Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Wielka cisza

Większość obaw, jakie miałam w związku z pojawieniem się dziecka, nie sprawdziła się. Ale jednej niemiłej niespodzianki zupełnie nie przewidziałam. Dziecko nie jest bezszmerowe.

Najdroższe limuzyny to te najcichsze.
Prowadzimy auto, wciskamy gaz do dechy na niemieckiej autostradzie, zapominamy, jaką prędkość rozwijamy, bo silnik szemrze cichutko jak mazurska trzcina nad jeziorem. Jeśli stać nas na takie auto, to – w trosce o uszy, głowę i spokój myśli – należy bez wahania szarpnąć się na wydatek. W przypadku dzieci nie mamy wyboru. Może nam trafić się dziecko luksusowe, ciche jak nowy mercedes, albo skrzeczące, turkocące, jęczące, prychające niczym stary polonez.
Przed pojawieniem się dziecka boimy się różnych spraw: że po porodzie nie wrócimy do szczupłej sylwetki, że przez dziecko stracimy pracę, że na gorsze zmieni się relacja partnerska, bo będziemy widzieć w sobie tylko rodziców, a nie kochanka i kochankę. Te lęki nachodziły i mnie. Większość się nie sprawdziła. Ale jednej niemiłej niespodzianki związanej z dzieckiem zupełnie nie przewidziałam. Okazuje się, że nie jest ono bezszmerowe.

Dopóki dziecko nie pójdzie do przedszkola, dopóki dziadkowie, teściowie bądź znajomi nie zabiorą go na wakacje – nie zaznasz ciszy. Nawet w nocy. Choć mój syn śpi już w osobnym pokoju, słyszę dźwięki wysokich obrotów. Kręci się głośniej niż zderzające się protony w centrum badań nuklearnych, siada, przekłada poduszki, mówi przez sen. Jego łóżko, które wydawało się solidne, po roku jest już rozklekotane. Na szczęście syn nie chrapie, ale widziałam noworodki chrapiące głośniej niż opity bukłakiem wina Sancho Pansa.
Gdy dorosły mówi sam do siebie, ludzkość zaczyna patrzeć na niego z ukosa i powolnym krokiem zbliżają się do niego panowie z kaftanem. Schizofrenia, mania? Tymczasem większość zdrowych dzieci „mówi”, a raczej paple, własnym abstrakcyjnym językiem, niektóre bezustannie. Odbieram takie paplanie jako rodzaj zaznaczania swej obecności we wszechświecie – wydaję dźwięki, więc jestem. Niemowlak być może uprawia dialog ze światem, nie wiedząc, że to monolog. Gada do plastikowej koparki, do palącej papierosy na oddalonym balkonie sąsiadki, która nic nie słyszy. Fascynująca jest obserwacja, jak kształtuje się aparat mowy, szczególnie własnego dzidziusia. Ale niechby się kształtował między 14 a 18, a potem dał posłuchać Szostakowicza.

Im więcej w domu dzieci, tym więcej decybeli. Dzieci mówią równolegle, ale i na krzyż. Nakręcają się wzajemnie, krzyczą do siebie, odgrywają nawzajem sceny z filmów, bajek. Nawet jeśli robią to w pokoju obok (rzadko, bo małe dzieci nie lubią segregacji, wolą przebywać obok rodziców), ten zgiełk jest męczący. W ładną pogodę można wyprowadzić je na dwór – poza mieszkaniem dźwięk lepiej się rozprasza. Aby ten zgiełk nie otumaniał nam kompletnie zmysłów, koniecznie trzeba tak sobie organizować życie, by znaleźć czas na wielką ciszę. Co parę dni wychodzić na kursy jogi, samotne spacery. Ja regularnie uciekam przed synem do biblioteki. Brak ciszy wychowuje matki i ojców o tępym spojrzeniu, którzy nie słyszą własnych myśli. Głuchną na to, co mówią przyjaciele, dziennikarze, poeci. Rodzic zakrzyczany staje się nudny jak przysłowiowe flaki z olejem.   


Tekst: Agata Passent/Syndykat Autorów
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?