Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Ukryte pragnienia

Piętnastomiesięczny człowiek z przejęciem w oczach pokazuje na coś palcem. – Chcesz pomarańczę? – Nie.
– Zobacz, jakie piękne pomarańcze, wyglądają jak na obrazach mistrzów holenderskich. Chcesz zjeść? – Nie.


– Fotografia ze ściany? Na fotografii pędzące auto rozpryskujące miejskie jezioro, kałużę. Chcesz autem się pobawić? – Nie.
– Pokazujesz na coś za oknem? Ptaszka widzisz? Gałęzie? Sąsiad pali na balkonie. Do sąsiada na fajeczkę chcesz? – Nieee!!  Piętnastomiesięczny człowiek zaczyna tupać z wściekłością nogami o ziemię i zanosić się płaczem.
– No to ja już nie wiem, czego chcesz.
„Jak nic nie chcesz, to smoły się napij”, mówiła w takich sytuacjach moja babcia. Babcia, która zresztą była nader leniwa i dogadzaniem jedynej wnuczce specjalnie się nie zamęczała. Wolała skupić się na swoich potrzebach – czytaniu i paleniu.

Czy nie jest to irytujące, że u wielu dzieci słowo „nie” pojawia się długo przed nadejściem słowa „tak”?
Czasem wydaje mi się, że mój syn to nihilista. Prezentuje postawę na „nie”. Czy świat i dorośli są tacy negatywni, tak rzadko coś nam pasuje i stajemy się przykładem, który dzieci naśladują? Czy może spółgłoska „n” jest łatwiejsza do wymówienia niż „t”? To niemożliwe, wszak Kubuś od dawna mówi „tata”, więc dlaczego nie powie „tak”. A może pomimo jego młodego wieku już go nie rozumiemy, nie potrafimy zgłębić jego pragnień. Chcemy, by podążał w kierunku wyznaczonym przez nas, tymczasem czy nie lepiej podążać za nim?

Piętnastomiesięczne dziecko, mówiąc wciąż „nie”, bawi się trochę naszym kosztem. Sprawdza granice naszej wyobraźni i wytrzymałości. Co mi jeszcze ta mamuśka zaproponuje? Numer z pomarańczą był niezły, chciała fotkę ze ściany ściągnąć, ha, ha. Rodzice bardziej zwariowani na punkcie pragnień swych pociech niż moja leniwa babcia są gotowi na niebywałe wyrzeczenia, żeby tylko dziecięciu gwiazdkę z nieba zaimportować. Może słusznie? Ich dzieci wyrastają na asertywnych szefów przyzwyczajonych do tego, że personel bez szemrania zostaje po godzinach, by dobrnąć do celu firmy.

Mam jeszcze jedną hipotezę, dlaczego dzieci pokazują na coś palcem, a my nie wiemy, co to ta abstrakcyjna przestrzeń, niewyraźny kierunek. Może to uczucie, że czegoś się pragnie, ale nie potrafi się tego zdefiniować, nie mówiąc o zwerbalizowaniu. Uczucie, z którym się rodzimy i które nasila się z wiekiem. Za czymś gonimy, do czegoś/kogoś tęsknimy. Za łódką sunącą po jeziorze, za ucieczką na tropikalną wyspę... Tak przyzwyczailiśmy się do ukrytych pragnień, że ich nie dostrzegamy. Wiem, że Kuba też je ma. I muszę pogodzić się z tym, że wiele jego pragnień pozostanie dla mnie tajemnicą.


Tekst: Agata Passent/Syndykat Autorów
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?