Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Narodziny mamy - wywiad z dr n. med. Preeti Agrawal

| 20.05.2016, aktualizacja: 16.09.2016 | 2
separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(4)
dr n.med. Preeti Agrawal
fot. Sebastian Borowski
„Rodząc dziecko, rodzisz siebie. Nawet jeżeli coś w twoim życiu było nie tak, teraz urodzisz siebie jako nową istotę” – o ciąży, porodzie i byciu mamą mówi dr n.med. Preeti Agrawal.

Przedstawiamy wam niezwykłą lekarkę, do której przyjeżdżają kobiety z całej Polski. Pochodzi z Indii, ale mieszka i pracuje we Wrocławiu. Uważa, że „zdrowie to bardziej podróż niż stacja przeznaczenia”. W swojej praktyce łączy medycynę naturalną z medycyną konwencjonalną. Zobaczcie, co dr n. med. Preeti Agrawal, ginekolog położnik, mówi o ciąży, porodzie i byciu mamą.

Co poradziłaby Pani mamie, która właśnie urodziła dziecko?

dr n. med. Preeti Agrawal: By pozwoliła sobie pomóc. W tradycji hinduskiej świeżo upieczonej mamie pomagają inne kobiety: teściowa, siostry i ciocie gotują, sprzątają. Takie „matkowanie matce” to piękna tradycja. Dzięki niej mama może zająć się tylko dzieckiem i  sobą, nabrać sił, zadbać o dietę, odpocząć… To działa: depresja poporodowa występuje tam rzadko i jest mniej problemów z karmieniem piersią, bo ilość i jakość pokarmu zależą od kondycji psychicznej i fizycznej mamy.

O czym jeszcze warto pamiętać tuż po porodzie?

– Że poświęcanie się to nie jest zdrowa forma macierzyństwa. Żaden człowiek (młoda mama też!) nie powinien być więźniem, kimś, kto nie ma prawa zająć się sobą, zaspakajać swoich potrzeb. Jak mówi stara mądrość: nie da się czerpać wody z pustej studni. Żeby opiekować się kimś, trzeba mieć siłę, a żeby ją mieć, trzeba najpierw zaopiekować się sobą.

A czego potrzebuje dziecko?

– Naszej miłości, bliskości, dotyku, ciepła. Dla jego rozwoju kluczowe jest to, jak się do niego odnosimy, a nie ilość gadżetów, którymi je otoczymy. Nie potrzebuje np. baterii kosmetyków. Jego skóra jest jak gąbka: chłonie wszystko, co na nią nakładamy. Trzeba stosować tylko to, co naturalne i niezbędne, np. naturalne oleje jadalne, bogate w witaminy A i E (np. rzepakowy, migdałowy).

Cofnijmy się do porodu. Jak to jest, że choć nigdy nie był tak bezpieczny jak teraz, kobiety bardzo się go boją, co widać np. po liczbie cesarek na życzenie?

– To dlatego, że dysponując wiedzą i technologią, zapomnieliśmy o tym, co najważniejsze: ludzkość dotrwała do dziś nie dzięki cesarskiemu cięciu, aparatom do KTG i zastrzykom oksytocyny, ale dlatego że istnieje doskonały mechanizm, który służy temu, co biologicznie dla nas najważniejsze: przekazywaniu życia. Nauka powoli zaczyna „odkrywać” to, o czym dawne kultury i medycyna Wschodu wiedziały od zawsze: nasze ciała, tak jak ciała zwierząt, wiedzą, jak rodzić. Problem w tym, że im nie wierzymy, bo wolimy ufać technologii. Efekt? Poród nie jest prowadzony naturalnie, tak jak przewidziała to natura. Kobietom każe się rodzić w niefizjologicznej pozycji: na wznak. To go spowalnia, więc podaje się oksytocynę, która sprawia, że skurcze stają się boleśniejsze i potrzebne są środki przeciwbólowe. Jedna interwencja prowadzi do kolejnej. Rodząca staje się obiektem działań położnej i lekarza, a nie najważniejszym uczestnikiem porodu.

Dlaczego nie ufamy naturze?

– Lekarzy uczy się, że poród trzeba monitorować, by wychwycić zagrożenia i w porę interweniować. To dobrze, ale nie uczy się ich, że gdy dojdzie już do pełnego rozwarcia, następuje przerwa, której organizm rodzącej potrzebuje, aby zmobilizować siły do wypchnięcia dziecka. Dlatego najczęściej podają oksytocynę. Czują, że muszą pomóc natychmiast. Myślę, że to podejście zaczęło dominować, gdy za przyjmowanie porodów wzięli się mężczyźni ze swoją potrzebą pełnej kontroli, nastawieniem, by wszystko szło szybko i sprawnie. A poród wymaga cierpliwości... W Polsce dużo się ostatnio pod tym względem zmieniło, ale tzw. poród naturalny nadal trudno nazwać w pełni naturalnym.

Czy można dziś rodzić w pozycji innej niż leżąca?

– To zależy od szpitala i tego, czy są w nim odpowiednio przeszkolone położne. Ale i tak, gdy tylko pojawia się lekarz, rodząca zwykle musi położyć się na plecach.

Może lepiej rodzić w domu? Czy to opcja dla każdego?

– Absolutnie nie. Natura i podążanie za nią jest ważne, ale ważne jest także poczucie bezpieczeństwa, które daje współczesna medycyna. Póki co nie mamy wsparcia od strony systemu. To nie jest Anglia, gdzie można liczyć na karetkę, która czeka na sygnał w pełnej gotowości. Uważam, że na poród w domu powinny się decydować jedynie zupełnie zdrowe, świetnie przygotowane kobiety, które mogą liczyć na profesjonalną pomoc w razie jakichkolwiek komplikacji.

Co w takim razie „skazana” na szpital przyszła mama może zrobić, aby być bliżej natury, bardziej sobie zaufać?

– To, co zależy od niej: może dbać o siebie i pracować nad swoim nastawieniem. Jeśli kobieta jest dobrze przygotowana do porodu, poradzi sobie także w szpitalu. Od kilku lat przyszłe mamy mogą przygotowywać plan porodu. To fajna sprawa – dzięki niemu wiadomo, czego oczekują, czego nie chcą. Są świadome, znają swoje prawa i mogą je egzekwować.

Pobierz do druku plan porodu

separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (2)
avatar

CCC
CCC | 2016-05-23 09:13 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Takiej poloznej chce :)

Odpowiedz

Zeta
Zeta | 2016-05-22 09:45 Zgłoś komentarzZgłoś komentarz do moderacji

Tak, tak i jeszcze raz tak. Urodziłam swoją córeczkę w przyszpitalnym Domu Narodzin i, choć ból był okrutny, dałam radę i nigdy nie żałowałam tej decyzji. A następnego dnia obie w pełni sił wróciłyśmy do domu :-)

Odpowiedz
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?