu na swoją chorą nogę).

Gdy przed ślubem rozmawialiśmy o naszych planach dotyczących dzieci, Zbyszek marzył o trzech Aniołkach. Dziś je mamy: Gabrysia (7 lat), Anielka (4 lata) i Michał (rok). Są spokojne jak ich tata, bo jest dla nich autorytetem (jego słuchają bardziej niż mnie). Ma do nich więcej cierpliwości niż ja, okazuje im więcej ciepła i uczucia. Sama wychowałam się bez ojca i widzę, jak wielkim jest to dla mnie obciążeniem psychicznym. Mimo że skończyłam studia pedagogiczne, nie byłabym w stanie wychować dzieci tak, aby były ufne do świata. To właśnie on – mając wzorzec w kochającej się, pełnej rodzinie – wie, na czym dzieciom zależy najbardziej. Poświęca im więcej czasu ode mnie. Wymyśla różne zabawy – w domu i na powietrzu. Nauczył synka, aby samodzielnie zasypiał w łóżeczku, czego ja nie byłam w stanie dokonać. Jest najlepszym tatą, jakiego nasze dzieci mogły sobie wymarzyć, i najlepszym mężem. Zawsze będziemy go kochać.
Julita Bromberger

Dzięki niemu mam wspaniałą rodzinę
Wielu moich przyjaciół uważa, że to, co mi się przytrafiło, to historia jak z romantycznego filmu... Od urodzenia z trudem się poruszam i czasem potrzebuję pomocy drugiej osoby. Myślałam, że zawsze będę sama, że żaden mężczyzna mnie nie pokocha. Już pogodziłam się z losem i samotnością, kiedy prawie trzy lata temu, jako 27-letnia kobieta, spotkałam Tomka. Jest bardzo przystojny: szczupły, wysoki, pełnosprawny. Byłam pewna, że nie mam u niego żadnych szans. On jednak zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia.
Po ośmiu miesiącach znajomości wzięliśmy ślub, a rok później urodziłam śliczną córeczkę. Oboje bardzo jej pragnęliśmy, mimo że lekarze straszyli nas, że ciąża będzie bardzo trudna. Jednak moje samozaparcie, miłość męża i jego wiara, że wszystko będzie dobrze, sprawiły, że dziewięć miesięcy oczekiwania na córeczkę zniosłam fantastycznie. Tomek bardzo dbał o mnie i nasze nienarodzone maleństwo: nie pozwalał mi nic robić, podtykał smakołyki, głaskał po brzuchu. Gdy urodziła się Milenka, nasza radość była ogromna. Tomek jest cudownym ojcem. Większość czynności – przebieranie, zmiana pieluszek czy kąpiel – spada przecież na niego! A on opiekuje się córeczką z wielką miłością i zaangażowaniem. Milenka ma prawie roczek i przepada za tatą. Gdy gdzieś wychodzi, córeczka woła go i czeka z utęsknieniem. Pierwsze słowo, jakie powiedziała, to właśnie „tata”. Gdyby nie Tomek, nie wiem, jak potoczyłoby się moje życie. Pewnie byłabym sama, a może w ośrodku dla niepełnosprawnych? A tak dzięki miłości mojego życia mam wszystko – upragnioną córeczkę i rodzinę.
Barbara

Kocha go jak własnego syna
Gdy poznałam Piotrka, byłam sama, w piątym miesiącu ciąży. Wtedy ten młody 19-letni chłopak postanowił dać mi siebie, stworzyć rodzinę, a mojego przyszłego synka Dominika otoczyć ojcowską miłością. A cena jego decyzji była bardzo wysoka. Rodzina Piotrka nigdy mnie nie zaakceptowała i od początku była przeciwna naszemu związkowi. Piotr jednak był pewny swych uczuć. Został ze mną, choć stracił przez to swój dom i kontakt z rodziną. W siódmym miesiącu ciąży zaczęły się problemy: miałam przedwczesne skurcze, bardzo się bałam, że stracę dziecko. Piotrek bardzo mnie wtedy wspierał, siedział ze mną w szpitalu po osiem godzin, bym tylko czuła się bezpieczniej. I czekał, co dzień czekał na narodziny Dominika. 14 października 2004 roku przyszedł na świat śliczny chłopczyk. Piotrek cały czas był przy mnie, przecinał pępowinę i tulił małego. Razem ze mną zajmował się Dominiczkiem, usypiał, był przy nim, gdy mały zaczynał siadać i stawiać pierwsze kroki. Chociaż ma dopiero 21 lat, jest najwspanialszym tatą pod słońcem! Pokochał Dominika tak bardzo, że nie wyobraża sobie bez niego życia. A przeżył trudne chwile, szczególnie wtedy, gdy pojawił się biologiczny ojciec małego. Chcę, aby cały świat się dowiedział, jakim Piotr jest wspaniałym ojcem dla Dominika! Jestem mu bardzo wdzięczna za wszystko, co dla nas zrobił.
Aleksandra
tm_dopisek.gif


X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?