Babyonline.pl
 
 
Rozwiń menu

O każde z dzieci trzeba walczyć z Panem Bogiem - wywiad z prof. Alicją Chybicką

| 15.12.2014, aktualizacja: 15.12.2014 | 0

Walczy o dzieci jak lwica. Żaden dyrektor szpitala ani polityk nie jest jej straszny. Wszystko dla dobra dzieci, by miały szansę wyzdrowieć. Przeczytaj wywiad z prof. Alicję Chybicką, pediatrą, onkologiem.

separator
Wyślij e-mailem
separator
Oceń :
(3)
Prof. Alicja Chybicka
fot. ONS/ Krzysztof Swiezak

Czy  żałuje pani wejścia do polityki?

Ależ skąd! Poznałam fantastycznych ludzi z różnych opcji. Udało nam się rozwiązać kilka ważnych spraw. Zaraz jadę do prezydenta zobaczyć, jak podpisuje poprawki do ustawy o świadczeniach zdrowotnych. Pediatra wreszcie wróci do podstawowej opieki zdrowotnej.

Co to zmieni?

Skończy się sytuacja, że w kolejce trzeba stać dwa razy: raz po skierowanie od lekarza rodzinnego i drugi raz – do pediatry. Nie mogę pojąć, dlaczego przed laty uczyniono z pediatry specjalistę. Jedyny skutek jest taki, że wiele osób zaczęło u pediatry leczyć się prywatnie. A przecież każdy z nas, pediatrów, potrafi poprowadzić dziecko z cukrzycą, dziecko z nowotworem, z chorobą układu krwiotwórczego...

Znów pani komuś podpadnie.

Teraz będę mieć wrogów wśród pediatrów, bo wrócą na pierwszą linię, ale i wśród lekarzy z prywatnych ośrodków zdrowia, bo oni boją się konkurencji. Dla mnie liczy się dobro dziecka. Korporacyjne straty nie mogą mieć na to wpływu. Zgodziłam się startować w wyborach, bo wcześniej jako prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego widziałam, jak niewiele mogę. Dla dzieci zniosłabym wszystko. Jest bardzo wielu lekarzy, którzy dobro pacjenta stawiają na pierwszym miejscu, ale są i tacy, dla których wszystko zamyka się w obrębie procedur, liczb i limitów. A ja, gdy walczę o życie dziecka, a ktoś mi powie, że się skończyły pieniądze, to tego nie rozumiem!

Pamiętam, że się pani potrafi zbuntować.

I to nie raz! Ciekawie było, gdy dostałam polecenie na piśmie, że mam wstrzymać przyjęcia na oddział. A ja miałam pacjentów na chemioterapii, transplantacji szpiku... To by zagroziło ich życiu! Więc odpisałam w bezczelnych słowach i przyjęcia szły pełną parą. Dyrektor zwołał konferencję prasową, pokazał mój list dziennikarzom i pytał, co powinien z tym zrobić. No co to za pytanie? Oczywiście, że po takim piśmie szef ma tylko jedno wyjście – wyrzucić.

Ale to przecież nie był pierwszy raz.

Po innej sprawie mój dyrektor pokazał mi pismo od ówczesnego ministra zdrowia, żeby się mnie wreszcie pozbył. Byłam przyzwyczajona. Kiedy indziej komornik wsiadł na konto szpitala. Zostałam z 50 dzieci walczących o życie i kompletnie bez pieniędzy. Ministrem był świętej pamięci prof. Religa, przyjaźniliśmy się, jak to transplantolodzy. Pojechałam do niego jeszcze tego samego dnia.
Myślałam, że mnie rozszarpie! Był zły, że już rano wystąpiłam w mediach, apelując o zbiórkę publiczną. Krzyczał na mnie, że tak nie można, że on przecież da te pieniądze! A ja na to: "Panie ministrze, to niech pan da, ale już, bo ja przecież powietrza nie wleję dzieciom do kroplówek".

I dał?

Pieniądze przyszły po sześciu tygodniach. Wiedziałam, że słowa polityka, zanim się obrócą w jakąś decyzję, potrzebują czasu. Dzięki temu, że ze zbiórki społecznej dostaliśmy 2,5 mln zł, daliśmy radę przetrwać do tego czasu. Bo Religa dotrzymał słowa, zawsze dotrzymywał, ale wtedy całe pieniądze, jakie mógł mi dać, to były jego własne, te, które miał w kieszeni. Potem błyskawicznie poprawił prawo tak, że teraz komornik nie może już zabrać wszystkich pieniędzy. Musi zostać na pensje i na podstawową działalność.

Skąd się w pani wziął taki charakter?

No tak już mam. Przetrwałam sześciu dyrektorów. Walczyłam z nimi na ostro: "Jak się panu nie podobam, to niech mnie pan wyrzuci, ale póki stoję na czele kliniki, to tym dzieciom niczego ma nie brakować. Pan mi mówi, że jakiegoś leku nie kupi? To niedopuszczalne, bo leki są wpisane w programy europejskie i nie można robić poślizgów ani opóźnień".

Przecież dyrektorzy to wiedzą.

Nie wiedzą. Jeśli to menedżerowie zarządzający szpitalem, w którym jest 18 klinik takich jak moja, to mają prawo nie wiedzieć. Ale ja im przypominam. Jeśli dzieci nie mają krzywdy, to ja dyrektorowi mogę nieba przychylić.

Polecamy: prof. Alicja Chybicka - Gdy odchodzi dziecko, kończy się świat


separator
Wyślij e-mailem
separator separator
Komentarze (0)
avatar
X

Logowanie

avatar

Nie masz jeszcze konta ?

Zarejestruj się




Zapomniałeś hasła?