Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Tysiące noworodków dziennie

| 01.08.2007, aktualizacja: 09.08.2007 | 0

Porodówki nie nadążają, szkoły rodzenia pękają w szwach. Powodem wcale nie jest becikowe.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(0)
W popularnym warszawskim szpitalu położniczym przy ulicy Żelaznej w ciągu doby na świat przychodzi nawet 20 dzieci. Dotąd normą było 10, ale w ostatnim roku wzrosła ona do 12. W niedużym Lesznie w jedną noc rodzi się rekordowo 10 noworodków.

Zaczęło się już w 2006 roku. Wtedy to po raz pierwszy od czterech lat Główny Urząd Statystyczny odnotował dodatni przyrost naturalny: urodziły się 374 tysiące Polaków. To o 10 tysięcy więcej niż w roku 2005.
– Z roku na rok bijemy kolejne rekordy, w 2006 urodziło się u nas 4315 dzieci i wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie ich jeszcze więcej – pokazuje statystyki dyrektor Szpitala Świętej Zofii przy ulicy Żelaznej, dr Wojciech Puzyna. – A nie jesteśmy przecież wcale dużym szpitalem – zaznacza.
– Dziś grono moich znajomych dyskutuje o cenach porodu, zaletach pampersów i z przejęciem opowiada o pierwszym uśmiechu małej Kasi, Jasia czy Marysi – opowiada Anka Kaplińska, mama półrocznego Stefana i trzyletniej Zosi. – Trudno uwierzyć, że ci sami ludzie jeszcze trzy lata temu karcili mnie, gdy wspomniałam o dziecku. Śmiali się: „Chyba nie dasz się wpakować w matkę Polkę przy garach i z pieluchami?”.
Teraz i ja na ulicach spotykam brzuchate i uśmiechnięte koleżanki, a okładki kolorowych pism wypełniają ciężarne (lub z niemowlakami) aktorki i piosenkarki. – Nie masz jeszcze dziecka? Widocznie nie masz z kim – śmieją się młode matki.

Rodzi wyż
Baby-boom nie przyszedł znienacka. To naturalny, spodziewany proces demograficzny, nie jakiś wysyp z powodu becikowego – mówi Anna Otffinowska, prezes Fundacji „Rodzić po ludzku”.
– Rodzi ostatnie odbicie fali wyżu powojennego, czyli osoby urodzone w latach 1979–1983. Średnio jest to 700 tysięcy Polek i Polaków rocznie, a to musi dać przyrost – wyjaśnia profesor Anna Giza-Poleszczuk, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
Dodatkowo do wyżu sprzed 25 lat dołączają osoby urodzone mniej więcej 35 lat temu, które wchodziły w dorosłość po 1989 roku. – To pokolenie, przed którym otworzyły się perspektywy. Chciałeś być maklerem, zostawałeś maklerem, chciałeś zostać prezesem, proszę bardzo. Wybrali karierę i dziś, gdy się dorobili, decydują się na potomstwo – tłumaczy profesor Giza-Poleszczuk.
– Już gdy rodziliśmy w zeszłym roku we wrześniu, okazało się, że wszystkie sale do porodu rodzinnego są zajęte – wspominają Łukasz i Paulina Świstowie (oboje rocznik 1977), rodzice dziewięciomiesięcznego Stasia. – Wylądowałam na sali grupowej – dodaje Paulina. – Tylko dzięki uprzejmości innych rodzących nie wyrzucono z niej Łukasza. A i tak w bałaganie, choć podano mi opłacone wcześniej znieczulenie, zapomniano pobrać mi krew pępowinową, za co też sporo zapłaciliśmy.

Szpitale niegotowe
Nie tylko wyż odbija się na komforcie rodzących. Doktor Sławomir Sikora, ordynator położnictwa w warszawskim szpitalu przy ulicy Inflanckiej, gdzie teraz odbiera się o połowę porodów więcej niż kilka miesięcy temu, zauważa: – Oczywiście rodzą kobiety z wyżu oraz te nieco starsze, ale latem część szpitali przeprowadza remonty. W dodatku wiele kobiet niezameldowanych, ale pracujących w Warszawie decyduje się tu na poród, co dodatkowo zwiększa tłok i kolejki.
– Gdzie rodzić, by uniknąć tłoku, to teraz podstawowy temat w naszych szkołach rodzenia – mówi Anna Otffinowska. Jej zdaniem szpitale nie są przygotowane do boomu. – Odsyłanie pacjentek od szpitala do szpitala i sztuczne przyspieszanie porodu, bo w kolejce do sali czeka kolejna para, jest przecież obniżaniem komfortu – przekonuje.
– Potrzeba planowania, planowania i jeszcze raz planowania – rozkłada ręce dyrektor Puzyna. – Są standardy, które przewidują, że na łóżko porodowe rocznie może przypadać 500 rodzących, wiemy, ile dni kobieta powinna przebywać w szpitalu po porodzie fizjologicznym, ile po cesarskim cięciu. Na tej podstawie szpitale powinny wyliczyć limity porodów i przyjmować wcześniejsze zapisy.
Wspomina pacjentkę, która przeprowadziła się w czasie ciąży do Norwegii i na poród miała obowiązek zapisać się na początku ciąży. Miejsce mógł jej zagwarantować dopiero trzeci szpital, ale miała poczucie bezpieczeństwa, że w decydującym momencie nikt jej nie odeśle.
separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?