Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

Jurek Owsiak: pieniądze WOŚP nie znikają, a bycie z Orkiestrą jest nowoczesne!

| 24.06.2015, aktualizacja: 30.06.2015 | 3

Fundację Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zna 97 proc. Polaków, a sprzęt medyczny z czerwonym serduszkiem uratował już życie i zdrowie tysięcy dzieci. Jurek Owsiak, pomysłodawca i założyciel WOŚP, opowiada nam m.in., jak ustala się cele styczniowych zbiórek i w jaki sposób są wydawane zebrane podczas nich pieniądze. Dlaczego właśnie teraz? Bo pod koniec czerwca WOŚP ogłasza rozliczenia.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(1)
Jerzy Owsiak
fot. Łukasz Widziszowski

Dlaczego warto pomagać?

Bo to daje satysfakcję, bo to daje paliwo, bo to daje radość. To, że chcemy komuś pomóc, jest jak dobry trening, jak poczucie, że jesteśmy na wakacjach, gdy wszyscy są szczęśliwi. Kiedy pomagamy, wyzwalamy u ludzi pozytywne reakcje, niezależnie jak trudna jest sytuacja. Pomaganie jest czymś naturalnym, ludzkim i siedzi w pokładach dobra, które w sobie mamy. A na koniec to po prostu obowiązek. W zimnym, przeliczającym wszystko na pieniądze społeczeństwie XXI wieku pomaganie jest obszarem naszej wolności. To nasza decyzja, w co się ostatecznie zaangażujemy, jak pomożemy.  

Jak sprawiasz, że ludzie chcą pomagać?

Przypominam im, bo nie ma w tym nic złego. W dzisiejszych czasach zakręceni codziennością i jej pędem ludzie potrzebują wskazania palcem. Jeśli mają ochotę, uczestniczą w tym. Gdy jasno mówimy, o co nam chodzi, nie używamy barokowych ozdobników, to ludzie ochoczo biorą w tym udział. Cała maszyna pomagania jest dzisiaj, nie krępuję się już o tym mówić, jak dobrze skonstruowane przedsiębiorstwo, które przynosi na koniec pozytywny rezultat. Nie trzeba przekonywać ludzi do pomagania. Odwróciłbym to w inną stronę: jeśli nie chcą pomagać, to niech nie przeszkadzają.

Atmosfera jest ważna?

Ważna jest radość, napędzanie się radością innych. Polaków nie trzeba jakoś specjalnie nakłaniać do pomagania, bo im się chce. Polska to kraj, który przeszedł w swojej historii tyle, że większości Europejczyków trudno zrozumieć, że czasem nam się jeszcze chciało chcieć. W szarych czasach komuny Polacy robili np. festiwal w Jarocinie, choć im przeszkadzano. Podobnie Pomarańczowa Alternatywa jako przeciwstawienie się ludziom w szarych płaszczach. Nam też często się przeszkadza i nie wiem, jak to jest, ale ci przeszkadzacze zyskują spory posłuch, bo w nas, Polakach, jest czasem taka tendencja do jęczenia, łapania focha. Niepotrzebnie, bo jesteśmy narodem, który jest wesoły, kumpelski, dobrze pracujący, przyjacielski i bardzo zdolny.

Orkiestra zbiera pieniądze od 23 lat, w tym roku było 1500 sztabów. A na początku?

W ogóle nie było sztabów! Było 10 tysięcy odbitek ledwo czytelnego listu, w którym jego posiadacz informował, że będzie zbierał pieniądze na sprzęt dla Centrum Zdrowia Dziecka. Często miał dredy, bardziej lub mniej rokendrolowy wygląd. Ludzie musieli uruchomić w sobie ogromne pokłady zaufania, żeby takiemu człowiekowi wrzucić pieniądze do torebki po jabłkach czy do pudełka po proszku do prania. Później sami zbierający powiedzieli: daj nam identyfikator, to ludzie będą nas lepiej traktować, zróbmy puszki. Ale ta pierwsza zbiórka, która dała około 1,5 miliona dolarów, była szokiem. Kupiliśmy sprzęt nie tylko dla CZD, ale też dla siedmiu ośrodków kardiochirurgii dziecięcej w całej Polsce. Wtedy byłem ledwo rozpoznawalny, dopiero od roku prowadziłem program w TV „Róbta, co chceta”, ale właśnie tam ludzie zobaczyli, że przy okazji pomagania jest tyle radości, jest spontan, zabawa i jest efekt. Wszystko zawarte było w tym pierwszym kroku: zebraliśmy pieniądze, kupiliśmy sprzęt, powiadomiliśmy o tym w TV. Zrobiliśmy drugi finał, którego telewizja w ogóle nie chciała robić. Wszyscy mówili, że to się nie uda drugi raz. Ale znów się udało. Przy trzecim powiedziałem: dobra, wystarczy, przecież ja się tym nie zajmuję. Ale to się rozwinęło, utworzyliśmy fundację, która nas wciągnęła. Pierwszy finał z drugim jest podobny, piąty z szóstym i czternasty z piętnastym też, ale pierwszy i ostatni finał, to jakby przesiąść się ze zdezelowanego poloneza do wypasionego ztuningowanego ogórka (VW typ 2 Transporter – przyp. red.). Choć tak naprawdę wciąż robimy to samo. Sztaby, zaufanie, puszka i kontrola społeczna – jak zgrandzisz kasę, ludzie cię dopadną, bo ja tu nie jestem żadnym kontrolerem. Orkiestra to już dla nastolatków prawdziwa szkoła odpowiedzialności.

Chcecie zbierać jeszcze więcej pieniędzy?

Nie, nie chcemy zbierać trzy razy więcej. Te wyścigi podczas finału są tylko dla podkręcenia atmosfery. Już jakby było dwa razy więcej, to byśmy byli lekko przerażeni. Jeśli tyle, ile robimy, można zrobić za 50 milionów, to co moglibyśmy zrobić za 100 milionów?!

Zobacz też: Kiedy wezwać pogotowie do dziecka?

separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (3)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?