Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Ojcostwo - jedyna robota, która ma sens

| 10.05.2012, aktualizacja: 24.03.2016 | 0

Laurent z Francji, Mikołaj z Wielkopolski, i rodowity warszawiak Marcin spotkali się na jednym z warszawskich osiedli. Tu mieszkają i wychowują swoje dzieci. Nam zgodzili się opowiedzieć o życiowej przygodzie z ojcostwem.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
ojciec, syn, dziecko, tata, mężczyzna
fot. panthermedia

Trudno się z nimi umówić. Zdjęcia do gazety i rozmowa w  jednym dniu to za wiele dla ojca małego dziecka. Próbuję się zmieścić między wizytą u  ortodonty, treningiem piłkarskim i godziną pobudki Zuzi. Po porannych zdjęciach, wieczorem, gdy wykąpane przez tatusiów dzieci smacznie śpią, wreszcie możemy porozmawiać.

Tacie brak czasu

– Zawsze jest coś do zrobienia – mówi Mikołaj, a Marcin dodaje: – Praca na etacie i domowe obowiązki  bardzo absorbują. A jak ma się jeszcze pasje, ciężko zmieścić się w dobie. Na szczęście obaj z Tymkiem kochamy piłkę nożną. Razem chodzimy na mecze, wożę go na treningi do szkółki piłkarskiej – uzupełnia Marcin.

Laurentowi nie zawsze udaje się wszystko ogarnąć. –  Próbowałem regularnie chodzić z  Filipkiem na basen, ale się poddałem. Późno wracam z  pracy, potem zajmuję się synami. Z  basenu wracaliśmy dopiero o 22.00. Brakuje mi sportu, więc zacząłem biegać. Gdy Filip i  Maksio śpią, zakładam buty i  po 20 minutach znów jestem w domu - podsumowuje Laurent.

Pasje Mikołaja czasem tygodniami leżą nietknięte. Zdarza się, że wykrawam dla nich trochę czasu przeznaczonego na sen, siedzę i dłubię w komputerze, doglądam roślinek i potem kładę się o pierwszej, drugiej – przyznaje. Jest jeszcze paralotnia. Ale nie tak często jak kiedyś. – Jak polecę raz w  miesiącu, świat się nie zawali – żartuje Mikołaj.

Wzorce ojcostwa

– Mój ojciec nie jest dla mnie wzorem, ale punktem odniesienia – twierdzi Laurent. –  Żyjemy w innych czasach. Poza tym mieszkam w Polsce. We Francji, skąd pochodzę, wychowuje się dzieci inaczej. Rodzina nie siedzi przy stole 15 minut, ale 1,5–2 godziny, w tym czasie je, rozmawia. Dzieci są do tego przyzwyczajane od urodzenia. Ja tak miałem dwa razy dziennie przez 25 lat. Gdy próbowałem ten zwyczaj wprowadzić w swoim domu, spotkałem się z trudnościami. Poczułem, że jestem odbierany jako „tata tortura”, „tata dyscyplina”. Trochę trwało, nim zrozumiałem, że nie mam racji – dodaje na koniec Laurent.

Mikołaj przejął po rodzicach pasję ogrodniczą, ale dzieci wychowuje inaczej. – Oboje z  moją żoną, Dorotką mamy podobną wizję wychowania, wyznajemy podobne wartości. Angażujemy Bartka i Zuzię we wspólne pieczenie pizzy czy sadzenie tulipanów – wylicza Mikołaj.

Marcin podsumowuje: – Jesteśmy pokoleniem lat 70., wtedy model wychowania był inny. Nie mieści się nam w głowie, że dziecko mogłoby samo iść ulicą, a kiedyś nie przywiązywało się do tego takiej wagi.

separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?