Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Autorki Ala'Antkowe BLW mówią: „Nie mamy czasu, by stać przy garach”

| 12.05.2016, aktualizacja: 04.07.2016 | 0
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(3)
Alaantkowe BLW: blogerki
fot. mat. prasowe
Trzy lata temu nie miały pojęcia o odżywianiu dzieci – dzisiaj są ekspertkami w tej dziedzinie. Metodę BLW odkryły, gdy ich dzieci były niemowlętami – i z powodzeniem stosują ją do dziś! Przeczytajcie, co o jedzeniu, gotowaniu i macierzyństwie opowiadają Joanna Anger i Anna Piszczek, autorki bloga Alaantkoweblw.pl i kulinarnego bestsellera „Alaantkowe BLW”.
Przygoda z metodą BLW zaczęła się u Joasi i Ani niespełna 3 lata temu. Obie były młodymi mamami i szukały takiej metody rozszerzania diety dziecka, która by odpowiadała nie tylko im, lecz także ich dzieciom (Ali i Antkowi). Nie chciały bawić się w żadne samolociki nad stołem ani na siłę wciskać łyżeczkę do ust malucha. BLW odkryły trochę przypadkiem (szczególnie Joasia, o czym przeczytacie poniżej!). Poznały się też przez przypadek. Dzisiaj się przyjaźnią i wspólnie prowadzą bloga Ala'Antkowe BLW, a ich książka: „Alaantkowe BLW. Od niemowlaka do starszaka. Domowa książka kucharska” (wyd. Mamania) przez pół roku utrzymywała się na szczycie listy kulinarnych hitów Empiku – i to przed takimi tuzami jak Jamie Olivier czy Michel Moran! 

Przeczytaj rozmowę z Gill Rapley, współautorką książki „Bobas Lubi Wybór” (wyd. Mamania)

– Mieszkacie w innych miastach, więc jak się poznałyście?

Joasia: To historia jak z romansu! Kiedy nasze dzieci skończyły pół roku, obie dołączyłyśmy do grupy dyskusyjnej o BLW na Facebooku. Któregoś dnia Ania zadała jakieś pytanie, a ja odpowiedziałam…
Ania: …a potem zaczęłyśmy pisać do siebie prywatnie i od słowa do słowa okazało się, że mamy dzieci w tym samym wieku i to samo poczucie humoru.

– To jeszcze musicie sobie teraz przypomnieć, co to za pytanie Ania wtedy zadała.

Ania: Pamiętam doskonale, tym bardziej, że to jest pytanie, na które teraz odpowiadamy tysiąc razy każdego miesiąca, czyli: „Jak podać dziecku banana, żeby mu się dziecku nie ślizgał w ręce?”.

– Może w takim smoczku z siatką?

Ania: Nie, absolutnie!
Joasia: A sama chciałabyś jeść przez siatkę? Na pewno nie, więc czemu chcesz tak podać dziecku?
Ania: Zamiast pakować do siatkowego smoczka, możesz np. posypać amarantusem ekspandowanym. Albo obciąć skórkę do połowy – właśnie tę radę dostałam od Joasi. Odradzamy siatkowe smoczki choćby dlatego, że one niczego nie uczą. Niemowlę, zamiast ćwiczyć przeżuwanie i gryzienie, dostaje do buzi tylko papkę albo sok. 
Joasia: Często, na pytania innych mam, co dać, dziecku albo w jaki sposób dać, odpowiadamy tym pytaniem, które zadałam ci przed chwilą: „Czy sama byś to zjadła?” Jeśli nie – to nie dawaj też tego swojemu dziecku. 

– Co to jest BLW? Poproszę o Waszą definicję.

Joasia: W wielkim skrócie to pozwolenie dziecku, żeby samo decydowało, ile zje. Albo inaczej: to jest
proces samoodstawienia się dziecka od mleka.
Ania: A mówiąc jeszcze ogólniej, to metoda odżywiania, której podstawą jest całkowite zaufanie dziecku. To ono wie najlepiej, co i ile powinno jeść. Często BLW określa się jako metodę, według której dziecko je rączką, a nie łyżeczką – tymczasem to jest tylko jedna z cech BLW i to wcale nie najważniejsza! Kluczowe jest co innego: to, że dziecko samo decyduje o tym, ile pije mleka, a ile zjada stałych dań. Właśnie to jest główną ideą BLW.
Joasia: Żeby mówić o BLW, muszą być jednak spełnione trzy zasady. Przede wszystkim dziecko musi samodzielnie siedzieć np. na kolanach rodziców. Po drugie: wiek co najmniej 6. miesięcy życia. I trzecie: dziecko musi już być zainteresowane stałym jedzeniem i mieć już na tyle rozwinięte zdolności motoryczne, aby mogło już jeść samodzielnie.

„W BLW kluczowe jest to, że dziecko samo decyduje o tym, ile pije mleka, a ile zjada stałych dań. Właśnie to jest główną ideą BLW”

– Jak poznałyście tę metodę odżywiania dzieci?

Joasia: Ja przez zupełny przypadek. Na tylnej okładce książki Agnieszki Stein „Dziecko z bliska”, wydanej przez wyd. Mamania, zobaczyłam zapowiedź innej wydanej przez nich książki: „Bobas lubi wybór”. Nie miałam pojęcia o co chodzi w tym sformułowaniu: „Bobas lubi wybór” – myślałam najpierw, że to książka o wychowaniu dzieci – ale sam jej tytuł tak mnie zaintrygował, że ją sobie zamówiłam. Moja córeczka akurat miała 4. miesiące. Przeczytałam i powiedziałam do siebie: „To jest metoda dla nas”.
Ania: Z kolei ja byłam typowym przykładem mamy, która chce wszystko robić tak, jak jest to zalecane w tabelach. Kiedy więc Antek skończył 6. miesięcy, otworzyłam słoiczek z papką i spróbowałam mu ją podać – tylko, że on zupełnie nie chciał się na takie jedzenie zgodzić. Po kilku nieudanych próbach zaczęłam już wpadać w panikę: „On nie chce jeść papek, a moje mleko już mu nie wystarcza, więc zaraz się zagłodzi, wpadnie w anemię, zacznie chorować…” – typowy sposób myślenia mamy, która zamiast zaufać dziecku, ufa statystyce. Na szczęście trafiłam na bardzo mądrą doradczynię laktacyjną, Justynę Walczak. Za jej namową zgłębiłam temat BLW, aż wreszcie któregoś dnia posadziłam synka przed jedzeniem i pozwoliłam mu jeść samemu. I to było to. 

– BLW kojarzy się z początkowym okresem rozszerzania diety dziecka, tymczasem w waszej książce stosunkowo mało piszecie o tych pierwszych tygodniach. Dlaczego?

Ania: Bo z naszego doświadczenia wynika, że w pierwszych miesiącach rozszerzania diety niemowlę tylko próbuje nowych potraw, a nie zajada się nimi. Z tego powodu uważamy, że w tym początkowym okresie nie ma sensu stać przy garach. Raczej namawiamy: „Dajcie dziecku spróbować czegoś zdrowego z waszego talerza”.
Joasia: Poza tym w tym początkowym okresie dziecko powinno poznawać smaki pojedynczych produktów. Uczyć się, jak smakuje sam ziemniak, brokuł czy sama marchewka, a nie jak smakuje sałatka jarzynowa.
Czytaj także: Nowe zalecenia w rozszerzaniu diety dziecka

– Nie podajecie też w książce ścisłych wytycznych: co i kiedy powinno pojawić się w diecie dziecka.

Ania: Bo takich ścisłych wytycznych nie ma. Wiadomo oczywiście, że np. miód podaje się dzieciom dopiero po 1. roku życia, ale jeśli chodzi o warzywa i owoce, to każdy rodzic może decydować sam.
Joasia: Wielką zaletą BLW jest elastyczność. Tutaj nie ma takich ram: „Dziś moje dziecko kończy siedem miesięcy, więc mogę mu już podać to, to i to”.

– Wydaje mi się jednak, że rodzice zamiast elastyczności szukają sztywnych reguł.

Joasia: To prawda, też to niestety obserwujemy. 
Ania: Na blogu mamy zakładkę: „Przepisy według wieku Ali i Antka” i zamieszczamy tam dania, które my podałyśmy naszym dzieciom na określonym etapie rozszerzania diety. Jeżeli nasze dzieci jadły jakieś placki w wieku 9. miesięcy, to tak napisałyśmy – ale decyzję, kiedy mama ma je podać swojemu dziecku, pozostawiamy już jej.
Joasia: Nieraz rodzice też piszą do nas z prośbą o radę, bo np. ich dzieci piją za mało mililitrów mleka na śniadanie, a za dużo na kolację. My wtedy robimy wielkie oczy, bo w ogóle nie znamy takich wyliczeń! Jako mamy karmiące piersią nigdy nie byłyśmy w stanie sprawdzić, ile mleka wypijały nasze dzieci – i dobrze, bo to one same miały decydować, czy są najedzone, czy nie.
Ania: Dziecko pije tyle mleka z piersi, ile potrzebuje. W BLW też kierujemy się tą zasadą.
Joasia: Ważną zasadę będzie też to, ze na początku rozszerzania diety metodą BLW każdy posiłek rozpoczynamy podaniem dziecku mleka. Tę kolejność odwracamy dopiero, gdy widzimy, że dziecko już z ochotą sięga po stałe dania i je świadomie. Wtedy mleko kończy posiłek, a nie go zaczyna.

„Wielką zaletą BLW jest elastyczność. Tutaj nie ma takich ram: „Dziś moje dziecko kończy siedem miesięcy, więc mogę mu już podać to, to i to”

– Brak sztywnych zasad w BLW nie oznacza jednak zupełnej dowolności, prawda?

Ania: Wszystko w granicach zdrowego rozsądku: przecież wiadomo, że dziecko, które ledwie siedzi, nie weźmie jeszcze do ręki kawałka pizzy, nawet jeśli to będzie pizza z domowego ciasta i z domowym sosem.
Joasia: Czasem mówi się, że metoda BLW zakłada, by dziecku podawać wszystko to, co je dorosły. To jednak jest zbyt duże uproszczenie, a nawet przekłamanie. Rodzice niemowląt piszą do nas: „Naprawdę ono może jeść takie posolone?” – i niektórym nawet do głowy nie przyjdzie, by ze względu na dziecko zrezygnować z tej soli.

– Czy macie jakieś ulubione przepisy, który dostałyście od siebie nawzajem?

Joasia: Poczekaj, znowu się muszę się zastanowić… Mam, leczo! Ja ogólnie nie lubię leczo, zawsze mnie jakoś wygląd odstraszał, zresztą nawet sama nazwa brzmi dla mnie nieapetycznie, ale ostatnio Ania zrobiła leczo z ciecierzycą – więc stwierdziłam, że skoro też mam ciecierzycę w szafce,  to spróbuję i ja. Zrobiłam i cała rodzina się zachwyciła. 
Ania: No, jakoś wybrnęłaś z pytania! Ja bez zastanowienia mogę odpowiedzieć, że mój ulubiony przepis od Asi to jaglanka z masłem orzechowym domowej roboty i miodem. U mnie w domu blendujemy to i jemy na śniadanie. Uwielbiam tę potrawę, choć kiedyś kaszy jaglanej nie znosiłam.
Joasia: Bo tu się musimy przyznać do naszej różnicy zdań. Ja zawsze byłam po stronie kaszy jaglanej, a Ania komosy...
Ania: …bo ja nigdy wcześniej nie umiałam ugotować tak smacznie kaszy, jak ty!

– Jak wybierałyście przepisy do książki?

Ania: Na pewno brałyśmy pod uwagę, czy proponowane przez nas dania są proste i szybkie – większość przygotowuje się w kilkanaście minut, oczywiście nie licząc czasu pieczenia czy gotowania. Wychodziłyśmy z założenia, że gotowanie rodzica nie może być długie, bo przecież to zawsze jest gotowanie z dzieckiem uwieszonym do nogi. 
Joasia: A nawet jeśli dziecko się grzecznie bawi, to i tak większość mam woli usiąść obok niego, niż stać przy kuchni.
Ania: Poza tym zwracałyśmy uwagę, czy nasze przepisy są złożone z łatwo dostępnych produktów.
Joasia: Ważna też była dla nas cena. To są smaczne, zdrowe, ale jednocześnie tanie dania. I jeszcze jedno. Wbrew pozorom to wcale nie są potrawy tylko dla dzieci. To są dania dla całej rodziny. W BLW wspólne, rodzinne jedzenie jest bardzo istotne.

– A w jaki sposób wymyślacie wasze przepisy? Gdzie szukacie inspiracji?

Joasia: W naszych szafkach! Otwieramy szafki w kuchni i patrzymy: „Aha, mam w domu soczewicę i pomidory, więc dziś na obiad będzie makaron z sosem pomidorowym i soczewicą”. Wiele naszych potraw powstało też po prostu z ulepszenia zwykłych przepisów bazowych: na pierogi, na gotowaną kaszę, na naleśniki, kluski śląskie...
Ania: Nasz tok myślenia jest taki: „Mam przepis na kluski śląskie, ale chcę, żeby moje dziecko zjadło trochę zdrowiej, więc oprócz ziemniaków dodam do ciasta jeszcze szpinak. A żeby było smaczniej, wcisnę ząbek czosnku”. I dzięki temu powstaje coś fajnego.
Joasia: Albo patrzysz np. na przepisy Jamie’ego Oliviera – cudownego kucharza! – i widzisz: „Boże, jaki ten jego przepis na placek jest smaczny i szybki”. Więc placek robisz tak samo jak Jamie, ale na wierzch wrzucasz już to, co lubisz ty i twoje dziecko. I masz swoją własną, nową potrawę.

„Gotowanie rodzica nie może być długie, bo przecież to zawsze jest gotowanie z dzieckiem uwieszonym do nogi”

– Mnie się bardzo podoba wasz patent na podanie dziecku zupy. Wywar do kubka, a warzywa na talerzyk.

Joasia: I niech się dzieje, co chce! Takie to proste, prawda?
Ania: Zazwyczaj proste patenty są najlepsze, szkoda, że tak często o nich zapominamy.

– I niech to będzie nasza puenta! Dziękuję za rozmowę. 



„Alaantkowe BLW” (kupisz na stronie wyd. Mamania) to książka kucharska inne niż wszystkie. Autorki piszą we wstępie: „Macierzyństwo zaowocowało nie tylko przypływem miłości, której nigdy wcześniej nie zaznałyśmy, ale było także źródłem inspiracji w wielu obszarach naszego życia. Jednym z nich był temat odżywiania całej rodziny. Razem z naszymi dziećmi uczyłyśmy się delektować jedzeniem, poznawać nowe, zdrowe smaki. Do tej pory rzadko myślałyśmy o tym, że należy się przede wszystkim odżywiać, a nie jeść. Pojawienie się dziecka to dobry moment na zmianę przyzwyczajeń żywieniowych”.

Czytaj także: 

separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?