Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Wrzesień 2012 - trzech wspaniałych

Grzegorz Wojtowicz, tata miesiąca, Twój maluszekGrzegorz Wojtowicz
WYŚLIJ SMS pod nr 72012 o treści TATA.1


Iskierka w oku
Chciałabym pochwalić się człowiekiem, z którym dane jest mi iść przez życie i który jest nie tylko wspaniałym tatą, ale także moim najcudowniejszym mężem. Gdy w 2010 roku okazało się, że zostaniemy rodzicami, byliśmy najszczęśliwszymi ludźmi pod słońcem. I tak było prawie do końca szóstego miesiąca ciąży. Właśnie wtedy okazało się, że nasz synek urodzi się ze złożoną wadą serduszka i aby żyć, będzie musiał przejść trzy operacje. Do końca ciąży zastanawialiśmy się, czy sobie poradzimy. No i nadszedł dzień, w którym musieliśmy się stawić w szpitalu oddalonym o 150 km od domu. Byliśmy tam zupełnie sami i wytrwale (przez dwa tygodnie) czekaliśmy na nasze maleństwo.

Mój mąż każdego dnia był przy mnie. Tak bardzo chciał być przy narodzinach dziecka, że przez ten okres spał w samochodzie przed szpitalem. Nie chciał tracić czasu na dojazd w razie rozpoczęcia akcji porodowej (tłumaczyłam mu, że poród tak szybko nie przebiega, ale to nic nie pomogło). Gdy synek był już na świecie, okazało się, że Grzegorz jest też najwspanialszym i najtroskliwszym ojcem pod słońcem. Nasz syn ma dziś 11 miesięcy. Mimo że przed nami jeszcze dwie operacje, wiem, że z takim wsparciem, jakie daje mi mąż, na pewno sobie poradzę. Każdego dnia, jak patrzę, gdy bawi się z dzieckiem, nie mogę się nadziwić, że taka mała istotka jest w stanie wywołać u mężczyzny tę wyjątkową „iskierkę” w oku. Dziękuję, że zorganizowaliście konkurs dla ojców. Od dawna szukałam sposobu, by w oryginalny sposób podziękować mojemu mężowi. Mam nadzieję, że inne mamy też dostrzegą, jak wielkie wsparcie dają im ich mężowie.


Bartek Szczepański, tata miesiąca, Twój maluszekBartek Szczepański
WYŚLIJ SMS pod nr 72012 o treści TATA.2

Gra synkowi na gitarze
Zaczęło się wszystko od tego, że wcale nie planowaliśmy dziecka. Tzn. kiedyś, w dalekiej przyszłości, ale jeszcze nie tak szybko. Jednak natura jest mądrzejsza od człowieka i zadecydowała za nas. Bartek od razu oszalał na punkcie „fasolki” i pewnie (gdyby mógł) chętnie zamieniłby się ze mną, żeby samemu zadbać o wszystko. Pomagał, wyręczał, pilnował, bym się nie przemęczała. Zastanawialiśmy się nad imieniem dla dziecka i postanowiliśmy, że jak będzie dziewczynka, damy jej na imię Julka. Tak sobie wszyscy wmówiliśmy tę Julkę, że inna opcja w ogóle nie wchodziła w grę. A tu po badaniach okazało się. że... z Julki zrobił się Król Julian, a właściwie Kubuś :-) I potwierdziło się, że naprawdę każdy facet marzy o synu. Totalny szał. Od dnia porodu mąż nie chce przegapić żadnej chwili w życiu naszego synka. Poświęca mu bardzo dużo czasu, a mały jest zapatrzony w tatę jak w obrazek.

Gdy tylko Bartek wraca z pracy i Kubuś go usłyszy, aż piszczy z radości. Mają wtedy swój czas. Latają samolotem po całym mieszkaniu, bawią się, przytulają, śmieją i piszczą. Bartek często gra małemu na gitarze. Może nie są to utwory typowo dziecięce, ale nie ma to kompletnie znaczenia, synek siedzi zasłuchany i wpatrzony w tatę. Czas kąpieli też należy tylko do nich. Nie mogę im przeszkadzać, bo jak powiedział tata w imieniu swoim i synka: „To są tylko męskie sprawy”. Ostatnio synek zrobił nam obojgu niespodziankę. Kombinował calutki dzień (ale poczekał aż mąż wróci z pracy) i po raz pierwszy usiadł samodzielnie! To było cudowne. Pisząc o moim zaradnym i opiekuńczym mężu muszę też podziękować teściowej. To ona nauczyła Bartka, że sprzątanie w domu to ciężka praca i nie należy ona wyłącznie do kobiet. Kochany Bartku, dziękuję, że jesteś taki cudowny.


Tadeusz Stasiuk, tata miesiąca, Twój maluszekTadeusz Stasiuk
WYŚLIJ SMS pod nr 72012 o treści TATA.3

Imię po tatusiu
Na upragnione dwie kreski czekaliśmy z mężem ponad rok. Gdy w marcu 2011 roku wreszcie się udało, poczuliśmy ogromne szczęście. Moja ciąża przebiegała bezproblemowo. Spędzaliśmy czas aktywnie. Chodziliśmy na basen, trochę po górach, spacerowaliśmy. Zaplanowałam tydzień zwolnienia tuż przed porodem po to, aby przygotować się na przyjście na świat naszego synka. Nie był mi jednak dany tydzień wolnego, ponieważ „dziedzic” pojawił się na świecie przed terminem. Urodził się przez cesarskie cięcie, bo nie obrócił się główką w dół. Pierwsza noc po powrocie do domu była najgorsza. Synek cały czas płakał, więc na zmianę z mężem go nosiliśmy i tuliliśmy. Od początku mąż zajmował się kąpielą – jego ręce wydawały mi się pewniejsze, a mnie i tak było ciężko nachylić się nad wanną. Poza tym zaczęłam gorączkować i żaden lekarz nie mógł ustalić, jaka jest tego przyczyna. Po zdjęciu szwów lekarze zatrzymali mnie w szpitalu.

Okazało się, że moja rana po cesarce nie goi się tak, jak powinna, i wdało się zakażenie. Spędziłam w szpitalu pięć dni. Dostawałam dożylnie antybiotyk. Płakałam. Tęskniłam tak bardzo... Mieszkamy 350 km od naszych rodzinnych miast. Nie mieliśmy do pomocy nikogo oprócz mojej koleżanki z pracy, która moim samochodem jeździła do szpitala, robiła zakupy mężowi, który sam opiekował się naszym synkiem (Magda, dziękuję ci z całego serca!). Tadeusz radził sobie znakomicie! Wszystko było posprzątanie, dziecko najedzone, przebrane, utulone, umyte... Mąż wysyłał tylko MMSy ze zdjęciami i przykładał telefon do ucha maluszka – żeby mógł usłyszeć mój głos. Wreszcie wypisano mnie do domu. Po drodze zajechałam do USC, aby sporządzić akt urodzenia. Gdy urzędniczka przepisywała wpisane przeze mnie dane, powiedziała: „Nie pomyliła się pani? Wpisała pani, że ojciec i syn mają takie samo imię”. Odpowiedziałam, że synek ma mieć na imię Tadeusz – tak jak jego wspaniały tatuś. Jestem pełna podziwu dla mojego męża, bo poradził sobie sam z noworodkiem. 

X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?